Maja Chwalińska jest największą sensacją tegorocznego Roland Garros. Polka w kapitalnym stylu przebrnęła kwalifikacje, a następnie "rosła z meczu na mecz", odprawiając z drabinki turniejowej takie tenisistki jak Maria Sakkari, Diane Parry czy Anna Kalinska w ćwierćfinale.
Przed rozpoczęciem turnieju wszystkie oczy polskich kibiców tenisa skierowane były na osobę Igi Świątek. 25-latka z Raszyna nie zdołała jednak dotrzeć do ćwierćfinału, gdyż została zatrzymana na etapie czwartej rundy przez Martę Kostiuk (5:7, 1:6). Dość nieoczekiwanie zza jej pleców wyłoniła się nowa bohaterka znad Wisły, 24-letnia Maja Chwalińska. Dąbrowianka debiutuje w drabince głównej imprezy w Paryżu, a to, co tam wyczynia, zwala z nóg obserwatorów tenisa.
Nie inaczej było w meczu z Kalinską. Polka świetnie otworzyła spotkanie, prowadząc 5:1. Wówczas do głosu nieoczekiwanie doszła Rosjanka, która doprowadziła do wyrównania, a w dalszej fazie do decydującego o losach seta tie-breaka. W nim zimną krew zachowała pochodząca z Dąbrowy Górniczej zawodniczka, wygrywając decydującego gema 7-3.
W drugiej odsłonie ponownie znakomity początek zanotowała Maja, otwierając wynik partii rezultatem 4:1. Tym razem odrobiła lekcję z poprzedniego seta i nie dopuściła przeciwniczki do odrobienia strat, choć obydwie panie przełamywały się wzajemnie od wspomnianego wyniku. Tym samym to Polka wylądowała w najlepszej "czwórce" turnieju w Paryżu.
Tuż po ostatniej akcji, kiedy to Rosjanka wyrzuciła piłkę poza końcową linię, Chwalińska nie kryła radości z awansu do półfinału. Podczas tradycyjnego podziękowania za grę zawodniczki nie szczędziły sobie życzliwości, zbijając klasyczne piątki i zamieniając kilka słów.
Maja Chwalińska mecz półfinałowy rozegra w czwartek. Jej rywalką będzie triumfatorka spotkania pomiędzy Aryną Sabalenką a Dianą Sznajder.