- Na pewno Marta Kostiuk powalczy z Igą Świątek o wygranie więcej niż jednego seta - zapowiadała Jolanta Rusin-Krzepota w rozmowie ze Sport.pl. Choć 23-letnia tenisistka znakomicie radzi sobie w tym sezonie na mączce - tytuł w Rouen i Madrycie - to nieco obawiała się starcia z Polką. Tym bardziej że jak dotąd nigdy z nią nie wygrała. Obawy były zbędne, bo w czwartej rundzie Roland Garros pokonała Świątek. Ba, następnie rozprawiła się z Eliną Switoliną i awansowała do półfinału!
Z pewnością Rusin-Krzepota, która obecnie współpracuje z Kostiuk, ma spory udział w jej sukcesie, ale wydaje się, że zdecydowanie większy ma... Sandra Zaniewska, jej aktualna trenerka. - Cóż, myślę, że obie możemy być w tej współpracy sobą, obie czujemy się swobodnie. Mamy bardzo podobne poczucie humoru, robimy i opowiadamy sobie wiele bardzo głupich żartów. Takich, które prawdopodobnie tylko my rozumiemy - mówiła Kostiuk przed meczem ze Świątek. Po awansie do półfinału pytanie o relacje z trenerką powróciło.
Ukrainka opowiedziała o początkach współpracy. Wspomniała, że bardzo dużo płakała na pierwszych treningach. Wtedy zaskoczył ją sposób reakcji Zaniewskiej na to zachowanie. - Wszyscy poprzedni trenerzy wściekliby się na mnie już podczas drugiego treningu, mówiliby, że muszę się zmienić, że w ten sposób to nie zadziała. Traciliby panowanie nad sobą. Tymczasem ona nie powiedziała na ten temat ani jednego słowa - mówiła Kostiuk, cytowana przez WP SportoweFakty.
- W mojej głowie szalała burza, a ona pozwoliła mi być tym, kim jestem - kontynuowała, mówiąc ze wzruszeniem o współpracy z Zaniewską. - Czułam się przy niej bardzo komfortowo. Prawdopodobnie pierwszy raz czułam się tak swobodnie w obecności trenera - nie tylko jako tenisistka, ale po prostu - po ludzku. To jest powód, dla którego kontynuowaliśmy pracę - ujawniła.
Zobacz też: Nikt nie wiedział, przez co przechodziła. Ojciec Chwalińskiej opowiedział wszystko.
Ukrainka podkreśliła, że wiele zawdzięcza obecnej trenerce. - Nie pracujemy ze sobą od jednego czy dwóch sezonów, lecz znacznie dłużej. Mamy teraz na swoim koncie o wiele więcej sukcesów i uważam, że ona w pełni na nie zasługuje. Włożyła całą duszę w pracę ze mną. Bardzo mnie zmieniła jako człowieka. (...) Na pewno nie byłoby mnie tutaj gdyby nie ona - deklarowała. - Kiedy zdarzyły się dwa miesiące, podczas których wygrałam raptem trzy mecze, wiedziałam doskonale, że nasza wspólna praca przyniesie efekty. No i proszę - jesteśmy tutaj - podsumowała, wyraźnie rozemocjonowana.
I do tych emocji ma prawo. Po raz pierwszy awansowała do półfinału turnieju wielkoszlemowego. Jak dotąd jej najlepszym wynikiem był ćwierćfinał Australian Open. Czy uda jej się zakwalifikować do finału Roland Garros? Teraz na jej drodze stanie Mirra Andriejewa. Panie miały okazję rywalizować w tegorocznej imprezie w Madrycie. Ba, spotkały się w finale, a tam Kostiuk dość łatwo rozprawiła się z Rosjanką. Czy teraz będzie podobnie? Ukrainka jest rozpędzona - w tym sezonie na mączce jeszcze nie przegrała!