Sport.pl+

Były trener Sereny Williams ostrzega Chwalińską. "Nie zmieniaj tego"

Dominik Senkowski
Maja Chwalińska
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

- Inne zawodniczki nie lubią z nią rywalizować, bo potrafi sprawić, że czujesz się niekomfortowo - mówi Sport.pl Rick Macci, były trener sióstr Williams, analizując fenomen Mai Chwalińskiej. Nie ma też wątpliwości: kluczem do utrzymania się w ścisłej czołówce przez Polkę, będzie odwaga w ewolucji własnego stylu gry.

Nie milkną echa sensacyjnego sukcesu naszej tenisistki w Roland Garros. Maja Chwalińska, która jeszcze kilka tygodni temu była poza top 100 rankingu WTA, w spektakularnym stylu dotarła do finału w Paryżu, startując od eliminacji. Awans na 21. miejsce w rankingu to nie tylko statystyczna poprawa - to zmiana statusu zawodowego, która stawia Polkę w zupełnie nowym świetle. Na temat fenomenu Chwalińskiej rozmawiamy z trenerem Rickiem Maccim, który wychował legendy światowego tenisa, w tym siostry Williams.

Tenis to nie tylko siła

Dla wielu obserwatorów sukces Chwalińskiej w Paryżu był zaskoczeniem, jednak w oczach Macciego styl gry Polki ma solidne fundamenty właśnie do gry na mączce. Amerykański szkoleniowiec nie ukrywa, że paryskie osiągnięcie Mai stanowi przełom, który zmieni postrzeganie jej osoby w całym środowisku tenisowym.

- Myślę, że cały świat był zaskoczony jej epicką drogą od punktu startu aż po finał. To spełnienie marzeń. W miarę jak wygrywała kolejne mecze, zaczęła wierzyć w siebie - uważa Macci. Kluczem do sukcesu w Rolandzie Garrosie, a co za tym idzie, też do zrozumienia fenomenu Polki, zdaniem Macciego, jest odejście od schematów dominujących obecnie w kobiecym tourze.

- Najlepszą częścią jej gry jest to, że potrafi mieszać style i sprawiać, że rywalka czuje się niekomfortowo na korcie. Ona nie tylko ładuje moc i uderza piłkę z całej siły. Ona rozumie geometrię kortu, jest bardzo przebiegła i sprytna.

Chwalińska opowiadała mi we wrześniu 2025, że to Paweł Kałuża, pierwszy trener, nauczył ją wyjątkowej techniki oraz taktyki. - Dużo było tej geometrii kortowej. Ćwiczyliśmy zagrania, których inni tak często nie trenują - tłumaczyła.

Zobacz wideo

Macci przekonuje, że to właśnie te atuty czynią Chwalińską zawodniczką wyjątkową, zwłaszcza na wolniejszych nawierzchniach. - Moim zdaniem znacznie lepiej rokuje to na kortach ziemnych, ponieważ tam zawodnik ma o kilka sekund więcej czasu na podjęcie decyzji. Jej skróty mogą wtedy odegrać dużą rolę, więc zdecydowanie uważam, że wolniejsza nawierzchnia, zwłaszcza mączka, sprzyja jej stylowi, w którym potrafi ciąć piłkę i nigdy nie wahać się przed ryzykownym zagraniem - tłumaczy trener.

Wiele tenisistek ma obawy przed zagraniem dropszota czy slajsa w trakcie wymiany, szczególnie w ważnych momentach meczu. U naszej finalistki Roland Garros podobnych obaw w Paryżu nie było. Rywalkom mogło aż zakręcić się w głowie, gdy wielokrotnie były ściągane do siatki skrótem, a potem przelobowane.

Wyzwanie szybszych nawierzchni

Sukces w Paryżu to jednak dopiero początek. Przed Chwalińską wyzwanie Wimbledonu i amerykańskiego lata na kortach twardych. Czy zawodniczka opierająca grę na technice i zmienności tempa poradzi sobie, gdy na szybszych nawierzchniach tego czasu na reakcję będzie mniej?

Macci analizuje to w ten sposób: - Główną rzeczą, która poprawi się teraz po sukcesie w stolicy Francji, będzie jej pewność siebie. Maja będzie w stanie utrzymać się w turnieju dłużej tylko dlatego, że już była daleko. Reszta roku da nam dobry obraz jej przyszłości - mówi ceniony trener. Jednocześnie ostrzega przed nadchodzącymi trudnościami: - Będzie to jednak stąpanie po cienkim lodzie na szybszych kortach, ponieważ nie będzie miała aż tyle czasu na robienie wszystkich rzeczy, które lubi robić, bo wszystko w jej grze jest oparte na posiadaniu odrobiny więcej czasu. Musi się dostosować ze stylem gry do innych nawierzchni.

Według Macciego ewolucja sposobu rozgrywania akcji przez Chwalińską jest niezbędna, by utrzymać się w światowej elicie. - Jak każdy zawodowiec, musi poprawić wszystko. Ma unikalny styl, a być może dzięki pewności siebie częściej będzie decydować się na ryzyko przy returnie drugiego serwisu, łącząc to ze swoją niezwykłą zdolnością do zmiany tempa i różnorodnością rotacji.

Trener dodaje też, że warunki fizyczne nie są w tenisie decydujące (Maja ma 164 cm wzrostu), o ile posiada się umiejętność odpowiedniego "czytania" gry.

- Wzrost i siła nie mają znaczenia, jeśli potrafisz się poruszać, przewidywać i rozumieć kąty kortu oraz jego geometrię, co ona robi dobrze. Będzie bardzo ciekawie zobaczyć, jak rozwinie się mentalnie i czy potrafi budować karierę na tym sukcesie. Musi dodać trochę więcej siły ognia i podejmować większe ryzyko, gdy akcje będą rozgrywane szybciej - mówi były szkoleniowiec Sereny i Venus Williams.

Presja, pieniądze i tożsamość

Zainteresowanie w Polsce, gigantyczny skok finansowy i większa rozpoznawalność - to wszystko, jak zauważa Macci, może być mieczem obosiecznym. Trener jest jednak optymistą co do mentalnej strony przemiany Chwalińskiej.

- Jej życie przeszło z jednej skrajności w drugą, zwłaszcza w Polsce, ale to może zadziałać korzystnie. Może zyskać o wiele więcej wewnętrznej wiary, ponieważ tenis to "gra w głowie", a Paryż może napędzać ją do osiągania lepszych wyników – analizuje legendarny szkoleniowiec.

Pytany o presję, jaką wywierają media i kibice, Macci podchodzi do tego z dystansem i zaskakuje. - Nie sądzę, by presja była większa. Taka presja to komplement. Poradziła sobie z nią całkiem dobrze w Roland Garros, a teraz będzie w stanie grać może nawet jeszcze swobodniej, mając wsparcie ludzi wokół lub nie odczuwając tak dużego ciężaru finansowego, co może jej bardzo pomóc.

Chwalińska przed Paryżem zarobiła na korcie około 750 tys. euro. Za finał French Open zgarnęła zaś 1,4 mln euro brutto. To pozwoli jej spokojnie budować kolejne miesiące kariery, planować starty, zatrudnić dodatkowego fizjoterapeutę, o czym wspominała oraz częściej zabierać ze sobą dwóch trenerów, a nie jednego jak do tej pory.

Jaką radę na przyszłość ma dla niej Macci, który przeprowadził całe pokolenia amerykańskich tenisistów? - Dla mnie to bardzo proste: nie zmieniaj swojej tożsamości, nie zmieniaj swojego stylu gry. Musisz jednak dodać trochę mocniejszych uderzeń, czym Maja potrafiła zaskakiwać we Francji. Wcale nie zawsze grała wolniej i pod górę, niekiedy też szybciej i płasko z bekhendu.

Macci zauważa również ciekawy aspekt psychologiczny rywalizacji. - Inne zawodniczki wiedzą już, że ona potrafi grać kombinacyjnie, a wiele z nich nie lubi takich rywalek, które potrafią sprawić, że czujesz się niekomfortowo na korcie, nigdy nie wiesz, co się wydarzy. Na szybszych kortach wiele będzie zależało od poruszania się Mai i tego, o ile częściej będzie szukać kończących uderzeń, ale nadal przy zachowaniu swojej tożsamości. Jeśli pójdzie w tym kierunku, z pewnością może należeć do ścisłej czołówki przez długi czas.

Uwagi Macciego dają jasny przekaz: Chwalińska nie musi stawać się "drugą Igą Świątek" czy kopią jeszcze mocniej uderzających rywalek jak Aryna Sabalenka czy Jelena Rybakina. Jej największą siłą jest odmienność - tenis oparty na technice i inteligencji. Jeśli uda jej się połączyć ten unikalny dziś styl gry z większą odwagą w atakowaniu, jej nazwisko może na stałe zagościć w końcowych fazach największych turniejów

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...