Data 14 czerwca 2026 r. na zawsze zapisze w historii polskiego tenisa. Nie codziennie zdarza się bowiem, aby dwoje Polaków jednego dnia sięgało po turniejowe zwycięstwa. A tak właśnie stało się ze sprawą Kamila Majchrzaka i Katarzyny Kawy. Zaledwie kilka godzin po tym, jak ten pierwszy pokonał w finale w 's-Hertogenbosch Alexa de Minaura 6:3, 2:6, 7:6(5), swój mecz o tytuł rozpoczęła 33-latka z Krynicy-Zdroju.
Nasza reprezentantka walczyła o triumf na kortach ziemnych w challengerze w Modenie. Do finału awansowała w sobotę po nieprawdopodobnym boju z Victorią Jimenez Kasinstsevą. Mimo że Kawa przegrywała w nim już 2:6, 0:2, odwróciła losy półfinału i po blisko dwóch i pół godzinie zwyciężyła 2:6, 6:4, 6:3. W ostatnim, niedzielnym meczu losy wygranej rozstrzygnęła w równie dramatycznych okolicznościach.
Starcie z Lucią Bronzetti Polka rozpoczęła wręcz rewelacyjnie. Od razu przejęła inicjatywę i pokazała absolutną dominację na korcie. Szybko wygrała pięć pierwszych gemów, a chwilę później miała dwie piłki setowe przy swoim serwisie. Wtedy rywalka nieoczekiwanie przełamała, ale o wielkim powrocie w jej wykonaniu nie było mowy. W kolejnym gemie Kawa spokojnie zwyciężyła do 15 i cały set zamknęła w zaledwie 33 minuty wynikiem 6:1.
Zobacz też: Majchrzak przemówił po życiowym sukcesie. "Nie będę kłamał"
Po przerwie obraz gry niestety się zmienił. Nasza tenisistka rozpoczęła drugą partię co prawda od prowadzenia 3:0, ale później pojawiły się problemy. Bronzetti skrzętnie je wykorzystała i doprowadziła do remisu 3:3. Następnie obie panie utrzymały swój serwis, by w dziewiątym gemie znów zrobiło się gorąco. Kawa zaczęła wówczas masowo popełniać błędy. Raz po raz piłka po jej zagraniach trafiała na aut. Tenisistki musiały więc grać na przewagi. W końcu Bronzetti wykorzystała drugi breakpoint, a zaraz potem wyserwowała sobie wygraną w drugiej odsłonie 6:4.
Decydujący set początkowo wyglądał dość nerwowo. Kawa z problemami utrzymała serwis, po czym dwa kolejne gemy przegrała do zera. Nagle jednak zanotowała przełamanie powrotne, a potem obroniła dwa breakpointy i wyszła na 3:2. Włoszka zaczęła zaś się denerwować i popełniać błędy. Mimo że w następnym gemie przegrywała 15:40, udało jej się wyrównać. Gdy już wydawało się, że Polka odzyskuje przewagę, przy wyniku 4:4 po raz kolejny została przełamana. Bronzetii serwowała więc o zwycięstwo. Presji jednak nie udźwignęła, bo szybko przegrywała 15:40. Kawa wykorzystała zaś drugi breakpoint i utrzymała się w meczu.
Przy stanie 5:5 rolę się odwróciły. Tym razem to Bronzetti prowadziła 40:0. Problem w tym, że zmarnowała trzy breakpointy, a w decydującym momencie nasza zawodniczka trafiła w sam narożnik. Kawa wyszła wtedy na 6:5, ale po chwili przegrała do zera i losach tytułu zdecydował tie-break. Panie początkowo grały w nim punkt za punkt. Pierwszego minibreaka wywalczyła Włoszka. Prowadziła 3:2, ale po chwili sama straciła dwa punkty przy swoim podaniu. Od razu udało jej się jednak wyrównać i to ona jako pierwsza miała piłkę meczową przy stanie 6:5. Kawa zdołała się obronić i wkrótce sama miała meczbola. Wykorzystała już pierwszą okazję. Zwyciężyła 8:6, a całym meczu 6:1, 4:6, 7:6 (6).
Dzięki wygranej Katarzyna Kawa zarobiła 125 punktów do rankingu WTA i przesunie się w nim ze 143. na 120. miejsce. Dla Polki był to już drugi triumf w imprezie tej rangi w tym sezonie. W maju wywalczyła tytuł w chińskim Huzhou. W finale pokonała Słowenkę Veronikę Erjavec 6:0, 6:4.