Nie tylko Maja Chwalińska po zakończonym właśnie Rolandzie Garrosie obudziła się w zupełnie nowej rzeczywistości. Piotr Szczypka, właściciel i prezes klubu BKT Advantage Bielsko-Biała, dotychczas był menedżerem 114. tenisistki świata, dla której wciąż musiał zabiegać o sponsorów. Od poniedziałku reprezentuje 21. rakietę globu, do której od kilku dni sponsorzy wręcz się dobijają.
Szczypka zwracał na siebie uwagę ogromną ekspresją podczas meczów Chwalińskiej w Paryżu. Gdy wszyscy inni w boksie późniejszej finalistki turnieju siedzieli spokojnie, on skakał i energicznie dopingował 24-latkę. Przy okazji rozmów z dziennikarzami po powrocie do Polski był już znacznie spokojniejszy. I jego ten turniej kosztował masę emocji. Turniej, którego kluczowym momentem była trzecia, ostatnia runda eliminacji.
- Maja bardzo chciała przejść te eliminacje i była bardzo zestresowana w meczu z Suzan Lamens. Mówiła, że to dla niej katorga, bo po raz kolejny jest tak blisko, a nie wiadomo, jak to się zakończy. Holenderka jest bardzo dobrą zawodniczką, niedawno 52. na świecie [w dniu meczu w Paryżu zajmowała 128. miejsce w rankingu – red.], więc po wygranym 7:6, 7:5 meczu Maja na pewno poczuła ulgę. Przeżyciem dla niej było także granie w kwalifikacjach na korcie im. Suzanne Lenglen [drugi co do wielkości kort w Paryżu – red.], przy pełnych trybunach – wspomina menedżer.
I dodaje, że wkład w sukces Chwalińskiej miała też... Naomi Osaka. Zdobywczyni czterech tytułów wielkoszlemowych co prawda nie mierzyła się z Polką w tym roku w Paryżu, ale trenowały razem przed meczami pierwszej rundy w turnieju głównym.
- Maja mówiła, że nie chce jej zepsuć treningu. Grały tam na punkty i stres, który miał jej towarzyszyć przed meczem otwarcia, zszedł po tym treningu z Osaką. A jak wygrywasz z mocną rywalką 6:0 [Chwalińska pokonała w takim wymiarze w drugim secie - w pierwszej rundzie Chinkę Qinwen Zheng i w drugiej Belgijkę Elise Mertens – red.] i ta nie wie, co się dzieje na korcie, siłą rzeczy zdobywasz pewność siebie. Dla Mai zwykle najtrudniejsze są pierwsze rundy, a potem idzie jej coraz lepiej. Uwielbia grać przed publicznością, więc to jej nie paraliżowało. Wszystko akurat kliknęło w tym turnieju. Szkoda, że zabrakło jej siły w finale, ale grała w Paryżu łącznie 10 meczów – przypomina Szczypka.
Szczypka wspiera rozwój kariery Chwalińskiej od dawna. Zaczął jeszcze zanim przeniosła się do Bielska-Białej, by trenować w jego klubie. W wywiadach podczas tegorocznego Rolanda Garrosa wspominał, jak musiał chodzić i prosić o wsparcie potencjalnych sponsorów, a nieraz spotykał się z odmową. Bywało, że słyszał też komentarze, że mierząca 1,64 m Polka nie odniesie sukcesu.
- Przyzwyczaiłem się do tego wszystkiego. Pierwszym głównym sponsorem był mój ojciec, którego nie ma już z nami. On bardzo pomógł Mai, o czym nikt nie wie, bo nie chciał, żeby to nagłaśniać. Sam był pracoholikiem i imponowała mu ta młoda dziewczyna. Choć był też przedsiębiorcą i mówiono mu: "Daj spokój z tym tenisem, to nie jest sposób na życie".
Chodzenia pod prąd nauczyłem się więc w domu i nie jest to już dla mnie problem. Jak człowiek słucha po 100 razy, że dziewczyna jest "za mała, za wolno gra" – i to także od fachowców - w pewnym momencie się już po prostu na to uodparnia. Jestem na takim etapie, że nie biorę do siebie krytyki, która nie jest konstruktywna i pochodzi od ludzi, którzy nie byli w tym miejscu – wskazuje Szczypka.
Ważnym momentem w życiu Chwalińskiej – także tym tenisowym – była walka z depresją. Tenisistka sporo o tym mówiła w ostatnich latach. Nie inaczej było w stolicy Francji, gdy wielu zagranicznych dziennikarzy miało z nią kontakt po raz pierwszy. Polka przyznała wprost, że w pewnym momencie nie wiedziała, czy jeszcze wróci do profesjonalnych występów. Zapytałam jej menedżera, czy on był o tym przekonany.
- Nie dopuszczałem do siebie myśli, że miałaby nie wrócić. Zamiast rozpaczać i zastanawiać się, co będzie, od razu zacząłem szukać pomocy i na tym się skupiłem. Byliśmy cały czas w kontakcie i po prostu czułem, że na pewno wróci. Wiem, jak ona kocha tenis. Nie przyjmowałem innej opcji. I taką przyjąłem taktykę, bo musiałem pokazać, że jestem silny i zrobię wszystko, by jej pomóc w powrocie – opowiada Szczypka.
Jeden z dziennikarzy zapytał Szczypkę, czy zastanawia się, jak 24-latka poradzi sobie ze wszystkim, co spłynęło na nią po sensacyjnym sukcesie: z ogromnym zainteresowaniem kibiców i mediów oraz z presją dotyczącą wyników, z którą do tej pory się nie mierzyła.
- To, co się wydarzyło w poniedziałek [po przylocie Mai do Polski] i przez ostatnie dni na pewno jest fantastyczne, ale to też nowe i trudne doświadczenie. Zrobię wszystko, by Maję chronić jak najmocniej. Ją interesuje przede wszystkim tenis, więc będzie się przygotowywała tak jak do tej pory. Na pewno nie pozwolimy, by bardzo zakłócić jej przygotowania. Teraz dużo pracy przed nami. Cieszę się, że Maja wyjeżdża i odpocznie. Ale na pewno woda sodowa nie odbije ani jej, ani trenerowi [Jaroslavowi Machowsky'emu]. On docierał już daleko w Wielkim Szlemie z innymi zawodnikami. Ja też twardo stąpam po ziemi i wiem, w jaki sposób do tego etapu doszliśmy. Będziemy na pewno szukali balansu. Rozmawiamy z innymi teamami, jak to robić, więc damy sobie radę – zapewnia z uśmiechem Szczypka.
Po chwili dodaje, że konsultuje się m.in. z osobami z otoczenia Igi Świątek. Chwalińskiej od roku pomaga Maciej Ryszczuk, które od kilku lat jest trenerem przygotowania fizycznego zdobywczyni sześciu tytułów wielkoszlemowych. Szczypka wymienia się też uwagami z Darią Sulgostowską – wiceprezeską zarządu Polskiego Związku Tenisowego, która jest PR menedżerką Świątek.
- Po co wyważać otwarte drzwi? – pyta retorycznie Szczypka.
Na poniedziałkowej konferencji prasowej pojawiło się też pytanie o dalszą współpracę z Ryszczukiem. Sytuacja dotychczas była jasna – priorytetem dla niego jest Świątek, a Chwalińskiej siłą rzeczy pomagał głównie zdalnie. Tyle że notowania Mai znacząco poszły w górę i można się zastanawiać, czy zawodniczce nie przydałby się fachowiec od przygotowania fizycznego, który będzie stale do jej dyspozycji.
- Będą teraz grały w tych samych turniejach, a zwykle spędzają czas razem w takich sytuacjach, więc niekoniecznie będzie tu problem. Na razie nie zastanawialiśmy się nad planem B. Maja jest bardzo zadowolona z Maćka. Przede wszystkim chodzi o to, by był - jak to mówi młodzież - feeling, vibe. To jest najważniejsze. Myślę, że bardzo chce pracować dalej z Maćkiem i mam nadzieję, że tak zostanie – zaznacza menedżer 24-latki.
Jasno też odnosi się do potencjalnych zmian w sztabie Chwalińskiej.
- Jaroslav Machovsky doprowadził Maję do finału Rolanda Garrosa, a wcześniej z powodzeniem pracował z Jirim Veselym, który ogrywał Novaka Djokovicia. To fantastyczny człowiek, nie tylko jako trener. Ma też z Mają świetną relację. Nie sądzę więc, by była potrzeba coś zmieniać. Fizycznie Maja się poprawiła, zrobiła bardzo duży postęp po treningach z Maćkiem, więc taka zmiana też nie ma sensu. Rozmawiamy np. często z Łukaszem Kubotem [dwukrotny mistrz wielkoszlemowy w deblu - red.], korzystamy z jego rad. Trener też wymienia wskazówki z innymi, ale zwycięskiego składu się nie zmienia, więc nie sądzę, by doszło do roszad. To Maja podejmuje decyzje, ale nie ma obecnie takiego tematu – podkreśla Szczypka.
Najbliższa przyszłość Mai Chwalińskiej i jej współpracowników to oczekiwanie na decyzję dotyczącą dzikich kart do głównej drabinki Wimbledonu. Gdy zamykano listę zgłoszeń, Polka była jeszcze 114. rakietą świata, co oznacza konieczność gry w eliminacjach. Polski Związek Tenisowy i sztab finalistki Rolanda Garrosa podjęli działania, by otrzymała przepustkę do głównej części rywalizacji w Londynie. W czasie transmisji na żywo z Paryża poparł tę koncepcję m.in. John McEnroe, były wielki zawodnik, a obecnie ceniony ekspert. Trwa oczekiwanie na decyzję organizatorów, która ma zostać ogłoszona w przyszłym tygodniu.
- To Anglicy, nie będziemy ich jakoś mocno naciskać, bo może to dać odwrotny efekt. Gdzieś słyszałem, że zostały jeszcze dwie dzikie karty, a są trzy chętne – Maja oraz Serena i Venus Williams. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, a przede wszystkim Maja pokazała światu, że warto jej przyznać dziką kartę – zaznacza Szczypka.
Jeden z dziennikarzy stwierdził, że jeśli Chwalińska dzikiej karty nie dostanie, powinna wycofać się z Wimbledonu. Jednym z argumentów miało być związane z trzystopniowym przebijaniem się do głównej drabinki zmęczenie, a drugim obawa, że ewentualna przegrana na tym etapie – po życiowym sukcesie w Paryżu – mogłaby podciąć Polce skrzydła.
- Nie zaprzeczam ani nie potwierdzam na tę chwilę, bo nie rozmawialiśmy po prostu o tym. Myślę, że zrobimy tak, jak zawsze - siądziemy w tym tygodniu z trenerem przed komputerem i zrobimy jakiś plan. Wszystko się pozmieniało o 180 stopni. Wcześniej co drugi dzień sprawdzaliśmy, do jakich turniejów Maja może się dostać, a teraz jest 21. w rankingu i dostaje się do każdego. Przygotujemy więc z trenerem plan startów, potem on przedstawi go Mai i wspólnie zdecydują. Ostateczną decyzję podejmuje ona, bo to ona wychodzi na kort i musi być przekonana do tego, co robi, w 100 procentach – podkreśla menedżer Chwalińskiej.