Pięć setów w finale Roland Garros! Oto nowy mistrz

Trzy razy się nie udało, ale za czwartym trofeum już nie oddał! Alexander Zverev zwycięzcą turnieju Rolanda Garrosa. Flavio Cobolli tak łatwo nie odpuścił postawił spory opór ale po ponad czterogodzinnej batalii musiał uznać wyższość Niemca. Co to był za mecz!
Alexander Zverev
TERESA SUAREZ, PAP/EPA

"Do trzech razy sztuka" - to przysłowie nie sprawdziło się w przypadku Alexandra Zvereva. Niemiec trzykrotnie docierał do finału turnieju wielkoszlemowego, ale za każdym razem schodził z kortu pokonany. Podczas US Open 2020 wygrał z nim Dominic Thiem, w Roland Garros 2024 - Carlos Alcaraz, a w Australian Open 2025 - Jannik Sinner. W 2026 roku w Paryżu Zvervev stanął przed czwartą szansą. Okazja wydawała się wręcz idealna - nie mierzył się z tenisistą z "Wielkiej Dwójki", a z Flavio Cobollim, mało doświadczonym rywalem, dla którego był to pierwszy wielkoszlemowy finał. 

Zobacz wideo 14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach

Znakomity start Zvereva. Poczuł krew rywala

Bilans bezpośrednich spotkań przemawiał za Zverevem - trzy zwycięstwa, jedna porażka. Faworyt był więc oczywisty. Niemiec musiał wykorzystać doświadczenie i postawić kropkę nad "i". A to już tak oczywiste nie było. Początek miał jednak kapitalny. Już po 35 minutach prowadził 1:0 w setach. Dosłownie zmiótł rywala z kortu - 6:1. Był spokojniejszy, a co ważniejsze, precyzyjniejszy. 

Przełamał Włocha już w pierwszym gemie. To samo zrobił w piątej i siódmej odsłonie. Ani razu sam nie był zagrożony i nie musiał bronić break pointów. Bardzo dobrze funkcjonował jego serwis, co było dodatkowym utrudnieniem dla Cobolliego. Choć teoretycznie Włoch był bardziej wypoczęty - awansował do finału po walkowerze Matteo Arnaldiego, a Niemiec musiał grać półfinał - to jednak nie czerpał z tego korzyści.

Cobolli się przebudził! A potem? Zverev wrócił do gry

Drugi set to już zdecydowanie inna historia! W końcu Cobolli wszedł na wyższy poziom i dawał niezłe show, a publiczność na paryskim korcie szalała. Kibice oglądali naprawdę świetne widowisko, z coraz dłuższymi wymianami. W siódmym gemie Niemiec wpadł w pierwsze poważne tarapaty. Bronił aż dwóch break pointów. Z pierwszym sobie poradził, ale z kolejnym nie. Dlatego też to Włoch wyszedł na prowadzenie 4:3. I prowadzenia już nie oddał. Triumfował 6:4, doprowadzając do wyrównania w setach. Mecz zaczął się na nowo.

Zobacz też: Taki podatek zapłaci Chwalińska po Roland Garros. "Będzie musiała". 

Trzecia odsłona spotkania była tą najbardziej wyrównaną. Cobolli miał jednak nieco więcej problemów, szczególnie przy własnym serwisie. W czwartym gemie obronił się przed przełamaniem, ale w 10. odsłonie tego seta znów został przyparty do muru. Presja wzrosła, bo bronił nie tylko break pointa, ale i piłki setowej. Tym razem z tarapatów się nie wykaraskał. Niemiec wygrał 6:4 i znów wyszedł na prowadzenie w setach.

Wielkie emocje i rollercoaster w czwartym secie. Piąta partia o wszystkim przesądziła

Wydawało się, że Włoch jest już nieco zrezygnowany, ale Zverev nie poszedł za ciosem. Popełnił aż dwa podwójne błędy serwisowe w pierwszym gemie czwartego seta. To okazało się kosztowne. Rywal prowadził 40:15, a po chwili go przełamał. Dopiero w szóstym gemie Niemiec wypracował sobie pierwszą szansę na rewanż. I ją wykorzystał, ale dopiero przy czwartym break poincie. Na tablicy wyników było więc 3:3.

Jeśli ktoś myślał, że Cobolli się załamie i zwiesi ręce, mocno się pomylił. W siódmym gemie znów wyszedł na prowadzenie, znów przełamał Niemca, choć o wygranych akcjach decydowały detale, właściwie tak, jak w całym spotkaniu. - Bajecznie gra - chwalili Włocha komentatorzy. Wszystko zmierzało ku piątemu setowi. I do niego finalnie doszło po kapitalnym i emocjonującym tie-breaku. Cobolli odwrócił jego losy (było już 3-1 dla Zvereva) i wygrał 7-5.

A jak wyglądał piąty set? Tenisiści byli już coraz bardziej zmęczeni i wiedzieliśmy tego oznaki, ale pomimo tego na początku wciąż kibice obserwowali zaciętą grę, o czym świadczy m.in. fakt, że rozegranie dwóch pierwszych gemów zajęło tenisistom aż 20 minut. Oba na koncie zapisał Niemiec, choć i on nie ustrzegł się błędów. Mimo wszystko lepiej wytrzymywał presję. Udowodnił to w czwartym gemie broniąc aż trzech break pointów i podwyższając prowadzenie na 4:0! Tym razem Cobolli do zwrotu nie doprowadził. Mecz zakończył się po czterech godzinach i 19 minutach.

Alexander Zverev - Flavio Cobolli 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1

To pierwszy triumf wielkoszlemowy Niemca. Dopiął swego! Dwa tysiące punktów za wygranie turnieju w Paryżu pozwolą mu znacząco zbliżyć się do czołówki rankingu ATP, a więc do drugiego Carlosa Alcaraza i pierwszego Jannika Sinnera. Hiszpan nie przystąpił nawet do turnieju, a Włoch odpadł już w drugiej rundzie. Choć Zverev pozostanie na trzecim miejscu, to na jego koncie będzie 7305 punktów. Cobolli po finale awansował z 14. na 10. miejsce. Tak wysoko jeszcze nie był.

Więcej o: