Zarówno Magda Linette (60. WTA) jak i Barbora Krejcikova (45. WTA) swój ostatni finał turnieju rangi WTA grały ostatni raz w lipcu 2024 roku. Wtedy Polka triumfowała w turnieju w Pradze, pokonując Magdalenę Fręch (44. WTA) 6:2, 6:1, a Czeszka zwyciężyła na Wimbledonie, w finale wygrywając z Włoszką Jasmine Paolini (14. WTA) 6:2, 2:6, 6:4. Teraz wiadomo było, że któraś z tych zawodniczek znów zagra w meczu o tytuł.
Początek meczu w s-Hertogenbosch, gdzie cały czas bardzo mocno wiało (zawodniczki wiele razy powtarzały podrzut piłki do serwisu), był obiecujący dla Magdy Linette. Polka już w trzecim gemie przełamała Czeszkę, a podobać się mogły jej dwa bardzo efektowne woleje przy siatce. Riposta dwukrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych w singlu była jednak bolesna dla Polki, bo Krejcikova wygrała aż dziewięć punktów z rzędu i natychmiast odrobiła stratę przełamania.
- Bardzo podoba mi się dotychczasowa gra Magdy. To nie są proste piłki, a Polka ciągle stara się przejąć inicjatywę. Tu na trawie tak trzeba właśnie grać - chwalił Polkę Żelizław Żyżyński, komentator Canal+Sport.
Linette przy stanie 3:3 zmarnowała wielką szansę na przełamanie. Miała piłkę na rakiecie przy swojej przewadze na forhendzie w połowie kortu, ale wyrzuciła piłkę w aut. Polka była zła po tym błędzie, uderzyła się rakietą w udo i coś powiedziała. Nie mogła sobie darować, że zmarnowała taką okazję. Było to tym bardziej bolesne, że w kolejnym gemie została przełamana i przegrywała 3:5. Nie była już w stanie odrobić tych strat.
Już na początku drugiego seta Polka zmarnowała szansę na komfortową sytuację. Przy stanie 2:1 miała dwie szanse na przełamanie, ale obu nie wykorzystała po własnych, niewymuszonych błędach. Chwilę później wygrała bardzo trudnego, swojego gema serwisowego, w którym broniła break pointa i było aż pięć równowag. W dodatku Linette miała w tym gemie fatalny kiks przy siatce (nie trafiła w piłkę), po którym dostała ostrzeżenie od pani arbiter, bo w złości wyrzuciła piłkę w trybuny.
Polka pokazała też charakter w siódmym gemie. Przegrywała w nim 0:40 i wtedy zaczęła grać na swoich warunkach. Miała dwie świetne ofensywne akcje, zakończone winnerami, a potem dwa z rzędu wygrywające serwisy. Chwilę później po kilku świetnych zagraniach przełamała rywalkę, prowadziła 5:3 i serwowała, by wygrać seta. W 9. gemie Polka znów obroniła - tym razem cztery break pointy, ale przy piątym wyrzuciła piłkę w aut.
O losach drugiego seta zadecydował tie-break. W nim Polka prowadziła 3:0, by przegrać pięć piłek z rzędu. Po chwili Krejcikova wykorzystała pierwszą piłkę meczową smeczem. Drugi set trwał 83 minuty.
- Długo zajęło mi przystosowanie się do tej nawierzchni, ale od Wimbledonu 2024 i zwycięstwa tam, gra mi się na niej wyjątkowo. Dziś mocno wiało, ale nie przeszkodziło mi to w awansie do finału. Bardzo się cieszę, że udało mi się wygrać, bo półfinały zawsze są trudne - powiedziała Czeszka po meczu.
Zobacz także: Nowa osoba obok Chwalińskiej? "Nie mogliśmy sobie na to pozwolić"
Krejcikova w finale zmierzy się ze zwyciężczynią meczu: Robin Montgomery (USA, 484. WTA) - Ajla Tomljanović (Australia, 109. WTA).