Mijało półtorej godziny gry w ćwierćfinale singla Rolanda Garrosa: Aryna Sabalenka - Diana Sznajder i Białorusinka prowadziła wysoko 6:3, 5:3. Wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się, tak jak przypuszczano, czyli w dwóch setach. Kibice już mogli rozmyślać, co Maja Chwalińska musi zrobić, by nawiązać walkę w półfinale z Sabalenką.
Wtedy nastąpił niesamowity zwrot w tym pojedynku. Rosjanka wygrała wtedy bowiem na przestrzeni drugiego i trzeciego seta aż dziewięć gemów z rzędu!
- Obóz Sabalenki przycichł. Co tu powiedzieć, jak ona całkowicie przestała grać. Nakrzyczała na nich i nic to nie dało - mówił komentator Eurosportu w momencie, gdy Sabalenka w decydującym secie przegrywała 0:3. Chwilę później po nieudanym woleju, Białorusinka długo przykucnęła przy siatce, w jej oczach pojawiły się łzy. Białorusinka wciąż nie mogła się podnieść. Po nieudanym forhendzie przegrywała 0:4 i była wściekła. Nerwowo odrzuciła piłkę, krzyknęła coś w stronę trybun i została wygwizdana przez kibiców. W szóstym gemie po błędzie z forhendu, krzyknęła najgłośniej w meczu.
- Rozpacz liderki. Jak można wygrać z Keys 6:0, to można też z Sabalenką - dodawali z uśmiechem komentatorzy Eurosportu.
Złość nie pomogła i Sabalenka sensacyjnie przegrała. Nie wygra zatem pierwszy raz w karierze Rolanda Garrosa i nie poprawi swojego najlepszego wyniku w turnieju (finał z ubiegłego roku). To Sznajder będzie rywalką Chwalińskiej w półfinale Rolanda Garrosa!
Zobacz także: Fibak zobaczył, co zrobiła Chwalińska. Tak ją nazwał
Sabalenka wygrała tylko 35 proc. punktów po drugim serwisie (rywalka aż 68 proc.), miała dwa razy więcej winnerów (46-25), ale też zdecydowanie więcej niewymuszonych błędów (57-26).