Roland Garros 2026 - to moment przełomowy w karierze i życiu Mai Chwalińskiej. Przed turniejem kibice zastanawiali się, czy tenisistce uda się w ogóle awansować do głównej drabinki. A Polka? Nie dość, że przeszła kwalifikacje, to dotarła aż do wielkiego finału! Tam uległa 3:6, 2:6 Mirrze Andriejewej, ale i tak może być z siebie dumna. Pokazała więcej, niż oczekiwano.
24-latka wróciła już do ojczyzny, gdzie udziela kolejnych wywiadów. We wtorkowy poranek gościła w "Dzień Dobry TVN", a jednym z poruszonych tematów był hejt. Czy Polka musi, a może musiała już się z nim mierzyć? Jak wiemy, sława niesie za sobą to niebezpieczeństwo.
- Uważam, że każdy sportowiec mierzy się z hejtem i opiniami innych, więc bardzo ważne jest, żeby słuchać swoich najbliższych i swojego otoczenia, bo tych głosów [negatywnych - przyp. red.] będzie bardzo dużo, a to może zabrać pewność siebie - zaczęła Chwalińska. Przyznała, że sama musi mierzyć się z hejtem, a nawet z czymś gorszym. Z pogróżkami.
Zobacz też: Liderka skrajnej prawicy wywołała burzę po finale Rolanda Garrosa.
- Tak naprawdę każdy tenisista dostaje pogróżki, tylko to nie jest tak nagłaśniane - ujawniła. - To się zaczęło, kiedy miałam 17 lat. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że będzie tego więcej, bo porażek będzie dużo - mówiła otwarcie. - Mam nadzieję, że jestem już na tyle dojrzałą osobą, żeby sobie z tym poradzić i nie słuchać osób, od których porad bym nigdy nie wzięła - puentowała.
W ostatnich tygodniach cały świat usłyszał o Chwalińskiej. Cały świat był pod wrażeniem jej gry. W ciepłych słowach o niej wypowiadały się m.in. Venus Williams, Caroline Wozniacki oraz Sloane Stephens. - Oglądanie jej daje tyle radości. Przeszła bardzo długą drogę i to jest prawdziwa historia Kopciuszka. Uwielbiam ją oglądać - mówiła najstarsza z legend.