- Na początku dawałam z siebie wszystko. Myślałam, że po prostu muszę być silna, twarda i dalej trenować. Ale potem już nie mogłam wstać z łóżka. Musiałam sobie zrobić przerwę od tenisa. Szczerze mówiąc, inaczej chyba nie byłabym w stanie dalej żyć. Nie wiedziałam, czy wrócę - tak o walce z depresją mówiła Maja Chwalińska na konferencji prasowej po awansie do półfinału Rolanda Garrosa. W sali zapadła cisza. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.
Z ciekawostki ubarwiającej wielki turniej stała się jego główną bohaterką. Z nikomu nieznanej dziewczyny z kraju Igi Świątek awansowała wreszcie, po latach, na tenisistkę tak samo godną zauważenia. Maja Chwalińska po każdym kolejnym meczu na Rolandzie Garrosie 2026 przyciąga uwagę coraz większej grupy reporterów z całego świata. Spotkanie Mai z dziennikarzami po wygranym przez nią ćwierćfinale z Anną Kalinską (7:6, 6:3) było wyjątkowo ciekawe. I poruszające.
- Emma Raducanu wygrała wielkoszlemowy US Open 2021 rozpoczynając od kwalifikacji. Możesz powtórzyć jej wynik. Pamiętasz jej występ? Czujesz, że podobnie inspirujesz? – zapytał jeden z dziennikarzy na samym początku konferencji.
Tak Chwalińska zmierzyła się z najtrudniejszym tematem
- Pamiętam, co zrobiła. To było niezwykłe. Chyba nawet nie straciła seta? – zaczęła odpowiadać Chwalińska, popisując się doskonałą pamięcią. A po chwili zachwyciła też skromnością. Bo do Raducanu nie chciała się porównywać. – Ogólnie mogę powiedzieć, że eliminacje są dużo trudniejsze od turnieju głównego. Zawodniczki w eliminacjach też są bardzo dobre, trzeba tam bardzo walczyć – mówiła. – Nie do końca czuję to, że w turnieju głównym doszłam już tak daleko. Z jakiegoś powodu jeszcze tego nie przetwarzam. Tylko skupiam się na każdym kolejnym meczu, nie czując do końca, że to mój wielki moment. Na pewno na to przyjdzie czas po turnieju. Na razie jestem szczęśliwa, ale przede wszystkim skupiam się dalej na pracy.
Zagraniczni dziennikarze chcieli zgłębić temat walki, którą Polka stoczyła poza kortem. Maja była pytana o depresję. Przypomnijmy, że nasza tenisistka w 2021 roku opublikowała w serwisach społecznościowych taki wpis:
"Ostatnie dwa lata były dla mnie bardzo trudne. Miałam wiele problemów zdrowotnych, przez co wycofywałam się z turniejów lub kreczowałam mecze. Te kilkanaście ostatnich miesięcy jest dla mnie ciężkie również pod kątem psychicznym. Od końca 2019 roku choruję na depresję. Pojawiające się nieustannie kontuzje na pewno nie pomagały mi poradzić sobie z tą chorobą. Próbowałam trenować i rywalizować, ale czułam jak to wszystko coraz bardziej mnie wykańcza i przytłacza. Doszłam do takiego punktu, w którym nie jestem już w stanie zmusić się do trenowania. Moja psychika i ciało dają mi sygnały do zrobienia przerwy i w końcu muszę je uszanować. Mam ogromne wsparcie ze strony bliskich i opiekę specjalistów, za co jestem ogromnie wdzięczna. Nadal kocham tenis, ale wrócę na kort, kiedy będę gotowa".
Jeden z dziennikarzy powiedział Mai, że teraz w ogóle nie wygląda na przytłoczoną. I poprosił, żeby opowiedziała, jak sobie poradziła.
- Na początku dawałam z siebie wszystko. Myślałam, że po prostu muszę być silna, twarda i dalej trenować. Ale potem już nie mogłam wstać z łóżka. Musiałam sobie zrobić przerwę od tenisa. Szczerze mówiąc, inaczej chyba nie byłabym w stanie dalej żyć. Nie wiedziałam czy wrócę – szczerze opowiadała Maja. W sali konferencyjnej panowała wtedy absolutna cisza. - Po kilku miesiącach zdecydowałam się wrócić i cieszę się, że to zrobiłam – dodała Maja.
Chwalińska była gotowa na Sabalenkę. Ale doszło do sensacji
W dalszej części konferencji Maja była pytana o Igę Świątek. - Polska zawodniczka, która dobrze wypadła w Paryżu? To brzmi znajomo - stwierdził jeden z dziennikarzy. - Czy otrzymujesz wskazówki i gratulacje od Igi? – zapytał.
– Oczywiście, Iga gratulowała mi wcześniej, a teraz może też, ale jeszcze nie sprawdzałam – odpowiadała Maja.
W polskojęzycznej części konferencji Chwalińska więcej mówiła o tym, jak generalnie stara się być "tylko tu", w Paryżu, na turnieju Rolanda Garrosa. – Szczerze mówiąc, za bardzo nie odczuwam szału wokół mnie. Może jestem w jakiejś swojej bańce, nie wiem. Ale myślę, że to kwestia wyborów. Podczas tego turnieju nie wchodzę do internetu i nic nie czytam. To mi bardzo pomaga. Chcę się skupiać tylko na grze – odpowiadała Maja.
Kiedy Chwalińska kończyła konferencję, wszystko wskazywało, że jej półfinałową rywalką będzie Aryna Sabalenka. Białorusinka wygrywała wówczas w ćwierćfinale z Dianą Sznajder 6:3, 4:1. Polka nie chciała przesądzać, że Sabalenka wygra, ale zapytana o ewentualne starcie z nią szczerze odpowiedziała: - Gdyby tak się stało, że zagram z liderką światowego rankingu, będzie to dla mnie świetne doświadczenie. Myślę, że fajnie byłoby zobaczyć, gdzie jestem w porównaniu z Aryną – usłyszeliśmy.
Ostatecznie w półfinale Rolanda Garrosa Chwalińska zmierzy się z Dianą Sznajder. Rosjanka (jest 23. w rankingu WTA) sensacyjnie odrobiła straty w meczu z Sabalenką i wygrała 3:6, 7:5, 6:0. Półfinał odbędzie się już w czwartek, najpewniej około godziny 17.