"Maja Chwalińska przegrała finał Rolanda Garrosa, ale wygrała podziw i miłość tysięcy kibiców. Wywalczony w Paryżu awans o 93 pozycje w rankingu WTA pozwoli 24-letniej Polce uwierzyć, że nie jest ulepiona z innej gliny niż największe gwiazdy tenisa" - tak występ naszej rodaczki w stolicy Francji podsumował Dariusz Wołowski ze Sport.pl. A jak podsumowała go sama zainteresowana?
Chwalińska zdążyła już opublikować wpis na Instagramie. Widać, że wciąż trudno uwierzyć jej w sukces, jaki odniosła na francuskiej ziemi, m.in. została pierwszą zawodniczką w erze Open, która awansowała do wielkiego finału Roland Garros, przedzierając się przez kwalifikacje. "Brak słów. Dziękuję, Paryż" - napisała krótko Polka, dodając emotikonę, wyrażającą wzruszenie.
A to nie koniec. Opublikowała też post na InstaStory. Zwróciła się w nim do... Dawida Podsiadło. Dlaczego właśnie do piosenkarza? Warto przypomnieć kontekst. Tego samego dnia, co Iga Świątek wygrywała Roland Garros 2024, a także Wimbledon 2025, Podsiadło grał koncerty. Zawsze ze sceny gratulował jej sukcesu. W sobotę, 6 czerwca, także gra koncert, tym razem w Chorzowie. Kibice liczyli więc, że ponownie przyniesie szczęście, tym razem Chwalińskiej.
Ba, nadzieje na to, że Polka zdobędzie tytuł, miał też sam piosenkarz. Przed finałem Roland Garros zwrócił się do naszej rodaczki. - Nie chcę Ci przeszkadzać, bo oboje mamy dziś dużo roboty na dużych szczeblach, że tak powiem. Chciałem ci tylko dać znać, że ciekawa historia, rodzinne śledztwo zostało dokonane - zaczął Podsiadło, informując, że w przeszłości jego ciocia odegrała sporą rolę w życiu zawodowym... Pawła Kałuży, a więc pierwszego trenera Chwalińskiej - opiniowała go, by został nauczycielem.
Zobacz też: Tylko zobacz, co wnieśli na mecz Chwalińskiej. Ochrona zareagowała.
- Nie chcę mówić, żebyś tam dała mi potrzymać statuetkę czy coś, ale gdybyś mogła, to bym bardzo to docenił, bo to jest najbliżej, jak byłem trofeum, więc bardzo bym chciał - żartował. - Po prostu trzymam kciuki i dzisiaj wieczorem tutaj 100 tysięcy osób będzie śpiewało dla Ciebie: "Sto lat" - zapowiadał. Nagranie opublikował Eurosport, a po finale dalej podała je właśnie Chwalińska. I dodała mały komentarz. "Pucharu nie mam, ale mogę dać Ci talerz Dawid!!" - pisała. Za drugie miejsce dostała bowiem trofeum, łudząco przypominające talerz.
Widać, że mimo porażki w finale, Polka ma dobry nastrój. Z pewnością to zmotywuje ją do jeszcze cięższej pracy i sprawienia sensacji na kolejnych turniejach. Kto wie, może uda jej się to już na Wimbledonie 2026. - Maja Chwalińska świetnie gra na trawie. Widziałem ją. To dziewczyna, która ma do tego naturalny talent. Ma "miękką" rękę i nogi, leworęczna jest. Więc ona może też zrobić furorę na trawie - przewidywał Tomasz Tomaszewski w rozmowie z Polsatem Sport. Początek turnieju już 29 czerwca!