Maja Chwalińska została pierwszą zawodniczką w historii Roland Garros, której udało się dojść do finału, choć zaczynała w kwalifikacjach. Niestety reprezentantka Polski nie zdołała wygrać tych zawodów. Widać było, że Mirra Andriejewa ma dużo większe doświadczenie w grze na najwyższym poziomie. Ostatecznie Rosjanka wygrała z Chwalińską 6:3, 6:2.
I choć Chwalińska przegrała w finale, to samo dojście do tego etapu rozgrywek jest jej niebywałym sukcesem. Zawodniczka, która nigdy nie była w pierwszej setce rankingu WTA i o której do niedawna mało kto słyszał, teraz awansuje na 21. miejsce. A to oznacza udział w najważniejszych turniejach oraz pojawienie się sponsorów, którzy zapewnią jej spokój potrzebny do rozwoju.
Sukces polskiej tenisistki docenia też Zbigniew Boniek.
"Szkoda, ale taki jest sport. Maja chciała pokazać więcej, ale rywalka Jej nie pozwoliła. Fantastyczny turniej, który zmienia wszystko w Jej życiu i karierze. Powodzenia i dzięki za fantastyczne emocje" - napisał na Twitterze były prezes PZPN.
A co teraz przed "polską czarodziejką"? Jeszcze w tym miesiącu rozpoczną się kwalifikacje do Wimbledonu - i na ten moment Maja Chwalińska będzie musiała je wygrać, żeby mieć szansę na grę w turnieju głównym. Ze względu na sukces, który odniosła w Paryżu, pojawiła się jednak nadzieja, że organizatorzy tych zawodów dadzą reprezentantce Polski "dziką kartę". Decyzję w jej sprawie powinniśmy poznać niedługo - sztab tenisistki już rozpoczął starania.