Ricardo Sanchez: Polski tenis mnie potrzebuje

Trener Jeleny Janković zdradza Tenisklubowi co robił w Polsce i dlaczego stawia na Agnieszkę Radwańską.

Jest Pan trenerem Jeleny Janković. Łatwiej chyba pracować z drużyną piłki nożnej?

- Oczywiście, że łatwiej. Po pierwsze: w tenisie odpowiada się wyłącznie przed jedną osobą. Twój podopieczny jest jednocześnie twoim szefem. Piłkarze nie mają takiej władzy jak tenisiści. Poza tym trener piłkarski spędza większość swojego czasu w jednym miejscu, a ja mam już dość ciągłych podróży. Właśnie dlatego zamierzam niedługo osiąść w jednym miejscu.

W Polsce?

- To jedna z opcji.

Właśnie w tej sprawie Pan tu przyjechał?

- Przede wszystkim przyjechałem tu po to, by spotkać się z rodziną mojej najlepszej przyjaciółki Darii Hołodnik (także tenisistka - przyp. "Tenisklub"). Poza tym utrzymuję przyjacielskie relacje z rodzinami Radwańskich i Woźniackich. Jestem więc tu także po to, aby pomóc polskiemu tenisowi.

W jaki sposób?

-Daria zorganizowała moje pokazowe treningi pod Opolem i w Warszawie, ale w przyszłości być może wybuduję w waszym kraju akademię tenisową. Decyzji jeszcze nie podjąłem, więc niczego obiecać nie mogę. Wiem, że Polska potrzebuje ludzi, którzy pokażą, jak wygląda współczesny system szkolenia. Na razie temat nie istnieje, bo mam ważny kontrakt, który wiąże mnie z Jeleną Janković. Umowa wygasa za rok.

Dlaczego akurat Polska?

- Już mówiłem, że utrzymuję dobre stosunki z ludźmi związanymi z tym krajem. Poza tym lubię Polaków. Są otwarci i przyjacielscy. Zauważmy, że HiszPania czy Stany Zjednoczone mają już swoje akademie, a Polska to dobre miejsce na takie przedsięwzięcie. Szkoda tylko, że zima jest tu taka mroźna. Pod tym względem na budowę akademii lepsza byłaby na przykład Ameryka Południowa. Wiele do powiedzenia będą mieli też zawodnicy, którzy korzystaliby z moich usług. To w końcu oni mają za mną jeździć, a nie ja za nimi.

Można się chyba spodziewać, że byliby to najlepsi z najlepszych. Pana CV jest dość imponujące.

- Współpracowałem już m.in. z Nikołajem Dawydienką, Nicolasem Massu, Jennifer Capriati... Od czasu do czasu doradzam Rafaelowi Nadalowi.

Kto jeszcze składał Panu oferty?

- Miałem ich sporo, ale to tajemnica. Mogę tylko powiedzieć, że byli to zawodnicy i zawodniczki ze ścisłej czołówki.

Co Pan wie o polskich tenisistach?

- Niestety w Polsce nie ma wielu profesjonalistów, ale to nie znaczy, że tak musi pozostać. Pracowałem swego czasu w Kolumbii. Tam potrafiliśmy "wychować" dobrych tenisistów w trzy lata. Pojawili się wtedy tacy zawodnicy jak Alejandro Falla, Santiago Giraldo czy Fabiola Zuluaga, półfinalistka Australian Open. Jeśli system szkolenia jest dobry, będą też dobrzy gracze. Niezależnie od tego, czy to Polska, Afryka, Japonia czy Chiny.

Spotkał się Pan z Robertem Radwańskim. Wymieniliście się radami?

- Nie. W ogóle nie rozmawialiśmy o biznesie. Będzie na to czas.

Czy Pana zdaniem Agnieszka Radwańska jest w stanie osiągnąć takie sukcesy jak Jelena Janković?

- One grają zupełnie różny tenis. Jelena jest szybsza, a Agnieszka bardziej utalentowana. Ale odpowiedź brzmi: tak. Za dwa, trzy lata Venus, Serena czy Diemientiewa zakończą karierę, a Radwańska, Azarienka i Wozniacki są przyszłością tenisa. Oczywiście w tym momencie Agnieszka raczej nie ma szans np. na zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym, ale za dwa lub trzy lata... Czemu nie? Po raz drugi z rzędu zakończyła rok w pierwszej dziesiątce rankingu, a to coś wielkiego jak na jej warunki fizyczne i serwis.

Spadek zaliczyła za to Pana podopieczna. Czy to kryzys?

- Nie, przecież nie jest łatwo być ciągle pierwszym. Obecnie w stawce jest osiem, może dziesięć tenisistek, które mogłyby być numerem jeden. Zauważmy, że miniony sezon był bardzo nierówny dla wszystkich. Można powiedzieć, że dla kobiecego tenisa był po prostu zły. W końcówce Safina przegrywała z zawodniczkami spoza pierwszej setki. W męskim tenisie to się nie zdarza.

Jaki cel stawia Pan przed Jeleną na przyszły sezon?

- Chcę, aby wskoczyła na pierwsze miejsce rankingu jeszcze przed Roland Garros i wygrała jeden z turniejów Wielkiego Szlema. Łatwo nie będzie, bo wracają Clijsters, Henin i Szarapowa.

Czy miniony rok był zły również ze względu na zmiany w regulaminie?

- Tak. Przez te zmiany trudno kontrolować karierę zawodniczki. Jeśli Radwańska czy Janković zaczną przegrywać, to nie powinny przestawać grać. Najlepszym treningiem są przecież mecze.

Pod koniec roku męski i kobiecy tour nawiedziła plaga kontuzji. Jak dużo tenisiści powinni grać w ciągu roku?

- To zależy. Na przykład Sampras brał udział w 14-15 turniejach. Nie musiał grać więcej, bo wygrywał 12 z nich. Jeśli jednak zawodnikowi nie idzie, to - powtarzam - nie może przestawać grać. Powiedziałbym, że minimum to 25 turniejów rocznie. Niestety kalendarz jest układany pod takie zawodniczki jak Szarapowa czy siostry Williams. One nie lubią grać zbyt dużo. Co innego Agnieszka czy Karolina. Te muszą się rozwijać. Spójrzmy na Wozniacki. Ile turniejów rozegrała w zeszłym sezonie? Ponad 30.

Czy jest szansa na to, by Janković zagrała w tym roku w Warszawie?

- Problem polega na tym, że turniej w Polsce odbywa się ledwie tydzień przed Roland Garros, a już wcześniej rozgrywane są inne imprezy na mączce. Szanse są więc raczej niewielkie.

Więcej o tenisie - czytaj tutaj >