Sport.pl

Tajner dla Gazety: Co będzie teraz robił Małysz? Tajemnica!

Wierzę, że uda nam się obudzić błysk w skokach Małysza. Puchar Świata nie jest jeszcze stracony, a mistrzostwa świata w Predazzo, o czym mówiłem od początku sezonu, to cel numer jeden - mówi ?Gazecie? trener polskich skoczków Apoloniusz Tajner.
W środę wieczorem polska kadra skoczków wróciła do domów po trzech dniach treningów w Ramsau. Teraz, do 15 lutego, Adam Małysz ma wolne. A reszta zawodników wystartuje podczas weekendu w Pucharze Kontynentalnym w Zakopanem.



ROBERT BŁOŃSKI: Co dały treningi w Ramsau?

APOLONIUSZ TAJNER: Czterech zawodników - Małysz, Mateja, Bachleda i Tajner - oddało po 25-26 skoków. Tomek Pochwała startował w Pucharach Kontynentalnych. W Austrii zrealizowaliśmy to, co chcieliśmy. Na razie wszystko idzie zgodnie z planem.

Proszę jeszcze raz wyjaśnić kibicom, dlaczego Adam nie jedzie w ten weekend na PŚ do Willingen? Wielu fanów Małysza ma do Pana o to żal.

- Cel numer jeden na ten sezon, określony jeszcze w ubiegłym roku, to mistrzostwa świata we Włoszech. I w nich chcemy wypaść jak najlepiej.

Celem numer dwa był Turniej Czterech Skoczni i mamy to już za sobą.

Trzeci, jak ja go nazywam - osobisty - cel, to próba zdobycia trzeciego z kolei Pucharu Świata przez Adama. Ale to nie było najważniejsze. Oczywiście, startując do tej pory, chcieliśmy, by zdobył jak najwięcej punktów. Nie robiliśmy przerwy, ale kiedy zbliżył się cel numer jeden, postanowiliśmy nie pojechać do Willingen.

Obecnie Adam prezentuje formę, która pozwala mu zajmować miejsca trzecie, czwarte, piąte czy szóste. Czasami drugie. Ale na pewno nie jest to dyspozycja na wygrywanie, bo zawsze znajdował się ktoś bardziej błyskotliwy od niego. Ktoś, kto lepiej wykorzystywał dobre warunki. A Adam nie potrafił wygrać, jak kiedyś, z kiepskimi warunkami na skoczni. Nawet kiedy dobrze mu powiało, nie wykorzystywał tego tak, by wygrać.

Ponieważ Sven Hannawald nie startował w tym sezonie w pięciu zawodach PŚ, w dwóch innych w ogóle nie zdobywał punktów, a i tak jest blisko czołówki i po Willingen prawdopodobnie zostanie liderem PŚ, to i my postanowiliśmy odpuścić. Adam mógł jechać do Niemiec, ale wtedy nie starczyłoby czasu na przygotowania i, co ważniejsze, odpoczynek. A obecnie Adam przez siedem dni jest wyłączony z jakiegokolwiek skakania. Innego terminu już nie ma. Dopiero 15 lutego jedziemy do Ramsau, gdzie będziemy przez trzy dni. Stamtąd już do kraju nie wracamy, lecz wyruszamy do Włoch.

Wierzę, że przez te kilkanaście dni uda nam się obudzić w Adamie błysk, który miał wcześniej. Jeśli tak będzie, forma wykuta w Ramsau zacznie procentować w marcu, kiedy rozstrzygać się będą losy Pucharu Świata. Aby Adam po raz trzeci zdobył Kryształową Kulę, musi wygrać dwa-trzy zawody. Jeśli nie wygra, inni na pewno będą lepsi. Nie ma zresztą także gwarancji, że Hannawald będzie skakał do końca sezonu, że po MŚ też nie zrobi sobie przerwy. Ale ja uważam, że ten trzeci Puchar Świata także jeszcze nam nie umknął. Przerwa to jedyne wyjście w obecnej sytuacji.

A co Pan powie tym, którzy mówią: Adam już jest mistrzem i wicemistrzem świata. A Pucharu Świata trzy razy z rzędu nie zdobył jeszcze nikt w historii.

- I w takiej formie, jakiej jest, i tak by go nie wygrał. Trzeba porzucić te sny, że po jednym czy dwóch udanych skokach wszystko "zaskoczy". Aby tak się stało, trzeba było wreszcie podjąć decyzję o przerwie w startach. To wszystko jest uzasadnione szkoleniowo i nazywa się naukowo "Bezpośrednie Przygotowanie Startowe".

Czy są jakiekolwiek gwarancje, że ta przerwa pomoże odzyskać błysk?

- Nie. W skokach nie można dać gwarancji na cokolwiek. Decyzja zapadła. A czy była słuszna? To się zweryfikuje za półtora miesiąca.

Kto podjął tę decyzję?

- Ja i Piotr Fijas. To było zagadnienie typowo szkoleniowe. Z psychologiem i fizjologiem sporo dyskutowaliśmy, ale ich "działki" są inne. Strategia działania zależy od nas. Trudno zresztą od psychologa czy fizjologa, którzy przy skokach narciarskich są od trzech lat, wymagać, by podejmowali decyzje tej wagi. To należy do trenerów i my poniesiemy tego konsekwencje. O wszystkim informujemy wiceprezesa PZN ds. szkoleniowych Leszka Nadarkiewicza i szefa wyszkolenia, Marka Siderka. Zresztą ja po to jestem trenerem, by podejmować takie decyzje, brać na siebie odpowiedzialność i nie pozwolić innym narzucać koncepcji.

A Adam Małysz ile miał do powiedzenia w tej sprawie?

- Z nim też rozmawialiśmy. Ale on akceptuje nasze decyzje. Tak powinno być, że gwiazda drużyny nie próbuje sama rządzić, tylko się podporządkowuje. Mamy do siebie zaufanie, to bardzo ułatwia współpracę.

Co Adam będzie robił przez ten tydzień?

- Tajemnica. Na pewno nie będzie skakał.

Na ostatnich zawodach w Kulm Adam skakał, tak się przynajmniej wydawało, lepiej. Był trzeci i czwarty.

- Ale to też było ciułanie punktów, jak wcześniej, tyle że na trochę wyższym poziomie. Zwyżka formy była widoczna, ale to nie były skoki, którymi się wygrywa konkursy. W Kulm nareszcie pozbyliśmy się problemów z kombinezonem. Już wszyscy mają niemal takie same jak Austriacy.

Jak to się stało?

- Tu nie chodzi o materiał, ale o krój tego kombinezonu. Poprosiliśmy firmę Meininger, która szyje stroje dla skoczków, by zrobiła podobny dla Adama. Dzięki pomocy menedżera Ediego Federera, który sprawą zajął się po Turnieju Czterech Skoczni, mamy nowy kombinezon. W Kulm skakał w nim Adam. 15 lutego dostaną je także pozostali zawodnicy. W Ramsau będzie czas na testowanie.

Trener Niemców Reinhard Hess powiedział nam, że zazdrości Panu tej przerwy...

- Zdaję sobie z tego sprawę. Mając Hannawalda i Schmitta po ciężkich kontuzjach i operacjach, chciałby ich znowu wyłączyć ze startów, aby odzyskali świeżość. Ale na swojej skoczni startować muszą. Później będą mieli za mało czasu na manewry.

A jak wyglądały przygotowania przed mistrzostwami świata w Lahti i olimpiadą w Salt Lake City?

- Przed igrzyskami odpuściliśmy konkursy w Japonii, gdzie w najsilniejszym składzie polecieli tylko Austriacy. Wyjechaliśmy do Stanów wcześniej, na kilka dni ukryliśmy się w Cedar City. Przed Lahti przez pięć dni trenowaliśmy w Ramsau. Potem były dwa dni odpoczynku i odlot do Finlandii. Teraz jest mniej więcej podobnie, tylko Adam ma więcej czasu dla siebie.

Czy myśli Pan, że po mistrzostwach Hess wycofa Hannawalda z któregoś ze startów w PŚ?

- Trudno powiedzieć. Ale mam przeczucie, że Niemcy będą chcieli Adamowi jakoś "przeszkodzić" - oczywiście tylko i wyłącznie na skoczni - w możliwości zdobycia Pucharu Świata po raz trzeci. Może spróbują, by wygrał Sven i potem przez dwa kolejne sezony powtarzał te sukcesy?

W MŚ jeden Polak ma być w pierwszej szóstce, następny - w drugiej dziesiątce i trzeci - w trzeciej. Drużynowo mamy być w szóstce. Takie są wytyczne PZN.

- To oficjalne kryteria. Takie są zawsze. I uważam, że są do spełnienia. Do Włoch jedzie pięciu zawodników. Kto? Zdecyduję w niedzielę. Na pewno wszyscy wystartują. Na dużej skoczni - w konkursie indywidualnym i drużynowym - skoczy czterech; na średniej - pięciu. Bo mamy mistrza świata.