Przypadek Aryny Sabalenki to największy paradoks wielkiego tenisa ostatnich miesięcy. Z jednej strony mamy liderkę rankingu, z drugiej - tenisistkę, która w turniejach Wielkiego Szlema zbyt często przegrywa walkę nie z rywalkami, lecz z samą sobą. Dlaczego numer jeden na świecie wciąż nie potrafi przekuć swojej dominacji w oczekiwane trofea?
- Chcę rzucić tenis - mówiła rozczarowana Aryna Sabalenka po porażce z Dianą Sznajder w ćwierćfinale Rolanda Garrosa. I choć zaraz po tym dodała, że ma nadzieję, iż za kilka dni jej przejdzie, pierwsze zdanie wybrzmiało zdecydowanie mocniej. W świecie kobiecego tenisa od października 2024 roku trwa przecież era Sabalenki. Białorusinka zasiada na tronie liderki rankingu WTA od momentu, gdy wyprzedziła Igę Świątek. Mimo to, patrząc na ostatnie miesiące, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z jednym z najbardziej fascynujących i bolesnych paradoksów w historii współczesnego tenisa. Jak to możliwe, że zawodniczka o tak potężnej sile rażenia, posiadająca takie możliwości, zawodzi w najważniejszych momentach najważniejszych turniejów?
Wielkoszlemowa niemoc w cieniu jedynki
Statystyki nie kłamią, ale też nie opowiadają pełnej historii. Od początku 2025 roku Sabalenka wygrała "tylko" jeden turniej Wielkiego Szlema: US Open 2025. "Tylko" jeden, jeśli weźmiemy pod uwagę jej dominację i równe wyniki w tych imprezach. W tym samym czasie Świątek, choć boryka się z wahaniami formy, zdołała triumfować w Wimbledonie 2025. Ten remis w zdobytych tytułach najlepiej pokazuje, że Białorusinka, mimo prowadzenia w rankingu, nie do końca wykorzystuje najlepszy czas w swojej dotychczasowej karierze.
Analiza jej kluczowych występów od początku poprzedniego roku wygląda tak:
- Australian Open 2025: porażka w finale z Madison Keys,
- Roland Garros 2025: przegrana w finale z Coco Gauff,
- Wimbledon 2025: półfinałowa porażka z Amandą Anisimową,
- US Open 2025: jedyny triumf w omawianym okresie,
- Australian Open 2026: kolejna przegrana w finale, tym razem z Jeleną Rybakiną,
- Roland Garros 2026: porażka w ćwierćfinale z Dianą Sznajder.
Szczególnie ten ostatni występ w Paryżu odbił się szerokim echem w środowisku tenisowym. Niepowodzenie ze Sznajder to najbardziej zaskakująca porażka Sabalenki w Wielkim Szlemie od meczu z Karoliną Muchową na Roland Garros 2023. Sznajder była w dniu rozgrywania spotkania 23. na świecie, to Białorusinka była wyraźną faworytką.
"Czarna dziura" i potrzeba destrukcji
Po meczu z Rosjanką na tegorocznym French Open, Sabalenka zdobyła się na szczerość, która dla wielu kibiców mogła mieć nieoczekiwany charakter. - W tej chwili chcę rzucić tenis. Mam nadzieję, że za kilka dni poczuję się lepiej. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przegrałam dziesięć gemów z rzędu. Po prostu wpadłam w ogromną czarną dziurę i nie mogłam się z niej wydostać - przyznała.
Rozczarowanie nie może dziwić, bo Sabalenka prowadziła ze Sznajder już 6:3, 5:3. Była o gema od awansu do półfinału, w którym wpadłaby na Maję Chwalińską.
Frustracja pierwszej rakiety świata sięgnęła zenitu, gdy opowiedziała o niekonwencjonalnym pomyśle na radzenie sobie z emocjami: - Właśnie zdałam sobie sprawę, jak mogę to pokonać. Znacie te pokoje, do których wchodzi się i po prostu wszystko rozwala? Chyba spędzę jutro cały dzień w jednym z nich. Po prostu wszystko rozwalę. Może to pomoże. A może nie.
Sabalenka nie ukrywała, że starcie ze Sznajder przypominało jej zeszłoroczny finał w Paryżu. - Muszę usiąść i zastanowić się nad tym, co dzieje się w mojej głowie w tak trudnych sytuacjach, bo jestem doświadczoną zawodniczą i wiele przeszłam. Muszę zrozumieć, jaki drobny szczegół czasami nie działa - dodała.
Na te słowa zareagowała legenda tenisa - Venus Williams. Amerykanka w rozmowie z TNT Sports zauważyła: - Nie sądzę, żeby chciała rzucać tenis. To byłaby tragedia dla tej dyscypliny i dla niej samej. Ale wewnętrzna walka jest realna. Podoba mi się, że ona otwiera się przed nami, pozwala nam stać się częścią jej świata. To, co przydarzyło się w Paryżu, spotyka każdego tenisistę w pewnym momencie. Myślę, że teraz ona wszystko wyolbrzymia, ale ma świetny sezon.
Sabalenka musi mieć świetny sezon, skoro wygrała turnieje w Indian Wells oraz Miami, była w finale w Melbourne. Natomiast nie dominuje tak w Wielkim Szlemie, jak pewnie wielu jej kibiców i ona sama by liczyli. Zresztą podobnie było w zeszłym roku: tytuł w US Open, a ponadto zwycięstwa w Brisbane, Miami oraz w Madrycie.
Kto pomaga mentalnie?
Przed sezonem 2023 Sabalenka podjęła decyzję o rezygnacji z usług profesjonalnego psychologa, twierdząc, że "sama jest dla siebie najlepszym wsparciem". Rzeczywistość jednak pokazuje, że rola mentalnego wsparcia w jej teamie ewoluowała. Kluczową postacią stał się Jason Stacy, który pierwotnie odpowiadał za przygotowanie fizyczne.
Dziś Stacy pełni funkcję, którą można określić mianem "dyrektora generalnego" teamu Sabalenki. Jak sam przyznaje w wywiadach, jego priorytetem stało się zarządzanie energią zawodniczki, kontrola oddechu, jej tętna oraz budowanie kultury sukcesu. W codziennej pracy wspiera go Helen Murawska, która zajmuje się fizjoterapią. Choć oficjalnie Stacy nie nazywa się psychologiem, bierze na siebie ciężar wsparcia emocjonalnego dla tenisistki. Czy to wystarcza, by opanować demony na korcie?
Sama Białorusinka zdiagnozowała przyczynę swoich problemów w trakcie ostatniego Rolanda Garrosa: - Nie wygrałam jeszcze turnieju wielkoszlemowego na trawie czy na mączce. Zapewne też dlatego, że dużo o tym myślę, pojawiają się oczekiwania i to nie pomaga - powiedziała. W Wimbledonie Sabalenka nigdy nie grała w finale, w Roland Garros tylko raz - 12 miesięcy temu.
Bycie numerem jeden to nie tylko przywilej, to także ciężar, z którym Sabalenka zmaga się każdego dnia. Presja oczekiwań, zarówno własnych, jak i otoczenia, sprawia, że proste dla innych sytuacje, dla liderki rankingu mogą stać się górą nie do zdobycia. W turnieju WTA zapewne ograłaby Sznajder, ale w ćwierćfinale w Paryżu nawet 6:3, 5:3 nie zagwarantowało sukcesu.
Sabalenka wciąż szuka balansu między swoją agresywną naturą na korcie, a koniecznością zachowania spokoju w chwilach największej próby. Paradoks pozostaje więc aktualny: w rankingu, na papierze, Białorusinka jest najlepsza. Ale na korcie, w starciu z samą sobą, dalej czeka na ostateczne zwycięstwo.