Kamil Majchrzak obiecująco rozpoczął sezon na trawie. Najpierw dotarł do półfinału w Birmingham (ATP 125 Challenger), ale tam uległ 6:7(6), 7:6(5), 6:7(7) Otto Virtanenowi. Los dał jednak Polakowi szansę na błyskawiczny rewanż. I nasz rodak z niej skorzystał. Panowie spotkali się ponownie trzy dni później, przy okazji turnieju w holenderskim 's-Hertogenbosch (ATP 250). Tym razem Majchrzak był górą 6:7(7), 6:4, 7:6(4) i awansował do 1/8 finału.
W czwartek Polak stanął po przeciwnej stronie siatki z Jamesem McCabe, 233. tenisistą świata. Panowie mieli okazję spotkać się po raz pierwszy w karierze, ale długo ich gra nie potrwała. A to za sprawą Majchrzaka. Polak grał jak z nut. Potrzebował ledwie 23 minut, by zapisać pierwszą partię na koncie. Trzykrotnie przełamał rywala, choć sam też nie ustrzegł się błędów. Mimo to wygrał 6:0!
Zobacz też: Stubbs nie wierzy w to, co zrobiła Sabalenka. "Jak to możliwe?".
Drugi set był o wiele bardziej wyrównany. W czwartym gemie Majchrzak miał szansę odebrać serwis przeciwnikowi, ale tego nie zrobił. Ta sztuka udała mu się chwilę później. Ba, przy stanie 5:2 znów wypracował break pointa, który jednocześnie był piłką meczową. Z okazji nie skorzystał, ale po chwili, przy własnym serwisie postawił kropkę nad "i". Mecz trwał tylko 55 minut!
Majchrzak zameldował się więc w ćwierćfinale, a tam zagra albo z pogromcą Hubert Hurkacza, Martonem Fucsovicsem, albo z turniejową "1", Felixem Auger-Aliassime. Jedno jest pewne - czeka go wielkie wyzwanie. Na ten etap rywalizacji, ale w kobiecych zmaganiach, awansowała też Magda Linette! W czwartek Polka rozprawiła się z Mią Pohankovą - 6:2, 6:2. Kto wie, może nasi rodacy podbiją holenderską ziemię.