Szaleństwo zapanowało w Polsce po niesamowitym występie Mai Chwalińskiej (21. WTA) w Rolandzie Garrosie. 24-letnia tenisistka udanie przeszła kwalifikacje, a potem sensacyjnie dotarła aż do finału imprezy!, gdzie przegrała 3:6, 2:6 z Rosjanką Mirrą Andriejewą (5. WTA). Wielu kibiców i ekspertów z miejsca pokochało Maję Chwalińską.
Podobny sukces w swojej karierze odniosła Emma Raducanu (42. WTA). Brytyjka w turnieju głównym zawodów wielkoszlemowych zadebiutowała w 2021 roku podczas Wimbledonu i dotarła do IV rundy. Kilka miesięcy później, w swoim pierwszym występie na kortach US Open, przeszła przez kwalifikacje, a następnie zwyciężyła w całym turnieju, pokonując 6:4, 6:3 w finale Kanadyjkę Leylah Fernandez. Raducanu turniej w Nowym Jorku rozpoczęła, będąc sklasyfikowaną na 150. miejscu w rankingu WTA, a po triumfie awansowała na 23. pozycję. Podobny skok w rankingu po Rolandzie Garrosie zanotowała Chwalińska (ze 114. na 21. miejsce).
Teraz Raducanu skomentowała wielki sukces Chwalińskiej.
- Bardzo rzadko udaje się przejść kwalifikacje i dotrzeć do finału. Maja zrobiła niesamowitą robotę i bardzo się cieszę, że tak dobrze jej poszło. To, jak wyglądała przed turniejem i jak radziła sobie w jego trakcie, bardzo pomoże jej w budowaniu pewności siebie. Takie historie nie zdarzają się często w tenisie, ale oglądanie jej dobrych wyników, świetnej zabawy i czerpania z tego przyjemności było naprawdę wyjątkowe - przyznała Raducanu dla BBC Sport.
Chwalińska była blisko powtórzenia jej wyczynu z Nowego Jorku, czyli aby wygrać imprezę wielkoszlemową, dostając się do niej z kwalifikacji.
Zobacz także: Ależ powrót Sereny Williams! Czekała na to cztery lata
- To, co osiągnęłam, nie udało się jeszcze nikomu, ale wciąż mamy dużo czasu i ktoś naprawdę dobry może to zrobić. Skoro ja potrafiłam, to myślę, że inni też potrafią - dodała Raducanu.
Teraz wszyscy kibice Chwalińskiej liczą, że dostanie ona "dziką kartę" do Wimbledonu. Decyzja zapadnie w ciągu kilku najbliższych dni. Turniej główny rozpocznie się 29 czerwca.