Tenis. Polak przegrał ze szmuglerem dopingu

- To nie fair, on nie powinien grać! - złości się Jerzy Janowicz, który przegrał w Houston z Wayne'em Odesnikiem. Amerykanin próbował przemycić do Australii osiem butelek z hormonem wzrostu, ale władze tenisowe zwlekają z ukaraniem go.

19-letni Janowicz (ATP 293), nadzieja polskiego tenisa, zagrał w Houston (pula nagród 440 tys. dol.) dzięki wywalczonej przez jego menedżerów dzikiej karcie. Takie szanse dostaje najwyżej dwa-trzy razy w roku, zazwyczaj występuje w dużo mniejszych, mniej prestiżowych imprezach.

W I rundzie wylosował Odesnika, 24-letniego Amerykanina, który na liście ATP zajmuje 103. miejsce. Wielkiej walki na korcie nie było, Polak przegrał wyraźnie 3:6, 4:6 i mógł się pakować.

Po meczu Janowicz podał rywalowi rękę, ale amerykańskim dziennikarzom powiedział: - To nie fair, że dopuszczono go do gry. Powinien być zawieszony. To jakieś nieporozumienie, że mógł grać.

Odesnik to od niedawna jedno z najgorętszych nazwisk w tenisie. Wszystko przez to, że przed australijskim sądem przyznał się pod koniec marca do przemytu środków dopingujących. W styczniu na lotnisku w Brisbane celnicy znaleźli w jego bagażu osiem buteleczek zawierających ludzki hormon wzrostu (HGH), doping zaliczany do grupy anabolików. Wstrzykiwany regularnie przyspiesza wzrost komórek, wzmacnia mięśnie i poprawia ich zdolność do regeneracji. HGH jest dopingiem bardzo trudnym do wykrycia, bo hormon występuje naturalnie w ludzkim organizmie. Najgłośniejsza afera związana z HGH to wpadka chińskich pływaczek, które w 1998 r. też próbowały wwieźć do Australii zakazaną substancję.

Odesnik nigdy nie miał pozytywnego testu na doping. Przyznał się tylko do przemytu. Australijczycy ukarali go grzywną 7,2 tys. dol., musi też zwrócić ok. 1 tys. dol. kosztów sądowych.

- Facet oszukiwał. Powinien być natychmiast wyrzucony z tenisa na zawsze - grzmiał Andy Roddick, rodak Odesnika, triumfator turnieju w Miami. Nikt nie ma wątpliwości, że Odesnik szmuglował HGH dla siebie. Cały czas mógł jednak legalnie grać w turniejach. Doszedł m.in. do II rundy Australian Open, ostatnio odpadał szybko w Indian Wells i Miami.

Przyznanie się do posiadania dopingu zmienia sytuację o tyle, że jest zagrożone karą dwóch lat dyskwalifikacji. Ale nie od razu. Zawieszenia ani dyskwalifikacji Odesnika wciąż nie ma, bo federacja ATP i ITF muszą uruchomić swoją biurokratyczną machinę. Na razie czekają na dokumenty, by "wszcząć postępowanie wyjaśniające".

Odesnik zarabia w tym czasie niemałe pieniądze - za pokonanie Janowicza 7,6 tys. dol., czyli więcej, niż zapłacił w sądzie. - Gram w tenisa i na tym się koncentruję - mówi, uciekając od wszelkich pytań o doping.

Dziennikarze zdążyli już wyśledzić, że Odesnik obraca się na Florydzie w towarzystwie z szemraną przeszłością. Jego najlepszym kumplem i sparingpartnerem jest Argentyńczyk Guillermo Canas, który kilka lat temu musiał oddać 276 tys. dol., bo wpadł na dopingu.

Janowicz może po tej porażce pocieszać się chyba tylko tym, że po raz pierwszy w życiu cytowały go prawie wszystkie amerykańskie gazety i agencje prasowe. Na dodatek to, co mówił, miało sens.

Tak Jerzy Janowicz przegrał z Odesnikiem ?

Więcej o: