- Dziękuję kibicom, którzy przyszli nie tylko dziś, ale przez wszystkie trzy tygodnie. Czuję waszą miłość. Żałuję, że nie zobaczyliście lepszego meczu. Dałam z siebie wszystko, to Mirra była zbyt dobra. To jej wina - żartowała Maja Chwalińska po finale Roland Garros. Polce nie udało się zdobyć tytułu w Paryżu, uległa Andriejewej (8. WTA) 3:6, 2:6.
Mimo porażki 24-latka może być z siebie dumna. Swoim tenisem i niespodziewanym wystrzałem formy poruszyła całą Polskę i nie tylko. Setki osób z całego świata trzymały za nią kciuki. Okazuje się, że z całych sił dopingował ją też polski tenisista Hubert Hurkacz (99. ATP).
Nie chciał przegapić tak wielkiego wydarzenia. Polak ujawnił już na samym początku spotkania, że przygląda się poczynaniom rodaczki. Dodał na InstaStory zdjęcie, na którym widać telewizor, a na ekranie mecz tenisistki. A to nie wszystko. Opublikował jedno zdanie, ale za to wymowne. "Dawaj Maja Chwalińska" - napisał, dodając dwie emotikony: napiętego bicepsa i pucharu.
Zobacz też: Porażka na wielkie otwarcie. Co wygrała Maja Chwalińska?
Chwalińska dokonała bowiem czegoś, co Hurkaczowi jeszcze się nie udało - dotarła do finału turnieju wielkoszlemowego. Polak najdalej awansował do półfinału - miało to miejsce w 2021 roku, podczas Wimbledonu. A jak poradził sobie w tegorocznym Roland Garros? Poniżej oczekiwań, bo odpadł już w drugiej rundzie. Przegrał z Amerykaninem Francesem Tiafoe (22. ATP), ale dopiero po pięciosetowej batalii.
Po przegranym finale Chwalińskiej Hurkacz jeszcze się nie odezwał. Inaczej postąpiła Iga Świątek, przyjaciółka 21. tenisistki świata. "Gratulacje Majson, Maja Chwalińska. Piękny turniej!!" - pisała na InstaStory. Teraz zarówno ją, jak i wicemistrzynię Roland Garros oraz Hurkacza czeka nowy rozdział w sezonie, a więc rywalizacja na kortach trawiastych. Największa presja będzie na Świątek, triumfatorce Wimbledonu sprzed roku.