Maja Chwalińska przed rozpoczęciem rywalizacji w turnieju French Open zajmowała 114. miejsce w rankingu WTA. Polka w kwalifikacjach pewnie wygrała dwa pierwsze spotkania, a w decydującej potyczce opór postawiła jej Suzan Lamens, ale ostatecznie to nasza tenisistka weszła do drabinki głównej paryskiej imprezy. Wtedy nikt nie spodziewał się tego, że o 24-latce będzie mówił cały świat.
Tymczasem Chwalińska swoim stylem gry i pokonywaniem kolejnych - wyżej rozstawionych przeciwniczek - podbiła serca kibiców. Po trzech wygranych meczach w kwalifikacjach Polka dołożyła pięć kolejnych triumfów w drabince głównej i zameldowała się w półfinale. W tym czasie straciła zaledwie jednego seta - w starciu trzeciej rundy przeciwko Marii Sakkari.
W ćwierćfinale Chwalińska wygrała z Anną Kalinską 7:6 (3), 6:3. W pierwszym secie Polka prowadziła już 5:1, ale Rosjanka podjęła walkę i była w stanie doprowadzić do wyrównania. Pojawiło się zagrożenie, że zwycięży w tej partii. Kiedy jednak doszło do tie-breaka, to Chwalińska właściwie ją zamęczyła. W drugim secie Kalinska nie dała rady odrobić strat. Teraz pewne jest już, że nasza zawodniczka przesunie się na 30. pozycję w światowym rankingu.
Profil WTA w mediach społecznościowych podkreślił, że sen 24-latki jest kontynuowany. Zwrócono uwagę także na ważną ciekawostkę. Chodzi o to, że Chwalińska jest drugą kwalifikantką w historii Rolanda Garrosa, która weszła do półfinału.
Pierwszą była w 2020 roku Nadia Podoroska. Wówczas jej wspaniała droga zatrzymała się właśnie na półfinale, a jej rywalką w tej fazie turnieju była Iga Świątek, późniejsza zwyciężczyni French Open.
Chwalińska natomiast w półfinale nieoczekiwanie zagra z Dianą Sznajder, która pokonała liderkę światowego rankingu Arynę Sabalenkę 3:6, 7:5, 6:0. Pojedynek Polki z kolejną Rosjanką już w czwartek ok. godziny 17:00.