ATP: Brawo dla wiosny

Uff, nareszcie przyszła wiosna. Ale czy miała inne wyjście? Zajrzyjcie do kalendarza atp - tam Puchar Wiosny z cyklu Cztery Pory Roku jest pozycją stałą. Wiosna musiała więc się dopasować i zjawić w Katowicach na czas. Brawo - zdążyła.

Miała dla kogo tak się spieszyć: 10 konkurencji, a w każdej od kilku do kilkunastu uczestników. Najwięcej chętnych do zwycięstwa było w kategorii +45 mężczyzn. Wygrał rozstawiony z numerem 2 Maciej Urys. Bez większych kłopotów awansował do finału i dopiero Adam Sakwerda, jak na numer 1 przystało, zmusił kolegę do stosownego wysiłku. Wynik 5:7, 6:3, 10-4 podpowiada, że dosłownie kilka piłek mogło zmienić kolejność podczas dekoracji.

Pozostali zwycięzcy: kobiety open - Anna Wicha; +35 - Ewa Sakwerda; +45 - Jadwiga Gołda; mężczyźni open - Jacek Rejczak; +35 - Mariusz Kurowski; +55 - Władysław Króliczak; +65 - Andrzej Konitzer; debel kobiet - Małgorzata Poloczek i Anna Wicha; debel mężczyzn - Marek Jarosiński i Piotr Zarzecki.

Wiosna na czas trafiła do Laryszowa na Mevago Cup. Rywalizacja pań pokazała, jak nietrwały może być porządek rankingowy. Patrycja Komarska - nie wiadomo z jakiego powodu - nie ma jeszcze licencji atp, ma natomiast umiejętności, które zapewniłyby jej miejsce być może nawet na samym szczycie klasyfikacji w kategorii open. Wygrała turniej, straciła zaledwie trzy gemy w ośmiu setach, a w półfinale pokonała liderkę rankingu Patrycję Szmidt 6:0, 6:1 (w finale 6:1, 6:1 z Anetą Turaj).

Michał Piękoś, urodzony w 1975 roku, wykonał proste odejmowanie - w tym roku skończy 35 lat, więc mimo wyczynowej przeszłości zasługuje już na status amatora. Koniec kariery zawodniczej nie oznacza przecież pożegnania z rakietą - w tenisa można, a nawet trzeba, grać tak długo, jak zdrowie pozwala.

Piękoś zapisał się do atp, rozegrał już trzeci turniej w tym roku, zdążył nawet zdobyć halowe mistrzostwo Polski, więc - mimo niskiej jeszcze pozycji w rankingu - w Laryszowie uchodził za jednego z faworytów kategorii open. Słusznie zresztą, bo zwyciężył bez straty seta (finał 6:2, 6:2 z Marcinem Jabłońskim).

W pozostałych konkurencjach pierwsze miejsca zajęli Aleksander Tor (+40) oraz Roman Kościelny (+55).

W ostatnim turnieju cyklu Toruń Cup 2009/10 doszło do sporego zamieszania. Wydawało się bowiem, że kolejność ustalona po sześciu imprezach nie ma prawa już się zmienić i już tylko na papierze Mirosław Hajdus i Piotr Michałkiewicz mogą zepchnąć Wojciecha Koniecznego i Włodzimierza Podsiadło z drugiego miejsca na trzecie.

Po raz kolejny okazało się jednak, że co możliwe w matematyce, możliwe także w tenisie. Konieczny i Podsiadło zajęli ostatnie miejsce w grupie eliminacyjnej i dopiero drugie w finale C, a ostatecznie ósme. W tych okolicznościach Hajdusowi i Michałkiewiczowi wystarczył awans do finału A, czemu z najwyższego stopnia podium przyglądali się Andrzej Krauzowicz i Robert Winiecki.

 

Więcej o Amatorskim Tenisie Polskim - czytaj tutaj ?