Jelena Rybakina w przeciętnym stylu rozpoczęła sezon na trawie. Wiceliderka rankingu WTA przegrała w ćwierćfinale turnieju w Londynie z Katie Boulter. Reprezentantka Kazachstanu podjęła drastyczną decyzję, która ma jej pomóc w przygotowaniach do tegorocznego Wimbledonu.
Kolejnym etapem przygotowań do Wimbledonu będzie dla Rybakiny turniej w Berlinie. W dobrej grze tenisistce ma pomóc ucieczka z sieci. Wiceliderka rankingu WTA postanowiła dezaktywować swoje konta w mediach społecznościowych, co potwierdziła na konferencji prasowej przed startem rozgrywek. Taka decyzja była spodowana hejtem, który w internecie spotkał Rybakinę.
"Zwykle nie zwracam zbytniej uwagi (na media społecznościowe), ale tym razem było ich za dużo. Ponieważ to nasza praca, musimy dużo publikować. I poczułam, że jeśli ci ludzie nie mogą przestać tylko dlatego, że przegrałam mecz, wolałabym nie dawać im możliwości komentowania" - powiedziała Rybakina podczas konferencji prasowej w Berlinie, cytowana przez portal tennisworldusa.org.
Zobacz też: Niemal 400 tys. zł dla Chwalińskiej. Zasłużyła na to
Rybakina podkreśliła też, że miała zespół zarządzający jej treściami w mediach społecznościowych, w tym kontrolą hejtu Problem zdaniem zawodniczki z Kazachstanu był jednak na tyle duży, że jedyną rozsądną decyzją było wycofanie się z przestrzeni internetowej.
"Nie chcę spędzać całego dnia na sprzątaniu mojego Instagrama. Mam ludzi, którzy mi pomagają, ale nie są na nim non stop. Pomyślałam, że lepiej będzie trzymać się z dala od mediów społecznościowych" - kontynuowała Rybakina.
"Dla mnie trzymanie się z dala od mediów społecznościowych jest w porządku" - dodała wiceliderka rankingu WTA.
Hejt w sieci jest dużym problemem w świecie tenisa. W przeszłości spotkał m.in. Naomi Osakę, Caroline Garcię, czy Igę Świątek. Polka podczas każdego turnieju wielkoszlemowego usuwa media społecznościowe ze swojego telefonu. Nasza tenisistka podkreślała, że trudno sobie wyobrazić, żeby przykre komentarze nie miały na nią wpływu.