Flavio Cobolli (6. ATP) był rewelacją tegorocznego turnieju wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. 24-letni tenisista odniósł największy sukces w karierze, bo dotarł do finału turnieju, przegrywając po pasjonującym pojedynku 1:6, 6:4, 4:6, 7:6, 1:6 z Niemcem Alexanderem Zverevem (2. ATP). Teraz Cobolli wystartował w US Open, w którym jego najlepszy dotychczasowy wynik to tylko III runda (w latach 2024 i 2025).
Cobolli w I rundzie zmierzył się z Argentyńczykiem Francisco Comesaną (119. ATP), który nigdy nie awansował do IV rundy żadnego turnieju wielkoszlemowego. Włoch, który w tym roku w US Open w parze z Belindą Bencić wygrał turniej w mikście, był oczywiście zdecydowanym faworytem. Tymczasem pierwsze dwa sety były sensacyjne, bo Cobolli wygrał w nich w sumie zaledwie pięć gemów!
Od trzeciej partii nastąpił w tym meczu wielki zwrot. Cobolli zaczął grać zdecydowanie lepiej, ograniczył niewymuszone błędy i częściej dyktował warunki gry na korcie.
- Może Cobolli potrzebował dwóch godzin, by nauczyć się serwisów rywala i wreszcie dobrze returnować. Włoch zaczął lepiej czytać grę - mówił Tomasz Smokowski, komentujący mecz w Eurosporcie.
Szósty zawodnik światowego rankingu zmarnował aż pięć piłek setowych. Przy szóstej, po długiej wymianie, Włoch zagrał szczęśliwego winnera z forhendu po crossie (piłka poleciała po taśmie).
- Zamienili się rolami panowie na korcie - teraz to Comesana jest mniej stabilny, popełnia więcej błędów, trudniej mu utrzymać piłkę w korcie. Skończył się też pierwszy serwis Argentyńczyka. Może to być kryzys fizyczny Comesany, który wcześniej grał jak natchniony - dodawał komentator Canal+Sport po tym, jak Włoch przełamał rywala już w pierwszym gemie czwartego seta.
Chwilę później faworyt prowadził już 3:0 z podwójnym przełamaniem i potem, choć raz stracił swój serwis, to doprowadził do decydującego seta.
Cobolli zaczął go jednak fatalnie, bo już w drugim gemie został przełamany i przegrywał 0:2. Potrafił jednak się opanować i już w trzecim gemie odrobił stratę przełamania. Potem doszło do wielkich emocji i kilku bardzo spektakularnych akcji, po których kibice dawali owacje na stojąco. - Ale tutaj odpalane są rakiety, trzeba tylko upajać się tym, co panowie nam teraz serwują. Zawodnicy patrzą sobie w oczy i siłują się, kto jest mocniejszy - zachwycali się komentatorzy Eurosportu.
Kluczowy dla losów meczu był dziewiąty gem. Włoch postawił wszystko na jedną kartę, atakował, a po atomowym returnie, przełamał Argentyńczyka. W kolejnym gemie Comesana miał dwa break pointy, ale je zmarnował, a Cobolli wykorzystał pierwszą piłkę meczową skutecznym drajwem wolejowym. Pojedynek trwał cztery godziny i 14 minut.
Zobacz także: Było po północy. Venus Williams powiedziała, co myśli o decyzji na US Open
Cobolli w II rundzie zmierzy się ze zwycięzcą starcia: Nishesh Basavareddy (USA, 163. ATP) - Tristan Schoolkate (Australia, 180. ATP).