Mirra Andriejewa (6. WTA) została mistrzynią Roland Garros po finałowym zwycięstwie 6:3, 6:2 nad Mają Chwalińską (21. WTA). Reprezentantka Polski w rewelacyjnym stylu przebiła się z kwalifikacji do meczu o tytuł, przez co nastolatka musiała być bardzo czujna i odpowiednio przygotowana.
Kulisy treningów przed decydującym spotkaniem nowa mistrzyni wielkoszlemowa odsłoniła w rozmowie z rosyjskim portalem championat.com. - Podczas treningu specjalnie przygotowywaliśmy się do stylu gry Mai - wyznała.
Sprawdź także: Oto prawda o "rekordzie" Ekstraklasy. Przegrywamy nawet z Cyprem
Jak dokładnie to wyglądało? - Poprosiliśmy leworęcznego sparingpartnera o mieszankę szybkości, slice'ów, drop shotów i wszystkich tych lobów. Spędziliśmy godzinę i 20 minut na korcie, przez cały ten czas robiliśmy to, co ona - wyjaśniła Andriejewa, która podkreśliła rolę swojej trenerki Conchity Martinez.
- Conchita przygotowała mnie w 100 procentach. W pewnym momencie już myślałam: "Prawdopodobnie będę grać z jakimś potworem". (śmiech) Cokolwiek Conchita mi mówiła - "Zagra tak tę piłką, zrobi tamto z tą piłką" - to tak, jakby miała odpowiedź na wszystko. Zaczęłam się denerwować, ale potem jakoś się uspokoiłam i przyjęłam to wszystko z dystansem - powiedziała 19-latka.
Chociaż tenisistka była wypoczęta na dzień finału, to trudno jej było opanować emocje. - Byłam zdenerwowana, ale przed meczem dobrze spałam. Mama powiedziała, że nie spała dobrze, tylko dwie godziny. Ale ja spałam wspaniale, pewnie z 10 godzin. Rano byłam zdenerwowana, bo mieliśmy jeszcze dużo czasu do meczu. Był o godz. 15:00, a kiedy się obudziłam i zjadłam śniadanie, czas dłużył się w nieskończoność. Pomyślałam: „Chciałabym wyjść na kort wcześniej". Byłam naprawdę zdenerwowana, lecz z czasem, w miarę jak rozgrzewałam się przed meczem, niepokój stopniowo ustępował - wyjawiła.
Spotkanie zaczęło się dobrze dla Andriejewej, która jednak od stanu 2:1 przegrała dwa gemy z rzędu i mogła czuć pewien niepokój - wcześniej bowiem dwukrotnie straciła serwis. Sama zawodniczka wspomina to inaczej. W odpowiedzi na pytanie dziennikarza właśnie ten moment wskazała jako przełomowy, gdy poczuła, że nie przegra.
- Miałam takie uczucie, kiedy zrobiło się 2:3. Przegrałam dwa gemy, a potem udało mi się przełamać (na 4:3). Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie chcę już przegrywać ani oddawać kolejnych gemów. Nabrałam pewności siebie i byłam już gotowa [...] wygrać - oznajmiła.
Rzeczywiście od stanu 2:3 u Mirry Andriejewej nastąpiła bardzo korzystna zmiana - wygrała ona dziewięć kolejnych gemów, z czego cztery przy podaniu Mai Chwalińskiej. Ta druga przy stanie 3:6, 0:5 zdołała jeszcze "podreperować" wynik, lecz na więcej niż dwa gemy nie było ją stać i to rywalka zdobyła tytuł.