Genialny mecz Chwalińskiej! Ona jest niesamowita

Radosław Leniarski
Po dramatycznym meczu Maja Chwalińska awansowała do półfinału Rolanda Garrosa. W najważniejszym meczu w karierze pokonała Annę Kalinską 7:6 (3), 6:3.
Fot. Benoit Tessier / REUTERS

Było to wielkie zwycięstwo wirtuozerskiej, inteligentnej gry w siłowym świecie nowoczesnego tenisa. Polka mijała Rosjankę, przerzucała ją, zmuszała do biegania wte i we wte, jakby to nie ona musiała grać swój ósmy mecz w Paryżu. Jeszcze nigdy nie grała nawet w 3. rundzie turnieju Wielkiego Szlema, a dziś po kapitalnej walce wywalczyła półfinał! Już w czwartek zmierzy się w nim z Rosjanką Dianą Sznajder (WTA 23), która sensacyjnie pokonała Arynę Sabalenkę.

Spójrzmy na zimno, choć to trudne: Chwalińska stała się szóstą "kwalifikantką" w erze Open, która dotarła do półfinału Wielkiego Szlema. Jest to dopiero jej trzeci występ w drabince głównej turnieju wielkoszlemowego i pierwszy w Paryżu. Przed Roland Garros nigdy nie pokonała tenisistki z pierwszej pięćdziesiątki rankingu, a teraz wygrała już z trzema. Już dziś wiadomo, że grając w półfinale zarobi 750 tys. euro.

Fot. Stephane Mahe / REUTERS

- Nie wiem co się dzieje - powiedziała po meczu i faktycznie tak wyglądało. Jej spokój po niewyobrażalnym sukcesie był imponujący, ale najbardziej przypominał szok. Od początku sezonu 2025 do dziś Maja wygrała zaledwie osiem spotkań w turniejach głównych WTA Tour, w tym pięć w tym Rolandzie Garrosie! - Wyśpię się, obejrzę coś na Netfliksie i będę gotowa - powiedziała o następnym meczu, dziewiątym w turnieju, znów największym, najważniejszym w karierze.

Anna Kalinska - Maja Chwalińska. Kto się szybciej dostosował w ćwierćfinale

Dzisiejszy ćwierćfinał zaczęło się niebyt dobrze dla Polki, bo od straty serwisu w pierwszym gemie – świetnie poruszająca się po korcie Kalinska (WTA 24), dobiegała do piłek rzucanych w różnych kierunkach i w różnym tempie przez Chwalińską (WTA 114) i odpychała ją poza linię końcową. Wydawało się, że znalazła na Polkę sposób. Ale nie, nie znalazła, co się okazało w kolejnych minutach meczu, bo Chwalińska "odłamała" na 1:1, w bardzo dziwnym pierwszym secie ćwierćfinału.

Obie musiały się bardzo szybko przystosować do warunków - nowych w tegorocznym turnieju. Od rana w Paryżu było bardzo wietrznie, nawet na płycie kortu Philippe’a Chatriera. Pomagało to Polce w jej kombinacyjnej grze i na pewno przeszkadzało Rosjance przy serwisie (pięć podwójnych błędów serwisowych).

Było chłodno, nad kortem otworzono jednak dach. Oznaczało to, że wilgotna mączka nieco wyschła, co również sprzyjało Chwalińskiej: piłka po jej oryginalnych kozłach odbijała się wyżej, a więc była trudniejsza do zaatakowania przez Rosjankę. Kalinska radziła sobie, uderzając piłkę wcześniej, gdy ta się wznosiła. Udawało się to w kratkę, bo nie należy do artystek tenisa. Chwalińska wygrała pięć gemów z rzędu, często karcąc Rosjankę za siłowy tenis wirtuozerskimi skrótami i lobami. Objęła prowadzenie 5:1.

Zobacz wideo 14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach

Kalinska musiała się zaadaptować nie tylko do wiatru i stylu rywalki, ale i do jej leworęczności – dzięki odwrotnej postawie Chwalińska nie tylko częściej może serwować na zewnątrz kortu. Praworęczni – jak w boksie – znacznie rzadziej walczą o zwycięstwo z leworęcznymi niż odwrotnie, a więc łatwiej ich zaskoczyć.

Z czasem Kalinska dostosowywała się coraz lepiej do warunków i gry rywalki. I to ona – korzystając ze swojego potężnego bekhendu - wygrała kolejno cztery gemy, broniąc dwóch piłek setowych, odrabiając straty na 5:5 i doprowadzając do tie-breaku. A tam Chwalińska wycisnęła wszystkie soki z Rosjanki, wymordowała ją, zabiegała przeraźliwie długimi wymianami, i wygrała set 7:6 (7:3).

Anna Kalinska - Maja Chwalińska. Drugi set, wiatr się wzmaga

Rosjanka nie należy do specjalistek od gry na mączce, ze względu na styl gry: jest to zwykle szybki, płaski tenis, nie dający zbyt dużo czasu rywalkom na złożenie się do odpowiedzi. Taka gra znacznie lepiej sprawdza się na twardych nawierzchniach i trawie. W tym roku, dzięki fantastycznemu – i zaskakującemu również dla niej - występowi w Paryżu, jej bilans zwycięstw i porażek na ziemi jest dodatni, ale w poprzednich latach było zwykle odwrotnie.

Chwalińska z pewnością o tym wiedziała przed meczem, choć przecież nigdy w karierze się nie mierzyły. Choć Kalinska w drugim secie próbowała grać tak jak Polka, jednak nie robiła tego tak skutecznie. Traciła własne podania i Chwalińska objęła prowadzenie 2:1, 3:1 i 4:1. Prowadziła w drugim secie z przewagą dwóch przełamań, czyli tak jak w pierwszym. No, bo przecież w dzisiejszym tenisie nikt nie umie grać tak, jak drobna Maja gra z konieczności. Używała z kapitalną skutecznością swojego stylu - własnego, unikalnego, wykoncypowanego na kortach w Dąbrowie Górniczej i Bielsku-Białej, trudnego do rozszyfrowania przez rywalki. Stylu bardzo defensywnego - wśród ćwierćfinalistek Polka zdobywała najwięcej punktów z defensywy, Kalinska najmniej. Dzięki niemu Maja Chwalińska pokonała wcześniej m.in. mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng (olimpijski finał odbył się na tym samym korcie Philppe'a Chatriera), byłą nr 3 na świecie Marię Sakkari i Francuzkę Diane Parry.

Dodatkowo, po naprawdę ciężkich i długich wymianach, złożonych z blisko 30 uderzeń, Rosjanka wyglądała na coraz bardziej zmęczoną, choć przecież w Paryżu spędziła na korcie ponad dwukrotnie mniej czasu. Dla Chwalińskiej był to ósmy mecz na turnieju, dla Kalinskiej piąty!

Rosjanka wielokrotnie pokazywała, że umie walczyć. W swoim poprzednim meczu wygrała, broniąc dwóch piłek meczowych.

Pokazała wolę walki i teraz. Przełamała serwis Polki na 4:2 (działo się tak na ogół wtedy, gdy Chwalińska podawała pod wiatr), częściowo odzyskując stracony teren. Ale tylko na chwilę. Zaraz Polka odzyskała przewagę na 5:2 i serwowała po zwycięstwo. W ostrej walce na przewagi Rosjanka utrzymała się w meczu, odzyskała stratę jednego podania - zbliżyła się do Polki na 5:3. Chwilę później przy podaniu Rosjanki to Chwalińska miała piłkę meczową, I wykorzystała ją!

Anna Kalinska, trochę inna Rosjanka

Na koniec słowo o pokonanej, bo to ciekawy przypadek. 

Kalinska jako jedna z bardzo nielicznych rosyjskich tenisistek wypowiedziała się przeciwko wojnie. 8 marca 2022, czyli dosłownie kilkanaście dni po inwazji Rosji na Ukrainę, zagrała w Indian Wells w butach z odręcznym napisem „No war". Od tego czasu nie wycofała się z tych słów, ale i nie wypowiadała się w sprawie wojny, do czego zapewne przyczyniło się zaostrzenie prawa o cenzurze wojennej, który Putin podpisał wieczorem 5 marca, tuż przed występem Kalinskiej w Stanach Zjednoczonych.

Dosłownie pięć miesięcy później Kalinska była niemym świadkiem wielkiego skandalu. Grała przeciwko Anastasji Potapowej w Cincinnati. W pewnej chwili jej rywalka - krajanka z Moskwy - zgłosiła sędziemu, że na trybunach jest osoba z ukraińską flagą. Wkrótce po interwencji Potapowej, osoba z flagą została wyproszona z trybun przez ochronę.

Incydent nie wpłynął na przyjaźń Kalinskiej i Potapowej. Są najlepszymi przyjaciółkami.

Radosław Leniarski
Więcej o: