Choć Coco Gauff wygrywała już w swojej karierze turnieje wielkoszlemowe na korcie twardym (US Open 2023) oraz na mączce (Roland Garros 2025), trawa jak dotąd była jej słabością. Przed bieżącym Wimbledonem jej najlepszym wynikiem na londyńskiej trawie była IV runda, do której dochodziła trzykrotnie. Był to jedyny Wielki Szlem, w którym nigdy nie osiągnęła nawet ćwierćfinału. Jednak ten rok zmienił wszystko.
Amerykanka jest już w półfinale. W 1/4 finału ograła w trzech setach (4:6, 6:3, 6:3) swoją rodaczkę Jessikę Pegulę. Ogólnie Gauff gra na tym turnieju głównie trzysetówki, bo wygrała na pełnym dystansie cztery z pięciu meczów. Niemniej, choć nie jest łatwo, to najwyraźniej okiełznała wreszcie specyfikę gry na trawie. Na konferencji prasowej po meczu z Pegulą Amerykanka przyznała, że widzi przełom, a zawdzięcza go po części Idze Świątek, która też niespecjalnie radziła sobie na trawie, aż w końcu nagle wygrała cały turniej w 2025 roku.
- Oglądanie tamtego zwycięstwa Igi dodało mi wiele pewności siebie, ponieważ myślę, że mamy podobne style gry. Zwłaszcza forhendem. To sprawiło, że pomyślałam, iż ja też mogę to osiągnąć - powiedziała Gauff. Podkreśliła także, dlaczego przeskok na trawę jest tak trudny. - Po wielu tygodniach na mączce przyjeżdżamy tu wykończeni. Musimy zmienić nawierzchnię praktycznie bez czasu na treningi. Myślę, że dlatego właśnie tak trudno obronić tu tytuł i dlaczego wielu zawodników, którzy docierają daleko na Garrosie, nie radzi sobie tutaj tak dobrze - oceniła Amerykanka.
Wiemy już na pewno, że w finale Wimbledonu będzie w tym roku debiutantka na tym etapie tego turnieju. Gauff w półfinale zmierzy się bowiem z Karoliną Muchovą. Dla Czeszki to też najlepszy w karierze wynik na londyńskiej trawie. Jeśli Amerykanka wygra cały turniej, będzie miała wielkoszlemowe triumfy na każdej nawierzchni, czym obecnie w tourze WTA może się pochwalić tylko Iga Świątek.