- Szczerze mówiąc, ciężko mi teraz coś mądrego powiedzieć. Myślę, że chwilkę potrwa, zanim dojdzie do mnie, co zrobiłam. Nie będę ukrywać, że na razie jestem troszkę smutna i zawiedziona tym, jak zagrałam w finale. Mirra naprawdę była dla mnie dziś zbyt dobra - tak te trzy tygodnie z Roland Garros podsumowała Maja Chwalińska, wicemistrzyni. - Mam nadzieję, że to nie jest mój ostatni taki turniej - podkreślała. Kto wie, może zaskoczy też na Wimbledonie. W to wierzy Tomasz Tomaszewski.
- Maja Chwalińska świetnie gra na trawie. Widziałem ją - zaczął słynny komentator w rozmowie z Polsatem Sport. Co sprawia, że Polka może mieć przewagę nad rywalkami również na tej nawierzchni? - To dziewczyna, która ma do tego naturalny talent. Ma "miękką" rękę i nogi, leworęczna jest - wyliczał Tomaszewski. - Więc ona może też zrobić furorę na trawie - przewidywał.
Pytanie tylko, od którego etapu turnieju Chwalińska przystąpi do Wimbledonu. Temu z uwagą przygląda się właśnie Tomaszewski, bowiem decyzja organizatorów może wpłynąć na... sposób, w jaki komentator spędzi kolejne tygodnie. Jak to możliwe? Złożył bowiem ważną deklarację. - Jeżeli Maja nie otrzyma "dzikiej karty", to ja się obrażam na Wimbledon i nie będę go komentował. Bo uważam, że to byłby skandal [brak "dzikiej karty" dla Mai, przyp. red]! - mówił wprost.
Zobacz też: "Nigdy czegoś takiego nie widziałem". Fibak w szoku po tym, co spotkało Chwalińską.
Co dla Chwalińskiej będzie oznaczać ewentualna "dzika karta"? Możliwość bezpośredniej gry w głównej drabince turnieju, z pominięciem kwalifikacji. Ba, Polka w tym wypadku mogłaby liczyć nawet na rozstawienie. Przy losowaniu drabinki organizatorzy biorą bowiem pod uwagę ranking tenisistek po Roland Garros, a jak wiemy, dzięki występowi w Paryżu nasza rodaczka awansowała ze 114. na... 21. lokatę.
Według przepisów ustanowionych przez Londyńczyków, bez "dzikiej karty" 24-latka nie ma szans uniknąć kwalifikacji. Organizatorzy zamykają bowiem listy startowe, biorąc pod uwagę ranking sprzed Roland Garros. Wszyscy jednak liczą, że Chwalińska będzie jedną z tych zawodniczek, które obok Sereny Williams i Venus Williams otrzymają "dziką kartę". Po prostu na to zasłużyła! O tym, jaką decyzję ostatecznie podejmą działacze Wimbledonu, przekonamy się mniej więcej za tydzień.