- W puli jest 80 milionów złotych. Natomiast mam nadzieję, że Ministerstwu Sportu uda się wytłumaczyć, że warto, żeby ci, którzy zostali zaopiniowani pozytywnie przez Polski Związek Tenisowy, mogli rozwijać swoją infrastrukturę i dzięki temu całą tenisową bazę w Polsce - mówi Dariusz Łukaszewski. Na fali sukcesu Mai Chwalińskiej szef polskiego tenisa wierzy w przyspieszenie budowy tenisowych hal w całym kraju.
W przyszłym roku w Polsce ma powstać kilkadziesiąt hal tenisowych. A w każdej ma się znaleźć kilka kortów. Prezes Polskiego Związku Tenisowego Dariusz Łukaszewski liczy, że Ministerstwo Sportu da nawet więcej niż obiecane 80 milionów złotych na rozwój infrastruktury. Kiedy inwestować, jak nie po wielkoszlemowym sukcesie kolejnej Polki?
Przyjechał pan na finał Mai Chwalińskiej i co pan powie po tym meczu?
Dariusz Łukaszewski: Były wielkie nadzieje, ale z drugiej strony człowiek zdawał sobie sprawę z tego, że dziesiąty mecz w ciągu niecałych trzech tygodni to strasznie duża dawka grania. Ten przeogromny wysiłek musiał mieć wpływ na Maję. A też Andriejewa była doskonale przygotowana. Na Court Philippe Chatrier byłem już o godzinie 13 [finał zaczął się o 15 - red.] i oglądałem jak ćwiczyła ze swoją trenerką, legendarną Conchitą Martinez. Wszystko tam było rozpracowane – Mirra dostawała takie piłki, jakie później grała Maja i w meczu zrealizowała cel swojego sztabu, pokazując, że mimo młodego wieku już jest świetną zawodniczką.
Co do Mai, to jej sukces i tak jest ogromny. I dla nas bardzo ważny, bo Maja jest związana z Polskim Związkiem Tenisowym nie od roku, dwóch, tylko w zasadzie od początku kariery, jako skrzatka, młodziczka i tak dalej. A następnie, będąc już zawodniczką po 18. roku życia, miała umowę sponsorską z Polskim Związkiem Tenisowym.
Od kilku lat fantastyczne wyniki w największych turniejach osiąga Iga Świątek, teraz dołączyła do niej Maja – co robi i co zrobi Polski Związek Tenisowy, żeby na tej fali rozpromować tenis w Polsce zwłaszcza wśród dzieci?
- Mamy duży problem w stosunku do takich państw jak Hiszpania, Włochy czy kraje Ameryki Południowej, bo niestety nam otwarte korty ziemne nie wystarczą. Nie mamy takiej pogody, jak oni. My potrzebujemy hal tenisowych, a wiemy, że to jest o wiele droższe niż wybudowanie w jednej czy drugiej miejscowości kortu. Ale wydaje mi się, że program budowy hal tenisowych był ogłoszony nie dalej jak w zeszłym roku. A w tym roku ma być rozstrzygnięty. My jako Polski Związek Tenisowy daliśmy ministerstwu nasze wytyczne, kto powinien dostać dotacje na budowę hal i dlaczego. Uważamy, że przede wszystkim musi być tak, że tam gdzie jest młodzież, tam musi być to dofinansowanie. Podkreślamy, że w naszym sporcie jest ciągłość sukcesów. Kiedyś od świetnych wyników Jadwigi Jędrzejowskiej polski tenis czekał dziesiątki lat na sukcesy Wojciecha Fibaka. A teraz po sukcesach Agnieszki Radwańskiej nie było żadnej przerwy i przyszły sukcesy Igi Świątek, Iga Świątek dalej gra, a już na najwyższym poziomie dołącza do niej Maja Chwalińska, no i poza nimi mamy jeszcze kilka młodych zawodniczek na najwyższym poziomie. Nie mówię o Magdzie Linette, która do najmłodszych już nie należy, natomiast zwróćmy uwagę, że medale mistrzostw Europy zdobywają zarówno skrzaty, jak i kadetki, czyli Sybicka i Kostecka. Musimy zrobić wszystko, żeby nie tylko ich talentów nie zmarnować, ale żeby pomóc im w rozwoju.
Chwalińska miała w swojej karierze bardzo trudne momenty, ale wsparcie dla niej od związku było zawsze utrzymywane?
- Tak. Polski Związek Tenisowy nigdy nie pomyślał, że jest za stara czy za mało albo że nie jest perspektywiczna. Cały czas widzieliśmy to, co jest najważniejsze, bo tenis na tym to polega, że to jest inteligentna gra. Mamy jakiś tam problem jako dyscyplina, że niestety nie ma w niej kategorii wagowych, czyli niestety Dawid musi się mierzyć z Goliatem i kto wygra, ten wygra. Ale cóż, czasami wbrew pozorom można wygrać inteligencją. Maja ma tę inteligencję wielką. W trakcie tego Rolanda Garrosa dużo ludzi zwracało uwagę, że ona gra podobnie do Agnieszki Radwańskiej, która również nie była taką zawodniczką, jak w tamtym czasie Serena Williams, Maria Szarapowa i jeszcze parę tenisistek bazujących na sile. Natomiast Agnieszka też umiała osiągać wielkie sukcesy, jak teraz Maja. Nie zapominajmy też o mężczyznach. Ciągle liczymy na Huberta Hurkacza, jest Kamil Majchrzak, który jest mega osobowością, bo po takich problemach wrócił i to wrócił o szczebelek wyżej niż był wcześnie, za co wielki szacun dla niego. Dalej mamy Maksa Kaśnikowskiego, Tomka Berkietę, Alana Ważnego, są juniorzy, którzy też się rozwijają. Polski tenis naprawdę się rozwija.
Wróćmy do programu budowy tenisowych hal – ile ma ich powstać w całym kraju?
- Ja nie chcę tutaj skłamać, ale z tego, co pamiętam Polski Związek Tenisowy dostał prośby od 62 klubów, stowarzyszeń i prywatnych instytucji, a wybrał i zaopiniował pozytywnie 47. W puli jest 80 milionów złotych. Ja wiem, że te 47 hal, które myśmy zaopiniowali, przekraczałoby te 80 milionów. Natomiast co się stanie dalej, to mam nadzieję, że Ministerstwu Sportu uda się wytłumaczyć, że warto, żeby ci, którzy zostali zaopiniowani pozytywnie przez Polski Związek Tenisowy, mogli rozwijać swoją infrastrukturę i dzięki temu całą tenisową bazę w Polsce. To jest konieczne dla rozwoju całej dyscypliny.
W którym roku te hale miałyby zacząć być budowane i do kiedy miałyby zostać zbudowane?
- Budowy mają ruszyć w tym roku, a skończyć się w przyszłym.
Po ile kortów ma być w każdej takiej hali?
- To nie będą wszędzie takie same hale. Każdy wniosek był inny. Będą hale większe i mniejsze.
A co z Narodowym Dniem Tenisa? Pamiętam, jak kilka lat temu związek zorganizował takie wydarzenie na Stadionie Narodowym w Warszawie i dzieci mogły pograć między innymi z Agnieszką Radwańską. Czy jest szansa, że teraz zrobić to z Igą Świątek i z Mają Chwalińską?
- Cieszę się, że pan to pamięta, to było fajne wydarzenie. Ale, niestety, znalezienie w trakcie sezonu takiego terminu, żeby Iga i Maja mogły przyjechać do Warszawy na tego typu imprezę, jest niemożliwe. Nikt tego dla nas nie zrobi, nawet jeśli nas bardzo lubi, bo każdy przygotowuje się jak nie do US Open, to do turniejów w Azji i tak dalej. Musimy zrozumieć, że działać trzeba inaczej. I działamy. Od lat organizujemy Narodowy Dzień Tenisa tego samego dnia w 12 czy nawet 14 ośrodkach w różnych województwach. Może to nie jest zrobione z taką pompą, jak wtedy na Stadionie Narodowym, ale jest to bardzo cenne dla regionalnych związków. I dalej będziemy tak lokalnie działali. My wszędzie chcemy pokazywać, że tenis to wcale nie jest sport elitarny. Tutaj dziadek może zagrać z wnuczką, tata z synem czy mama z córką. My tylko musimy stworzyć warunki. To jest zadanie dla nas i dla Ministerstwa Sportu. Razem będziemy upowszechniać tę piękną dyscyplinę. I będziemy ją tak rozwijać, żeby mieć kolejnych mistrzów i finalistów wielkoszlemowych.