Mirra Andriejewa prezentowała się znakomicie w Rolandzie Garrosie 2026. W drodze do finału straciła tylko jeden set. Tam spotkała się z Mają Chwalińską. Eksperci zastanawiali się, jak Rosjanka zagra pod presją - była wielką faworytką do zwycięstwa. W przeszłości miała kłopot z panowaniem nad emocjami, ale tym razem nie dała powodów do obaw. Zagrała bardzo pewnie i pokonała Polkę 6:3, 6:2.
Wieść o triumfie Andriejewej obiegła cały świat. Dotarła też do Niemiec, ale to nie o wyniku finału mówi się tam najwięcej, a o tym, jak sukces tenisistki skomentowała jedna z polityczek. "Gratulacje dla Mirry Andriejewej! Ta zaledwie 19-letnia Rosjanka wygrała w sobotę French Open - i odmówiono jej zwyczajowych zaszczytów. Sport powinien być apolityczny, a osiągnięcia sportowców powinny być na pierwszym planie" - pisała Alice Weidel, współprzewodnicząca skrajnie prawicowej partii AfD.
Wpis błyskawicznie dotarł do Rosji. Zachwycił tamtejszą ludność, o czym dał znać Kirył Dmitriew. "Szanowna Alice Weidel, liderko najpopularniejszej partii w Niemczech i głosie narodu niemieckiego, dziękuję za miły komentarz na temat Mirry oraz za poparcie dla apolityczności sportu" - pisał prezes Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF) na X.
Takiego zachwytu słowami Weidel nie podzielają sami Niemcy. Za naszą zachodnią granicą wybuchła burza. Portal zdfheute.de stwierdził wprost, że wpis polityczki "wprowadza w błąd". Chodzi o owe zwyczajowe zaszczyty. "Oskarżenia Weidel, że triumfatorce 'odmówiono zwyczajowych zaszczytów', są mylące" - tłumaczą dziennikarze i błyskawicznie kontrują opinię Weidel.
Zobacz też: Nagle zaczęła przegrywać mecz za meczem. Upadek rosyjskiej tenisistki.
"Przecież po finale odbyła się tradycyjna ceremonia na korcie - z przemówieniami obu tenisistek, zdjęciami, gratulacjami, wpisami organizatora turnieju w social mediach. Nazwisko Rosjanki zostało wpisane na tablicę pamiątkową i wzięła też udział w specjalnej sesji zdjęciowej dzień później. (...) Jedynym 'zaszczytem', którego zabrakło, były flaga i hymn Rosji. Nie zobaczyliśmy ich ani nie usłyszeliśmy" - czytamy.
Andriejewa i Chwalińska odniosły największe sukcesy w karierze. Dla Rosjanki był to pierwszy tytuł wielkoszlemowy, a dla Polki pierwszy finał. Obie panie zaliczyły awans w rankingu WTA. Triumfatorka przesunęła się z ósmej na szóstą lokatę, ale zdecydowanie bardziej imponujący był skok naszej rodaczki. Przed turniejem była 114. A obecnie? Plasuje się na... 21. miejscu! Teraz na obie panie czeka Wimbledon. Już wiadomo, że Chwalińska nie wystąpi w żadnym poprzedzającym go turnieju. A Andriejewa? Zobaczymy.