Magdalena Fręch wraca na kort po Rolandzie Garrosie. Łodzianka dotarła do 1/32 finału. W pierwszej rundzie pokonała Elenę Gabrielę Ruse, która musiała kreczować przy wyniku 7:6 (5), 2:1. Jednak w następnym pojedynku Polka musiała uznać wyższość Jil Teichmann 5:7, 4:6. "Magdalena Fręch miała trzy setbole w pierwszej odsłonie meczu z Jil Teichmann, jednak mimo prowadzenia 5:3 poniosła porażkę w drugiej rundzie Roland Garros. Na pomeczowej konferencji prasowej Polka ujawniła, że miała dodatkowe trudności na korcie" - relacjonował Hubert Rybkowski na Sport.pl.
Co powiedziała na konferencji prasowej? - Na rozgrzewce poczułam coś przy serwisach i później ten ból narastał. Generalnie nie powinnam była grać po pierwszym secie. Jestem po USG i doszło do naciągnięcia mięśni brzucha. Powinnam była posłuchać swojego organizmu i nie walczyć z tym - powiedziała (cytaty za PAP-em).
Tenisistka później przeszła badania, ale pierwsze wyniki nie były optymistyczne. - Wiemy, że jest stan zapalny i pojawił się płyn. W najlepszym przypadku liczę, że będę gotowa na Berlin (15-21 czerwca - dop. PAP) - wyjaśniła.
Ostatecznie udało jej się wrócić na kwalifikacje do turnieju w Berlinie. Rozstawiona z "trójką" Fręch mierzyła się w półfinale z Aliaksandrą Sasnowicz (123. WTA). W to spotkanie lepiej weszła Polka, wygrywając pierwszego gema bez straty punktu, a w kolejnym miała trzy break pointy. Niestety żadnego z nich nie wykorzystała, a rywalka dała radę obronić swoje podanie, mimo problemów. Jednak stopniowo rywalka zaczęła przejmować inicjatywę i naciskać na Polkę. W piątym gemie, przy wyniku 2:2, udało jej się przełamać Łodziankę.
Chwilę później Polka odpowiedziała tym samym. W dalszej części tego seta tenisistki dobrze podawały, co sprawiło, że do wyłonienia zwyciężczyni potrzebny był tie-break. W nim lepsza okazała się Sasnowicz, która zatriumfowała 7:3.
Zobacz też: Nowa osoba obok Chwalińskiej? "Nie mogliśmy sobie na to pozwolić"
Podrażniona Fręch ruszyła w drugim secie do odrabiania strat. Już w pierwszym gemie miała break pointa, którego wykorzystała. Chwilę później potwierdziła przełamanie i prowadziła już 2:0. Rywalka próbowała odrobić straty, ale wyżej notowana tenisistka nie dała się zaskoczyć. Ostatecznie ta partia zakończyła się wynikiem 6:4.
W decydującym secie lepiej zaczęła Sasnowicz, która przełamała Polkę w szóstym gemie (2:4). W kolejnym gemie Polka była na najlepszej drodze do odrobienia straty jednego breaka, ale przy wyniku 40:15 dla Polki mecz został przerwany z powodu opadów deszczu.
Po około godzinie wznowiono rywalizację. Polka dała radę przełamać przeciwniczkę, a następnie doprowadzić do remisu 4:4. W końcówce Sasnowicz miała już trzy piłki meczowe przy wyniku 4:5, ale Polka skutecznie się wybroniła i obroniła podanie. W końcówce doszło do zaskakującego zwrotu i to Fręch przełamała rywalkę na 6:5, a następnie miała piłkę meczową, ale jej nie wykorzystała. To pozwoliło rywalce wrócić z dalekiej podróży i wyrównać 6:6. To pozwoliło rywalce wrócić z dalekiej podróży i wyrównać 6:6. Zwyciężczynię musiał wyłonić tie-break, w którym lepsza była Polka, która wygrała 7:4.
Zwyciężczyni tego pojedynku w finale kwalifikacji zmierzy się z Shuai Zhang (64. WTA), która pokonała reprezentantkę gospodarzy Milena Steinkamp 6:3, 6:2.