Sport.pl+

Kuriozalna sytuacja z Mają Chwalińską. "Skrajnie niesprawiedliwe"

Dominik Senkowski
TENNIS-FRENCHOPEN/
Fot. REUTERS/Benoit Tessier

Maja Chwalińska po życiowym sukcesie w Roland Garros walczy o najważniejszą "dziką kartę" w karierze. Czy mimo konserwatywnej polityki Wimbledonu zdoła przekonać organizatorów do przyznania jej przepustki do głównej drabinki? Analizujemy szanse naszej tenisistki w starciu z brytyjskimi zasadami i pytamy o zdanie ekspertów z Wysp.

Sukcesy Mai Chwalińskiej podczas tegorocznego turnieju Roland Garros rozbudziły nadzieje polskich kibiców tenisa na to, że nasza zawodniczka otrzyma zaproszenie do głównej drabinki Wimbledonu. Mimo znakomitej postawy na paryskich kortach, sytuacja zawodniczki w kontekście londyńskiego turnieju wielkoszlemowego pozostaje niejednoznaczna i zależy od wielu czynników, z których najważniejszy to konserwatywna polityka organizatorów z All England Club.

Problemem Chwalińskiej jest niefortunny zbieg terminów oraz stan rankingu na 19 maja, kiedy to oficjalnie zamknięto listy zgłoszeń do Wimbledonu. W tamtym momencie Polka nie znajdowała się w rankingu wystarczająco wysoko, aby zapewnić sobie bezpośredni awans do głównej drabinki - zajmowała 11. miejsce na liście startowej do kwalifikacji. W rankingu WTA, który zaktualizowany zostanie w poniedziałek, wciąż jest obecnie dopiero 114.

Sukces w Paryżu sprawi oczywiście, że jej pozycja w światowym zestawieniu znacząco wzrośnie. Niestety, dla organizatorów Wimbledonu liczył się stan zestawienia WTA z połowy maja. To oznacza, że w obecnej sytuacji, bez przyznanej "dzikiej karty", Chwalińska będzie zmuszona przebijać się przez trzystopniowe eliminacje, które startują już 22 czerwca - zaledwie dwa tygodnie po finale French Open.

Ofensywa PZT

Polski Związek Tenisowy podjął kroki, aby wesprzeć zawodniczkę. PZT zdecydował się zwrócić do organizatorów Wimbledonu z wnioskiem o przyznanie "dzikiej karty" dla Chwalińskiej. Prezes klubu z Bielska-Białej i menedżer zawodniczki, Piotr Szczypka, potwierdził w piątek na antenie TVN 24 intensywne starania w tej kwestii: - Dzisiaj właśnie wypełnialiśmy wniosek, napisaliśmy już pismo z Polskim Związkiem Tenisowym, więc czekamy na jakąś odpowiedź. Uruchomiliśmy wszystkie możliwe kanały, wierzymy, że się uda.

Warto zaznaczyć, że w tej sprawie zawodniczka może liczyć na doświadczenie Victora Archutowskiego. Były agent Agnieszki Radwańskiej to postać, dzięki której ta zawodniczka (2006) oraz jej siostra Urszula (2008) otrzymywały zaproszenia do Londynu. Pamiętajmy jednak, że obie wcześniej wygrywały Wimbledon juniorek - Agnieszka w sezonie 2005, Urszula w 2007. Brytyjczycy chętniej przyznają taki przywilej tym, które wygrywają u nich w kategorii dziewcząt.

Zobacz wideo 14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach

Konserwatywne podejście Wimbledonu

Wimbledon ma swoje zasady i słynie z konserwatyzmu w przyznawaniu "dzikich kart". Organizatorzy zazwyczaj przyznają je przede wszystkim brytyjskim tenisistom oraz największym gwiazdom światowego tenisa, które z różnych przyczyn (kontuzje, spadki formy, macierzyństwo) są niżej w rankingu i na jego podstawie nie załapią się do drabinki głównej imprezy.

Spójrzmy na ostatnie sezony. W 2025 roku zaproszenie do turnieju głównego otrzymały Brytyjki: Mimi Xu, Hannah Klugman, Harriet Dart, Mika Sotjsavljevic, Jodie Burrage, Francesca Jones oraz Heather Watson. Jedynym wyjątkiem była Czeszka Petra Kvitova, ale to dwukrotna mistrzyni Wimbledonu (2011, 2014).

2024? Z Wielkiej Brytanii dopuszczono Francesce Jones, Emmę Raducanu, Lily Miyazaki i Heater Watson. Ponadto byłe liderki rankingu WTA: Japonkę Naomi Osakę, Niemkę Andżelikę Kerber (wygrała turniej w Londynie 2018) oraz Dunkę Caroline Woźniacki. Dodatkowo przyznano przywilej także Australijce Ajli Tomljanović. Pamiętajmy jednak, że organizatorzy poszczególnych imprez wielkoszlemowych często wymieniają się "dzikimi kartami" - np. Francuzi jedną dają komuś z USA i Australii, z kolei w Melbourne startuje często jakaś Francuzka czy Amerykanka. Taki trochę zamknięty obieg wzajemnego wsparcia.

W 2023 "dzikie karty" dostały Brytyjki Katie Swan, Jodie Burrage, Katie Boulter, Sonay Kartal, Heather Watson oraz Harriet Dart. Do tego doszła była numer jeden Amerykanka Venus Williams oraz Ukrainka Elina Switolina. Sytuacja tej ostatniej była wyjątkowa, bo w kwietniu 2023 wróciła do gry po urodzeniu dziecka, osiągała coraz lepsze wyniki i Brytyjczycy postanowili to docenić. Historia Switoliny może być nadzieją dla Chwalińskiej, bo choć ich przypadki są zupełnie inne, to jednak wspólny mianownik jest ten sam - wyjątkowe okoliczności.

Z drugiej strony Lois Boisson w zeszłorocznym French Open doszła niespodziewanie do półfinału, a była dopiero na 361. miejscu w rankingu WTA. Do turnieju głównego Wimbledonu się nie załapała, Brytyjczycy nie przyznali jej przywileju. Nie pomógł nawet fakt, że pochodzi z Francji, gdzie odbywa się jeden z turniejów wielkoszlemowych - Boisson musiała grać w Londynie w eliminacjach i odpadła w pierwszej rundzie.

W 2022 zaproszono Sonay Kartal, Katie Boulter, Katie Swan, Lily Miyazaki oraz Jodie Burrage. Ponadto Amerykankę Serenę Williams, legendę tenisa oraz Australijkę Darię Saville - znów na zasadzie wymian w Wielkim Szlemie. Zwykle do turnieju głównego Wimbledonu organizatorzy przyznają siedem - osiem "dzikich kart".

Co na to eksperci z Wysp?

Brytyjscy dziennikarze są podzieleni w swoich ocenach. Tony Fairbairn z serwisu Ubitennis.net zauważa: - Myślę, że Maja powinna dostać zaproszenie, ale nie sądzę, by tak się stało, biorąc pod uwagę pobłażliwość Wimbledonu w przyznawaniu "dzikich kart" brytyjskim graczom w większym stopniu niż innym.

Z kolei George Bellshaw z podcastu Tennis Unfiltered wyraża bardziej entuzjastyczne podejście po Rolandzie Garrosie: - To niesamowity turniej, przełomowy dla Mai. Kto wie, może to początek czegoś bardzo wyjątkowego. Ma taki styl gry, który dezorientuje przeciwniczki. Jestem pewien, że Wimbledon będzie musiał dać jej "dziką kartę", tak jak powinien. Nie ma zbyt wielu kandydatek i uważam, że byłoby skrajnie niesprawiedliwe, gdyby Chwalińska jej nie otrzymała.

Adam Addicott z Ubitennis.net zwraca uwagę na unikalny styl gry Polki: - Jej seria jest wyjątkowa i wykorzystała okazję wynikającą z odpadnięcia tak wielu rozstawionych zawodniczek. Jest bardzo defensywną zawodniczką, która ma również zdolność zmieniania tempa piłki, co było bardzo skuteczne. Jestem całkowicie zaskoczony jej wynikami. To coś zupełnie innego niż występ Emmy Raducanu w US Open 2021, ponieważ ona dotarła wcześniej do czwartej rundy Wimbledonu.

Dziennikarz Chris Bowers jest natomiast przekonany o tym, że Chwalińska zostanie zaproszona do turnieju głównego Wimbledonu: - Dostanie to. W ciągu ostatnich kilku dni było o niej głośno w głównych serwisach informacyjnych w Wielkiej Brytanii.

Ostrożny w ocenach jest włoski reporter Diego Barbiani z Oktennis.it, który wskazuje na brutalną rzeczywistość turniejową: - Temat "dzikiej karty" jest dla mnie absurdalny. Oczywiście w 120 procentach Maja na nią zasłużyła, ale jak wiemy, te turnieje mają tylko jedno-dwa miejsca, w najlepszym scenariuszu, dla innych zawodniczek, a Wimbledon zazwyczaj daje pierwszeństwo komuś, kto dobrze radzi sobie na trawie. Trzeba czekać.

Włoch zauważa, że nie wiadomo chociażby, co z siostrami Williams. Młodsza, Serena, właśnie wraca do gry, otrzymała "dziką kartę" do debla w Queens Club na kortach trawiastych. Nie są znane jej kolejne plany, nie wiadomo czy zagra w ogóle w Wimbledonie i czy także w singlu. Starsza, Venus, cały czas pozostaje czynną zawodniczką, w Roland Garros nie startowała, ostatni mecz zagrała w kwietniu w Madrycie, ale ma pojawić się przed Wimbledonem w Bad Homburg na trawie. - To bardzo niefortunne, ale niestety nie byłbym zdziwiony, gdyby Maja nie została dopuszczona do turnieju głównego - wskazuje Barbiani.

Ewentualna konieczność rywalizacji w eliminacjach będzie dla Chwalińskiej sporym wyzwaniem. Raz, że od 18 maja rozegrała w Paryżu, licząc także rundy kwalifikacyjne, aż 10 spotkań. To ogromny wysiłek, a zostaną jej tylko dwa tygodnie na odpoczynek przed serią eliminacyjną na Wimbledonie. Problem dotyczy także logistyki - eliminacje wimbledońskie odbywają się na bocznych kortach w Roehampton. - To inne korty niż wielkoszlemowe. Pamiętam, jak Serbka Aleksandra Krunić mówiła, że te korty są w fatalnym stanie i gra się na nich trudno - wskazuje Barbiani.

Gdyby jednak Chwalińska otrzymała "dziką kartę" od Brytyjczyków, powinna być także od razu rozstawiona, pierwszy raz w karierze w Wielkim Szlemie. To dlatego, że po Roland Garros awansuje do top 32 rankingu, a zawodniczki z tych lokat mogą liczyć na rozstawienie. To też pokazuje, jak kuriozalny jest przypadek Polki, która musi czekać na werdykt władz ze stolicy Wielkiej Brytanii.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...