W ciągu trzech tygodni Maja Chwalińska przeszła drogę od tenisistki znanej na świecie głównie pasjonatom tenisa, do jednej z największych gwiazd. Finał Roland Garros 2026, awans ze 114. na 21 pozycję w rankingu światowym, pochwały od takich legend jak Andre Agassi i John McEnroe. Zupełnie nowa rzeczywistość w życiu 24-latki. Wszystko to, czego dokonała, może jednak nie mieć finalnie najmniejszego znaczenia dla organizatorów Wimbledonu.
Lista startowa drabinki głównej tego turnieju ustalana jest na podstawie rankingu sprzed Garrosa. Maja jako wówczas 114. rakieta świata nie ma do niej wstępu. Cały czas jednak trwa walka o dziką kartę dla niej, by nie musiała przebijać się przez kwalifikacje. Eksperci od razu zaznaczali, że szanse nie muszą być duże. Wpierw organizatorzy dbają bowiem o swoje brytyjskie rodaczki, a w dodatku karierę wznowiła legendarna Serena Williams. Poza tym rok temu sensacyjna półfinalistka RG Lois Boisson dzikiej karty nie dostała. Chwalińska doczekała się jednak pozytywnych wieści w tej sprawie.
Z drabinki głównej wycofało się już kilka zawodniczek, a najnowszą jest Rosjanka Weronika Kudermietowa. O ile sam fakt jej rezygnacji nie jest dla Mai istotny pod względem rankingu, bowiem przed nią w kolejce jeszcze sporo zawodniczek, o tyle ważne, kto Kudermietową zastąpił. Tą zawodniczką jest Francesca Jones. To Brytyjka, a więc jedna z rywalek Polki w walce o dziką kartę.
Co więcej, Jones była najwyżej sklasyfikowaną reprezentantką Wielkiej Brytanii, która nie zapewniła sobie gry w drabince głównej poprzez ranking. Zatem dziką kartę otrzymałaby niemal na pewno. Teraz nie ma już takiej konieczności, więc automatycznie szanse Mai nieco wzrosły. Kolejną po Jones Brytyjką spoza Top 100 jest 172. w rankingu (tym branym pod uwagę przez Wimbledon) Harriet Dart, więc ona na grę w drabince głównej bez eliminacji ma szansę wyłącznie poprzez kartę, także na kolejną taką pomoc Polka nie ma co liczyć.