Maja Chwalińska 18 maja zaczynała turniej w stolicy Francji z drugiej setki rankingu WTA. Polka prezentowała się w Paryżu znakomicie i w sobotę 6 czerwca zakończyła rywalizację jako finalistka French Open, a także 21. rakieta świata.
Maja Chwalińska przegrała w najważniejszym meczu w karierze z Rosjanką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Dla wielu obserwatorów tenisa, 24-latka i tak była bohaterką. Przebijała się bowiem przez kwalifikacje, a następnie zachwycała w każdym kolejnym spotkaniu aż do finału włącznie.
Na powrót Mai Chwalińskiej na lotnisku w Warszawie czekały tłumy. - Maja Chwalińska już w Polsce. Gigantyczny chaos, zainteresowanie mediów takie, że ochrona ledwo dawała radę. "Jezu, bo zmiażdżycie pana" - skromność mistrzyni - relacjonuje nasz dziennikarz, Dominik Wardzichowski.
Wiadomo było, że tenisistka nie zabierze głosu tuż po wylądowaniu. W późniejszych godzinach jest przewidziana konferencja prasowa w siedzibie Polskiego Związku Tenisowego.
Polka podbiła serca fanów tenisa. Zyskała wielką popularność i rozpoznawalność. Teraz czekają ją zupełnie inne obowiązki, związane ze znakomitym występami podczas French Open.
- Dostaję bardzo dużo informacji od sponsorów zainteresowanych Mają. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się aż tylu, więc jestem za to wszystko wdzięczny i wszystkim staram się odpisać. Co w sumie nie zawsze jest możliwe, bo to idzie w setki, a jestem z tym sam - przyznał menedżer Chwalińskiej, Piotr Szczypka.
- Jest bardzo dużo fajnych ofert, świetnych ofert. Spisujemy to wszystko, wracamy do Polski i będziemy się ze wszystkimi spotykać, żeby wybrać najlepsze opcje i jak najlepiej zabezpieczyć Maję - dodał.
W połowie czerwca okaże się, czy urodzona w Dąbrowie Górniczej tenisistka otrzyma "dziką kartę" na występy w tegorocznym Wimbledonie. Turniej główny zacznie się 29 czerwca i potrwa do 12 lipca.