Sport.pl +

Chwalińska: "Może i jestem odmieńcem". W Paryżu dzieją się niesamowite rzeczy

Łukasz Jachimiak
Maja Chwalińska
screen z https://www.youtube.com/@TennisActuTV

Maja Chwalińska pierwszy raz w życiu zagrała na największym korcie Rolanda Garrosa, a później po raz pierwszy miała konferencję w największej sali. Tu i tu poradziła sobie świetnie. Mimo że zgadza się, że jest odmieńcem. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.

Maja Chwalińska awansowała do ćwierćfinału Rolanda Garrosa, pokonując 6:3, 6:2 Francuzkę Diane Parry. Przed około 13 tysiącami francuskich kibiców Polka zaprezentowała kapitalny tenis. Grała tak samo świetnie, jak w poprzednich rundach, na dużo mniejszych kortach. Konferencja w sali z miejscami siedzącymi dla 118 dziennikarzy (zajęta była mniej więcej jedna trzecia miejsc) też nie wybiła Mai z uderzenia, mimo że wcześniej przysiadaliśmy z nią w przestrzeniach, w których stało najwyżej 10-15 krzeseł. - To dla mnie zdecydowanie duża niespodzianka. Jestem przeszczęśliwa. Cieszę się tym momentem, który mam dzisiaj, ale jutro zacznę już przygotowania do kolejnej rundy – stwierdziła Polka, witając się z zagranicznymi dziennikarzami.

W pierwszej części konferencji reporterzy z różnych stron świata chcieli poznać naszą sensacyjną ćwierćfinalistkę. Mówili Mai, że uwielbiają takie historie i pytali, czy miała w tym sezonie szczególny moment, w którym wszystko zaczęło jej się tak świetnie układać. - Cóż, miałam w tym roku kilka turniejów, w których czułam, że mój poziom się poprawia, to na pewno. Momenty były, ale nie spodziewałam się tu ćwierćfinału. Chociaż tak, czułam, że idę w dobrym kierunku – mówiła Polka, która w kwietniu wygrała turniej WTA 125 na mączce w Oeiras.

- Moim celem na ten sezon było wejście do pierwszej setki rankingu. Jestem bardzo szczęśliwa, że już go osiągnęłam. Ale dalej jestem głodna – mówiła, gdy pytano ją, jak się czuje z tym, że już wkrótce będzie grała w wielkich szlemach bez konieczności przebijania się przez eliminacje.

Chwalińska jest jeszcze w rankingu WTA 114., ale po Rolandzie zanotuje ogromny awans. W tym momencie w rankingu Live zajmuje 49. miejsce.

Zobacz wideo Łukasz Piszczek ambasadorem Sport.pl+

Maja mówiła też, że jest wdzięczna za to, że zagrała na pięknym korcie przed francuską publiką, która zachowywała się wobec niej bardzo ładnie. Oraz że cieszy się na wieść o powrocie do tenisa Sereny Williams (w czerwcu wystąpi w Londynie w turnieju Queen's Club Championships, tworząc debel z Victorią Mboko), bo jej mecze były pierwszymi, jakie oglądała, gdy zakochiwała się w tenisie.

Chwalińska opowiadała też, że dobrze jej w roli tenisistki mało znanej, bo nie czuje wielkiej presji, występując przeciw uznanym zawodniczkom. A że jest dla nich groźna, to – jak mówiła – zasługa zmian w treningu, między innymi podjętej rok temu współpracy z Maciejem Ryszczukiem, trenerem przygotowania fizycznego od lat związanym zawodowo z Igą Świątek.

Maja kilka słów poświęciła też sponsorowi swojej przyjaciółki. – Miałaś problem z opłaceniem hotelu po przedłużeniu pobytu, bo czek na nagrodę dostaniesz dopiero po turnieju – zauważał jeden z dziennikarzy. – Powiedziałam coś głupiego, ale to się rozwinęło w coś zabawnego – śmiała się Chwalińska. Po meczu z Sakkari Maja rzeczywiście żartowała w rozmowie przeprowadzanej od razu na korcie, że będzie teraz miała kłopoty logistyczne. – Po tej mojej wypowiedzi zgłosiła się polska firma, Oshee i jestem za to bardzo wdzięczna – tłumaczyła.

Zapytaliśmy Chwalińską o stres. Tak odpowiedziała

Po części anglojęzycznej zapytałem Chwalińską o stres. Maja od początku sprawia wrażenie osoby, która w tym turnieju świetnie sobie radzi z napięciami. Czy je w ogóle odczuwa? Czy przygotowując się do meczu z Parry obawiała się choć trochę, jak to będzie zagrać przed kilkunastoma tysiącami francuskich kibiców? Albo czy przed konfrontacją z Sakkari myślała o tym, że to była numer trzy światowego rankingu?

- Oczywiście, że się stresuję. Stres jest, bo mi zależy. Ale radzę sobie z nim. Jak? Tak, że go akceptuję. Uważam, że to jest normalne. I myślę, że właśnie to jest klucz. A też fajnie jest mieć fajnych ludzi wokół siebie, którzy cię wspierają i o których wiesz, że obojętnie jaki będzie wynik, to oni cały czas będą przy tobie i będą cię wspierać. To jest bardzo pomocne – wyjaśnia Maja.

Chyba na odstresowanie Chwalińska została zapytana, jak skomentuje to, co wymyślił jej menedżer. Piotr Szczypka zapowiedział dziennikarzom, że wskoczy do Sekwany, jeśli Maja wygra Rolanda Garrosa. - On wskoczy, tak? A niech sobie wskoczy – śmiała się tenisistka.

Od wspomnianego menedżera usłyszeliśmy, że już osiągnięty sukces bardzo pomoże w rozwoju kariery Mai. A ją samą prosiliśmy, żeby powiedziała, na ile w ogóle w tym momencie myśli o takich sprawach. - Jeszcze tego nie odczuwam, bo turniej się jeszcze nie skończył. Jeszcze się dla mnie nic nie zmienia. Ale jestem świadoma tego, że już mam pewne miejsce w turniejach głównych wielkich szlemów przez w sumie nie wiem jaki czas, bo nie jestem dobra w takich obliczeniach [na pewno na US Open 2026 i Australian Open 2027, natomiast w Wimbledonie 2026 Maja będzie musiała grać kwalifikacje, o ile nie dostanie dzikiej karty]. To mi na pewno daje spokój. Finanse oczywiście też są ważne, duża nagroda [Maja zapewniła sobie już 470 tys. euro premii] daje poczucie bezpieczeństwa – usłyszeliśmy.

Na koniec Maja została zapytana czy czuje się trochę tenisowym odmieńcem, bo prezentuje wyjątkowy styl. - Nie wiem, czy nikt tak nie gra, ale faktycznie na pewno niewiele osób. Czy jestem odmieńcem? Zdaję sobie sprawę z tego, że gram inaczej i może też troszkę inaczej widzę tenis niż większość zawodniczek. Staram się myśleć na korcie najwięcej jak się da. Nie zawsze mi to wychodzi, ale tak, może i jestem tym odmieńcem, nie ma problemu – zakończyła Maja Chwalińska.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...