Maja Chwalińska prawdopodobnie jeszcze odsypia wczesne pobudki, które były jej największym utrapieniem podczas Rolanda Garrosa. Polka przeszła do historii, gdyż jako pierwsza kwalifikantka dotarła aż do finału wielkoszlemowego turnieju w stolicy Francji. Tam lepsza okazała się być Mirra Andriejewa, ale nie ma co ukrywać, że sukces 24-latki zachwycił kibiców nie tylko z naszego kraju.
Menadżer Chwalińskiej, Piotr Szczypka, mówił wprost, że marzył jedynie o tym, by jego podopieczna zagrała w jednej lub dwóch rundach głównej drabinki. To pozwoliłoby utrzymać się na jakiś czas "na wodzie" i przestać szukać noclegów na własną rękę. Chwalińska bowiem dokonała czegoś nieprawdopodobnego, nie mogąc liczyć na finansowanie z państwa czy prywatnych sponsorów, którzy mają na rynku renomę giganta.
Po finale Rolanda Garrosa Ministerstwo Sportu i Turystyki postanowiło uhonorować Chwalińską maksymalnym stypendium w wysokości 9600 złotych brutto miesięcznie. Taką reakcję Jakuba Rutnickiego i innych polityków krytykuje były siatkarz, Marcin Możdżonek, który obecnie zajmuje się polityką.
- Niezwykły sukces Mai Chwalińskiej, która dotarła do finału wielkoszlemowego Rolanda Garrosa, zachwycił całą Polskę. To owoc jej twardej pracy, determinacji i ogromnego poświęcenia jej rodziny – ale na pewno nie zasługa polskiego systemu szkolenia - zaczął we wpisie na portalu X radny Rady Miasta Olsztyn.
- Gdy tylko tenisistka odniosła życiowy sukces, do akcji natychmiast wkroczyli politycy obecnego rządu, gotowi do robienia sobie zdjęć i wręczania czeków w blasku jupiterów. Decyzja ministra sportu Jakuba Rutnickiego o przyznaniu Chwalińskiej maksymalnego stypendium w wysokości 9600 zł brutto miesięcznie to podręcznikowy przykład patologii polskiej polityki sportowej, opartej na akcyjności i czystym PR-ze - dodał, wytykając politykom podpinanie się pod sukces naszej tenisistki i wskazując na pewien wyraźny absurd.
- Przyznawanie publicznych pieniędzy w momencie, gdy zawodniczka za sam finał w Paryżu swoją ciężką pracą zdobyła ponad 3 miliony złotych netto, nie ma nic wspólnego z realnym wspieraniem jej kariery. To klasyczna próba podpięcia się pod cudze osiągnięcia. Gdzie był resort, gdy Chwalińska była obiecującą nastolatką i borykała się z problemami finansowymi, nie mając za co opłacić noclegów podczas zagranicznych turniejów? Wtedy polski system był ślepy - zaznacza.
Z krytyką spotkał się również ogłoszony w marcu tego roku program Klub Pro, z którego korzystać miało 600 najlepszych klubów we współzawodnictwie dzieci i młodzieży. Zdaniem Możdżonka to "propaganda sukcesu" i "udawanie, że systemowo dba się o narybek sportowy".
- Flagowy program „KlubPro", który miał wspierać kluby uczestniczące we współzawodnictwie dzieci i młodzieży w praktyce wspiera podmioty najsilniejsze sportowo, czyli de facto te najbogatsze. Z ponad 4 tysięcy klubów realnie punktujących w polskim systemie, finansowanie otrzymuje zaledwie 850 z nich - czytamy.
Kolejnym wątkiem poruszonym przez byłego siatkarza jest ubieganie się o organizację Igrzysk Olimpijskich w Polsce. - Działacze z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego będą wprost zachwyceni, widząc jak nasze państwo lekką ręką oddaje deweloperom cenne grunty wraz z istniejącymi obiektami sportowymi - szydzi z polityków Możdżonek i mówi wprost o "Igrzyskach Deweloperów".
- Dokładnie taki los spotkał korty tenisowe w Dąbrowie Górniczej, na których rodził się talent naszej wielkoszlemowej finalistki. Wystarczy też pojechać do Warszawy i zobaczyć, jak dziś wyglądają legendarne korty AZS w Parku Skaryszewskim oraz wiele innych kultowych miejsc, które zamiast tętnić sportowym życiem, czekają na zalanie betonem. Przy obecnym podejściu władz, możemy ubiegać się co najwyżej o organizację „Igrzysk Deweloperów", w których główną konkurencją będzie liczba bloków mieszkalnych postawionych na zrównanych z ziemią boiskach - podkreśla 41-latek.
Zdaniem Możdżonka obecnie w sporcie dziecięcym i młodzieżowym wszystko opiera się na finansowaniu przez rodziców. Tym samym dzieci pochodzące z mniej zamożnych rodzin mają mniejsze szanse na to, by zrobić karierę na wysokim poziomie. - Setki utalentowanych dzieciaków rezygnują z turniejów i wyjazdów, bo ich rodzin po prostu nie stać na opłacenie transportu, noclegów czy drogiego sprzętu - pisze Możdżonek.
- Ministerstwo Sportu nie jest od wręczania kieszonkowego dobrze radzącym sobie sportowcom w świetle kamer. Zadaniem państwa jest stworzenie transparentnego, przewidywalnego systemu wsparcia dla młodych talentów ZANIM staną się sławni, oraz bezwzględna ochrona i modernizacja bazy sportowej. Każde dziecko, niezależnie od majątku rodziców, musi mieć równe szanse na rozwój i reprezentowanie barw narodowych na całym świecie - zaznaczył na koniec były reprezentant Polski.
Zobacz też: Nowe wieści ws. Chwalińskiej i Wimbledonu. "Nie lubią, kiedy ktoś się wtrąca"