Porażka przeciwko Idze Świątek w trzeciej rundzie Roland Garros - tak Magda Linette zakończyła sezon na mączce. Dużo czasu na odpoczynek nie miała, bo już 8 czerwca przystąpiła do rywalizacji na korcie trawiastym w 's-Hertogenbosch w Holandii. Wygrała z Kimberly Birrell, choć początek miała fatalny - 2:6, 6:1, 6:2. W czwartek czekała na nią kolejna rywalka.
W 1/8 finału Linette zmierzyła się z Mią Pohankovą, 280. rakietą świata. Mimo że panie nigdy wcześniej nie miały okazji spotkać się na korcie, to nie było wątpliwości, kto jest faworytką do zwycięstwa. Polka z tej roli wywiązywała się znakomicie już od początku rywalizacji. W pierwszym secie aż trzy razy przełamała Słowaczkę. Raz sama straciła serwis, na chwilę się zdekoncentrowała i popełniła nieco więcej błędów, ale to nie stanęło na przeszkodzie do zwycięstwa - 6:2.
Druga odsłona spotkania była nieco bardziej wyrównana. Największych emocji dostarczył gem numer cztery. Wówczas Pohankova walczyła jak lwica, by wygrać przy własnym podaniu. Polka jednak nie odpuszczała. Wypracowała cztery break pointy. Tyle tylko, że miała spory problem z tym, by postawić kropkę nad "i". Udało się to dopiero przy piątej piłce na przełamanie. Dzięki temu prowadziła 3:1, a po chwili było już 4:1. Ostatecznie nasza rodaczka wyszła z tego pojedynku zwycięsko. Wygrała drugi set 6:2 i cały mecz 2:0.
Zobacz też: Przełom ws. "dzikiej karty" dla Chwalińskiej.
Magda Linette - Mia Pohankova 6:2, 6:2
Linette awansowała do ćwierćfinału 's-Hertogenbosch w Holandii. Teraz przed nią o wiele trudniejsze wyzwanie - mecz z Zeynep Sonmez. Odbędzie się w piątek, 12 czerwca. Turczynka awansowała na ten etap rywalizacji po kreczu Anastazji Potapowej. Będzie to drugi bezpośredni pojedynek Linette i Sonmez w historii. Jak dotąd grały ze sobą tylko w zeszłorocznej rywalizacji w Meridzie. Przy stanie 3:6, 1:3 Polka skreczowała.