"Do trzech razy sztuka" - to przysłowie nie sprawdziło się w przypadku Alexandra Zvereva. Niemiec trzykrotnie docierał do finału turnieju wielkoszlemowego, ale za każdym razem schodził z kortu pokonany. Podczas US Open 2020 wygrał z nim Dominic Thiem, w Roland Garros 2024 - Carlos Alcaraz, a w Australian Open 2025 - Jannik Sinner. W 2026 roku w Paryżu Zvervev stanął przed czwartą szansą. Okazja wydawała się wręcz idealna - nie mierzył się z tenisistą z "Wielkiej Dwójki", a z Flavio Cobollim, mało doświadczonym rywalem, dla którego był to pierwszy wielkoszlemowy finał.
Bilans bezpośrednich spotkań przemawiał za Zverevem - trzy zwycięstwa, jedna porażka. Faworyt był więc oczywisty. Niemiec musiał wykorzystać doświadczenie i postawić kropkę nad "i". A to już tak oczywiste nie było. Początek miał jednak kapitalny. Już po 35 minutach prowadził 1:0 w setach. Dosłownie zmiótł rywala z kortu - 6:1. Był spokojniejszy, a co ważniejsze, precyzyjniejszy.
Przełamał Włocha już w pierwszym gemie. To samo zrobił w piątej i siódmej odsłonie. Ani razu sam nie był zagrożony i nie musiał bronić break pointów. Bardzo dobrze funkcjonował jego serwis, co było dodatkowym utrudnieniem dla Cobolliego. Choć teoretycznie Włoch był bardziej wypoczęty - awansował do finału po walkowerze Matteo Arnaldiego, a Niemiec musiał grać półfinał - to jednak nie czerpał z tego korzyści.
Drugi set to już zdecydowanie inna historia! W końcu Cobolli wszedł na wyższy poziom i dawał niezłe show, a publiczność na paryskim korcie szalała. Kibice oglądali naprawdę świetne widowisko, z coraz dłuższymi wymianami. W siódmym gemie Niemiec wpadł w pierwsze poważne tarapaty. Bronił aż dwóch break pointów. Z pierwszym sobie poradził, ale z kolejnym nie. Dlatego też to Włoch wyszedł na prowadzenie 4:3. I prowadzenia już nie oddał. Triumfował 6:4, doprowadzając do wyrównania w setach. Mecz zaczął się na nowo.
Zobacz też: Taki podatek zapłaci Chwalińska po Roland Garros. "Będzie musiała".
Trzecia odsłona spotkania była tą najbardziej wyrównaną. Cobolli miał jednak nieco więcej problemów, szczególnie przy własnym serwisie. W czwartym gemie obronił się przed przełamaniem, ale w 10. odsłonie tego seta znów został przyparty do muru. Presja wzrosła, bo bronił nie tylko break pointa, ale i piłki setowej. Tym razem z tarapatów się nie wykaraskał. Niemiec wygrał 6:4 i znów wyszedł na prowadzenie w setach.
Wydawało się, że Włoch jest już nieco zrezygnowany, ale Zverev nie poszedł za ciosem. Popełnił aż dwa podwójne błędy serwisowe w pierwszym gemie czwartego seta. To okazało się kosztowne. Rywal prowadził 40:15, a po chwili go przełamał. Dopiero w szóstym gemie Niemiec wypracował sobie pierwszą szansę na rewanż. I ją wykorzystał, ale dopiero przy czwartym break poincie. Na tablicy wyników było więc 3:3.
Jeśli ktoś myślał, że Cobolli się załamie i zwiesi ręce, mocno się pomylił. W siódmym gemie znów wyszedł na prowadzenie, znów przełamał Niemca, choć o wygranych akcjach decydowały detale, właściwie tak, jak w całym spotkaniu. - Bajecznie gra - chwalili Włocha komentatorzy. Wszystko zmierzało ku piątemu setowi. I do niego finalnie doszło po kapitalnym i emocjonującym tie-breaku. Cobolli odwrócił jego losy (było już 3-1 dla Zvereva) i wygrał 7-5.
A jak wyglądał piąty set? Tenisiści byli już coraz bardziej zmęczeni i wiedzieliśmy tego oznaki, ale pomimo tego na początku wciąż kibice obserwowali zaciętą grę, o czym świadczy m.in. fakt, że rozegranie dwóch pierwszych gemów zajęło tenisistom aż 20 minut. Oba na koncie zapisał Niemiec, choć i on nie ustrzegł się błędów. Mimo wszystko lepiej wytrzymywał presję. Udowodnił to w czwartym gemie broniąc aż trzech break pointów i podwyższając prowadzenie na 4:0! Tym razem Cobolli do zwrotu nie doprowadził. Mecz zakończył się po czterech godzinach i 19 minutach.
Alexander Zverev - Flavio Cobolli 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1
To pierwszy triumf wielkoszlemowy Niemca. Dopiął swego! Dwa tysiące punktów za wygranie turnieju w Paryżu pozwolą mu znacząco zbliżyć się do czołówki rankingu ATP, a więc do drugiego Carlosa Alcaraza i pierwszego Jannika Sinnera. Hiszpan nie przystąpił nawet do turnieju, a Włoch odpadł już w drugiej rundzie. Choć Zverev pozostanie na trzecim miejscu, to na jego koncie będzie 7305 punktów. Cobolli po finale awansował z 14. na 10. miejsce. Tak wysoko jeszcze nie był.