Dziewięć meczów z rzędu wygrała Maja Chwalińska podczas tegorocznych zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa. Chociaż finał nie potoczył się po myśli Polki - Mirra Andriejewa wygrała 6:3, 6:2 - notowana przed turniejem na 114. miejscu w rankingu WTA Chwalińska napisała cudowną historię, przebojem wdzierając się do czołówki.
Awans na 21. pozycję na świecie oznacza pewne miejsce w najważniejszych turniejach cyklu WTA Tour. Wyjątkiem jest jedynie rozpoczynający się za kilka tygodni Wimbledon. Brytyjczycy bowiem zamknęli listę zgłoszeń 19 maja. 24-latka dzień wcześniej pokonała Alice Rame w pierwszej rundzie kwalifikacji. Piękna paryska baśń dopiero się rozpoczynała.
Co oczywiste, po tak znakomitym turnieju kibice nie mogą doczekać się kolejnego występu Mai Chwalińskiej. Menedżer tenisistki, Piotr Szczypka, potwierdził niedawno, że Polkę czeka teraz krótki odpoczynek. Następnym turniejem będzie właśnie Wimbledon. - Napisaliśmy już pismo z Polskim Związkiem Tenisowym, więc czekamy na jakąś odpowiedź. Uruchomiliśmy wszystkie możliwe kanały, więc wierzymy, że się uda - powiedział na temat dzikiej karty.
Zobacz też: Oto największy sekret Mai Chwalińskiej. Dzięki niemu podbiła Rolanda Garrosa
Czy powiedzie się to? Trudno powiedzieć. "Organizatorzy zazwyczaj przyznają je przede wszystkim brytyjskim tenisistom oraz największym gwiazdom światowego tenisa, które z różnych przyczyn (kontuzje, spadki formy, macierzyństwo) są niżej w rankingu" - zauważa dziennikarz Sport.pl, Dominik Senkowski. Chwalińska nie należy do żadnej z tych grup, nie odnosiła też sukcesów w juniorskim Wimbledonie jak siostry Radwańskie. Agnieszka otrzymała dziką kartę w 2006, a Urszula - w 2008 roku.
Temat gry Mai Chwalińskiej na Wimbledonie został poruszony w dyskusji na antenie TNT Sports. - Zastanawiam się, czy otrzyma wejściówkę do Londynu. I mam przy sobie idealnego gościa - powiedział Andy Roddick, legendarny amerykański tenisista. Obok niego siedział Tim Henman, który w przeszłości pomagał organizatorom w procesie przyznawania dzikich kart. - Myślę, że jest na to całkiem niezła szansa - stwierdził Brytyjczyk.
W zeszłym roku podobna dyskusja dotyczyła Lois Boisson. Notowana wówczas w czwartej setce rankingu Francuzka wykorzystała otrzymaną dziką kartę. Dotarła do półfinału Rolanda Garrosa, po drodze eliminując m.in. Jessicę Pegulę i Mirrę Andriejewą. Organizatorzy Wimbledonu pozostali jednak niewzruszeni i Boisson musiała przystąpić do kwalifikacji. Odpadła w pierwszym meczu.