Paula Badosa odniosła dopiero jedenaste zwycięstwo w tym sezonie (w 24. meczu). 28-letnia Hiszpanka w 1/8 finału turnieju w Berlinie sensacyjnie wyeliminowała Coco Gauff (7. WTA), wygrywając w godzinę i 38 minut 1:6, 6:3, 6:2.
Paula Badosa po zakończeniu spotkania usiadła na ławce i miała łzy w oczach. Po chwili, gdy otrzymała pierwsze pytanie w wywiadzie na korcie, popłakała się. Kibice oczywiście wspierali ją głośnymi brawami. Jej emocje pokazały, jak ważna była ta wygrana dla Badosy, która ostatni swój turniej wygrała w sierpniu 2024 roku. W ubiegłym roku miała bilans 18:14, a właśnie w turnieju w Berlinie w czerwcu ubiegłego roku doznała kontuzji, która mocno dała się jej we znaki, bo potem do końca roku zagrała tylko trzy mecze. Ten sezon też był dla niej bardzo trudny, bo wygrała tylko 10. z 23. spotkań i tylko w jednym z 13 turniejów była w półfinale (Austin).
- O mój Boże. Jak widzicie, jestem bardzo wzruszona. To był dla mnie bardzo trudny czas. Rok temu tutaj doznałam kontuzji i mój plan się posypał. Od tamtej pory nie mogłam grać regularnie. Przeszłam przez wiele trudności, zarówno zawodowych, jak i osobistych. To, że znów mogę grać na takim poziomie, bardzo wiele dla mnie znaczy. Wiem, że to tylko kilka meczów, ale dla mnie ważniejszy jest poziom, jaki zaprezentowałam dziś przeciwko Gauff. Myślę, że dziś w końcu zobaczyłam na korcie samą siebie - powiedziała Badosa.
Potem została też spytana, co daje jej siłę, by wracać do tenisa.
- Za każdym razem, gdy czuje wsparcie od kibiców, tę atmosferę na korcie, obojętne, czy są dobre czy złe momenty, to jest coś, co kocham, bo po prostu kocham też grać w tenisa - dodała Badosa.
Zobacz także: Chwalińska podjęła decyzję przed Wimbledonem. Wyjeżdża z Polski
Badosa w ćwierćfinale w Berlinie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu: Diane Parry (Francja, 60. WTA) - Linda Noskova (Czechy, 13. WTA).