To dlatego Chwalińska otrzymała dziką kartę do Wimbledonu

- Awans byłby dla mnie wielką niespodzianką. Uważam, że dla Mai to byłoby zbyt duże wyzwanie pod względem fizycznym - tak o ewentualnej grze Chwalińskiej w kwalifikacjach Wimbledonu mówił Artur Rolak. Na szczęście Polka nie będzie musiała się przez nie przedzierać. Otrzymała bowiem "dziką kartę". Co wpłynęło na taką decyzję Anglików? Nieco więcej opowiedział o tym ekspert w rozmowie z WP SportoweFakty.
TENNIS-FRENCHOPEN/
Fot. REUTERS/Benoit Tessier

- Oczywiście fajnie byłoby, jakby wystartowała w Wimbledonie, nawet jakby zagrała w turnieju eliminacyjnym, ale jeżeli ja bym był tam na miejscu i byłbym trenerem, bądź kimkolwiek z zespołu Mai, to nie wiem, czy nie zrobiłbym miesiąca wakacji - radził Piotr Sierzputowski w podcaście Break Point. Jednak Maja Chwalińska nie zamierza robić przerwy.

Zobacz wideo Rozbrajająca odpowiedź Chwalińskiej. To zapamięta z Roland Garros

Ba, znalazła się w gronie siedmiu zawodniczek, które otrzymały "dziką kartę", dlatego też uniknie kwalifikacji. - Wiadomo, że się ucieszyła, ale to była raczej taka stonowana reakcja. Kiedy usłyszała, że jest ta upragniona "dzika karta", to powiedziała, że trzeba brać się do roboty - mówiła w rozmowie z Interią Aleksandra Musiał o reakcji Chwalińskiej.

Rolak tłumaczy, jak Chwalińska dostała "dziką kartę". "Gdyby tylko Serena otworzyła usta..."

Na decyzję Wimbledonu w sprawie Polki zareagowało wielu ekspertów, w tym Artur Rolak z "Tenisklubu". Stwierdził, że do przyznania 24-latce przepustki do turnieju głównego poniekąd przyczyniła się Serena Williams. - Zwykle jest przyznawana jedna, w wyjątkowych sytuacjach dwie ["dzikie karty", przyp. red.] dla reprezentantów zza granicy. I one są przeznaczane dla gwiazd, w dodatku zasłużonych dla Wimbledonu. Dlatego gdyby tylko Serena otworzyła usta, miałaby "dziką kartę" momentalnie - stwierdził ekspert w rozmowie z WP SportoweFakty.

Oczywiście decyzja Williams najpewniej wpłynęła na los Chwalińskiej, ale i tak najwięcej do powiedzenia mieli organizatorzy. To do nich należało ostatnie słowo, co podkreślał Rolak. - W tym przypadku decyduje prywatny klub organizujący Wimbledon. "Dzika karta" dla Mai Chwalińskiej to wyłącznie uprzejmość słynnego tenisowego klubu - akcentował. 

Zobacz też: Rybakina podjęła drastyczną decyzję. "Było tego za dużo". 

"Dzika karta" szansą na sukces dla Chwalińskiej

Mimo wszystko Rolak nie był zaskoczony "dziką kartą" dla Polki. - Uważałem, że na pewno dostanie "dziką kartę". Trzeba również mieć świadomość, że łatwiej o nią w rywalizacji żeńskiej - podkreślał. I jego zdaniem to może jej pomóc w dotarciu dalej w turnieju. Stwierdził, że gdyby nie "dzika karta", to mogłaby nawet nie zameldować się w turnieju głównym. - Awans byłby dla mnie wielką niespodzianką. Uważam, że dla Mai to byłoby zbyt duże wyzwanie pod względem fizycznym. Przed chwilą spędziła trzy intensywne tygodnie na paryskich kortach, teraz po krótkim odpoczynku miałaby przed sobą kolejne trudne spotkania - mówił. 

Chwalińska będzie mogła liczyć na rozstawienie. Teoretycznie może więc trafić na łatwiejsze rywalki, co może okazać się dla niej kluczowe. Postara się o poprawę najlepszego wyniku, jaki osiągnęła w Londynie. Jak dotąd była to druga runda (2022). - Maja Chwalińska świetnie gra na trawie. Widziałem ją. To dziewczyna, która ma do tego naturalny talent. Ma "miękką" rękę i nogi, leworęczna jest. Może też zrobić furorę na trawie - przewidywał Tomasz Tomaszewski w rozmowie z Polsatem Sport. Wimbledon będzie jedynym turniejem na trawie dla Polki w 2026.

Więcej o: