Kamil Majchrzak (78. ATP) po odpadnięciu w I rundzie Roland Garros rozpoczął sezon na trawie. Na początek przystąpił do rywalizacji w turnieju rangi ATP Challenger w Birmingham, gdzie był rozstawiony z numerem 2. Od startu zmagań doskonale wywiązywał się z roli faworyta. Stanął w nim nawet do walki o finał.
Po drodze Majchrzak pokonał trzech rywali - Jamesa McCabe (234. ATP) 7:6(3), 6:3, Feliksa Gilla (240. ATP) 6:3, 6:3 oraz Sho Shimabukuro (103. ATP) 7:6(6), 6:3. Tym sposobem dotarł do półfinału, w którym spotkał się z Finem Otto Virtanenem (134. ATP). Mecz rozpoczął się już w sobotę, ale z powodu deszczu musiał zostać przerwany i dokończony kolejnego dnia.
Rywalizacja została wznowiona przy stanie 5:4 dla Majchrzaka. Wcześniej nie oglądaliśmy żadnych przełamań, a jedynego breakpointa w szóstym gemie miał Polak. Po powrocie na kort szybko wywalczył piłkę setową. Niestety jej nie wykorzystał, a rywal wyrównał na 5:5. Kolejnego gema nasz reprezentant wygrał co prawda do zera, ale i tak o rozstrzygnięciu zadecydował tie-break.
Zobacz też: Henin wprost po finale Chwalińskiej. "Byliśmy rozczarowani jego poziomem"
Choć Majchrzak przegrywał w nim już 0:3, to szybko ruszył w pogoń. Wygrał pięć akcji z rzędu i od seta dzieliły go raptem dwie piłki. Niestety stracił wówczas swój serwis i po chwili Fin wyrównał, a potem to on miał piłkę setową. Pierwszą Majchrzak zdołał obronić, ale przy stanie 6:6 znów rywal wywalczył minibreaka, a zaraz potem przy swoim podaniu zamknął partię wynikiem 7:6 (8-6).
Virtanen w pierwszym secie dysponował znacznie lepszym serwisem. Uzbierał aż 11 asów przy zaledwie dwóch ze strony Majchrzaka. Miał też więcej zagrań kończących (20). Za to Polak popełniał znacznie mniej niewymuszonych błędów (8 do 16).
Druga odsłona wyglądała bardzo podobnie. Obaj panowie grali punkt za punkt, pewnie utrzymując swój serwis. Żaden nie miał nawet szansy na przełamanie. A to sprawiło, że po raz drugi decydujący był tie-break. Tym razem ułożył się jednak po myśli Majchrzaka. Od stanu 2:4 Polak doprowadził do 5:4 i do tego to on serwował. Co prawda wykorzystał tylko jeden serwis, ale i tak miał piłkę setową i od razu ją wykorzystał. Zwyciężył w tie-breaku 7:5 i doprowadził do trzeciej partii.
A tę rozpoczął z dużymi problemami. Już w pierwszym gemie Majchrzak musiał bronić trzech breakpointów i ostatecznie się nie wyratował. Virtanen przełamał, a potem podwyższył na 2:0. Na szczęście Polak w porę się otrząsnął i zgarnął trzy gemy z rzędu. Potem gra znów toczyła się punkt za punkt i znów o wszystkim rozstrzygnął tie-break.
Majchrzak początkowo prowadził w nim 4:1, ale rywal odrobił stratę jednego minibreaka, wyrównał na 5:5 i to on miał pierwszą piłkę meczową. Po serwisach Polaka sytuacja się odwróciła. Na tablicy wyników było 7:6 i to Majchrzak był punkt od wygranej. Niestety od tego momentu nie wygrał już ani jednej akcji. Virtanen zakończył tie-break wynikiem 8:6, a cały mecz - 7:6(6), 6:7(5), 7:6(6) i dostał się do finału. O tytuł powalczy ze zwycięzcą drugiego półfinału - Chińczykiem Yunchaokete Bu (166. ATP), który pokonał Brytyjczyka Arthura Fery'ego (154. ATP) 2:6, 6:3, 3:6.