Niesamowite, co zrobiła Chwalińska! "Od 20 lat nikt tak nie grał"

Court Philippe Chatrier to święta ziemia francuskiego sportu. Najpiękniej w historii stąpał po niej Rafael Nadal. Przed swoim pierwszym w życiu występem na tym obiekcie Maja Chwalińska zrobiła zdjęcie odcisku stopy 14-krotnego mistrza Rolanda Garrosa. A później pewnym krokiem poszła do ćwierćfinału tegorocznego turnieju! Francuzce Diane Parry nie pomógł nawet doping 12-13 tysięcy rodaków. Chwalińska wygrała 6:3, 6:2! Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.
TENNIS-FRENCHOPEN/
Fot. REUTERS/Stephane Mahe

Pisanie w kontekście Mai Chwalińskiej o "Kopciuszku" na pewno nie jest szczytem oryginalności. Mimo to właśnie tak historię Polki we French Open 2026 przedstawia coraz więcej dziennikarzy z całego świata.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Na meczu Chwalińskiej z Diane Parry całkowicie wypełnione była duża trybuna prasowa. Trybuny Court Philippe Chatrier mogą pomieścić 15 225 osób i choć nie wszystkie miejsca zostały zajęte, to i tak zdecydowanie czuło się, że tam w dole, na ceglanej mączce, toczy się duży mecz.

Chwalińska chłonęła tę wyjątkowość. Była absolutnie gotowa

Kilka godzin przed meczem, jeszcze na pustym korcie, Maja Chwalińska fotografowała odcisk stopy Rafaela Nadala (Tu można zobaczyć nagranie). Polka zrobiła to przy okazji zwyczajowego treningu na zapoznanie się z warunkami. Nic dziwnego, że czuła wagę tego momentu. Po latach marzeń o występach na największych tenisowych arenach świata, wreszcie na to sobie zapracowała.

Duma, radość, poczucie czegoś wyjątkowego – to wszystko czujemy chyba my wszyscy, którzy lubimy sport i kibicujemy takim postaciom, jak Maja.

Wielki  "L’Equipe" poświęcił Chwalińskiej tekst. Przedstawił ją światu, informując, że pokonała swoje demony – depresję. Turniejowe pismo "Le Quotidien" szkicując profil naszej tenisistki podkreśliło, że Maja potrafi wprawić w zakłopotanie każdą rywalkę.

Świat odkrywa to, czym my zachwyciliśmy się chwilę wcześniej. Piszę "chwilę wcześniej", bo tak naprawdę do Rolanda Garrosa 2026 niewiele osób w Polsce wiedziało, że kilkanaście lat temu Iga Świątek i Maja Chwalińska były niemal nierozłącznym duetem tenisowych talentów, z podobnymi wróżbami na przyszłość. Owszem, prawdziwi znawcy tenisa nie przestawali wierzyć, że ta mniejsza i drobniejsza z utytułowanych juniorek kiedyś też podbije świat. Ale czas mijał, a tak się nie działo i tych wierzących ubywało.

W 2022 roku Maja doszła do drugiej rundy Wimbledonu. W 2025 roku wystąpiła w pierwszej rundzie Australian Open. I koniec. Tylko tyle wielkoszlemowych sukcesów aż do teraz miała na koncie nasza już 25-latka. O wiele więcej przeżyła kontuzji, chorób i zwątpień. Tych ostatnich doświadczała zwłaszcza od innych ludzi. Cóż, najważniejsze, że sama nie straciła wiary.

Czwarta runda z Parry to był dla Chwalińskiej już siódmy mecz w Rolandzie Garrosie 2026. Siódmy mecz w turnieju głównym to finał, ale Maja trzy spotkania rozegrała w eliminacjach. Wspięła się do głównej drabinki bez straty seta. Następnie gładko pokonała mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng i 21. w światowym rankingu Elise Mertens. Z nie tak dawną numer trzy rankingu WTA, Marią Sakkari (obecnie nr 49), odwróciła przegrany już zdawałoby się mecz (było 1:6, 1:2 i Greczynka serwowała). Czy robiąca takie rzeczy dziewczyna z dopiero 114. miejsca w światowej hierarchii mogłaby nie zostać za to doceniona? Jaki szacunek zdobyła Maja, pokazywały przewidywania przed jej meczem z Parry.

Francuzka świat wielkiego tenisa zna już dużo lepiej niż Polka. Choć jest od Chwalińskiej młodsza o rok i też po raz pierwszy w karierze doszła do gry o wielkoszlemowy ćwierćfinał, doświadczenie i sukcesy ma zdecydowanie większe. Wcześniej już pięć razy była w trzecich rundach Wielkich Szlemów – po chociaż razie w każdym, czyli w Australian Open, Rolandzie Garrosie, Wimbledonie i US Open. Parry jest wszechstronna, też ma ciekawy tenis, jest wyżej notowana (92 WTA), grała u siebie i dopiero co wyrzuciła z turnieju szóstą tenisistkę światowego rankingu, Amandę Anisimovą. W teorii powinna uchodzić za faworytkę meczu z Chwalińską. A jednak bukmacherzy stawiali na Polkę. Bo to Maja zachwyciła we wcześniejszych rundach bardziej. Ona po prostu zyskała status największej rewelacji tegorocznego French Open.

Francuzi śpiewali dla Parry, a didżej zagrał dla Chwalińskiej

Już sam początek jej starcia z Parry pokazał, że to tytuł zasłużony. Pewne akcje Polki na 15:0, 30:0 i 40:0 sprawiły, że trybuny wypełnione wtedy około 10 tysiącami Francuzów (później jeszcze ich przybyło) milczały. Aż się zastanawialiśmy, czy to aby na pewno Paryżanie przyszli na ten mecz. Upewniliśmy się dopiero w drugim gemie, gdy Perry wyrównała na 1:1. "Parry est magique" (Parry jest magiczna) – śpiewali wtedy miejscowi kibice.

Ale my już czuliśmy, że Chwalińska pokaże swoje czary. Od pierwszych punktu meczu było widać, że Maja dalej będzie grała "swoje" w tym turnieju i że nic jej nie rozproszy. Chwalińska była skupiona, zdeterminowana, pewna siebie. Pokazywała, jak bardzo chce iść po więcej. I że jest na to gotowa.

Maja dyktowała w tym meczu warunki i nie zrażała się, kiedy to się nie przekładało na wynik. Piłki na przełamanie na 4:2 jeszcze nie wykorzystała, ale wkrótce wypracowała sobie okazję, żeby odskoczyć na 5:3 i to zrobiła. A po 47 minutach zamknęła pierwszy set, serwując. Zrobiła to pewnie. Przy 5:3 i 40:0 dla Polki Francuzka, wspierana przez rodaków, jeszcze próbowała walczyć, ale ugrała tylko jeden punkt. Drugi, już wykorzystany, setbol Mai wzbudził taką radość naszych rodaków, że z trybun przebijało się "Brawo, Maja!", "Masz to, Maja!".

"One more time!" – popłynęło z głośników na Court Philippe Chatrier między pierwszym a drugim setem. Didżej zareagował idealnie, stawiając na numer Daft Punk. "Jeszcze raz będziemy świętować… Nie przestawaj tańczyć" – ten tekst brzmiał jakby był wyśpiewywany na nasze, polskie zamówienie. Z dedykacją dla Mai i dla tych, którzy ją tu wspierali.

Był ze Świątek, a teraz został z Chwalińską. Ryszczuk jedną z kluczowych postaci

Wśród wspierających Maję najmocniej jest Maciej Ryszczuk. W niedzielę z Rolanda Garrosa odpadła Iga Świątek, a ekspert od przygotowania fizycznego, który od lat z nią pracuje, zdecydował, że zostaje. - Zostanę w Paryżu tak długo, jak Maja będzie w turnieju – mówił Ryszczuk w rozmowie ze Sport.pl.

Jak długo to będzie? Marzy nam się, że do samego końca, do sobotniego finału. -  To bardzo radosny, ale również wymagający czas, ponieważ Maja rozegra już siódmy mecz w Paryżu i trzeba odpowiednio tym zarządzić  - trochę studził emocje Ryszczuk. Ale też dodawał: - Jestem z niej niezwykle dumny.

„Na tym korcie nikt tak nie grał od co najmniej 20 lat"

My też jesteśmy z Mai dumni! Te skróty, loby, minięcia – tak pięknie, tak lekko Chwalińska wygrywała z Parry. W takim tenisie na pewno zakocha się każdy, kto dopiero poznaje dyscyplinę. I każdy, kto ogląda ją na tyle długo, by – jak redaktor naczelny "Tenisklubu" Adam Romer - mieć pełne prawo zawyrokować: - Przecież na tym korcie nikt tak nie grał od co najmniej 20 lat!.

Chwalińskiej jesteśmy wdzięczni za wrażenia estetyczne, a jeszcze bardziej za to, jak nas inspiruje. Za dwa dni w ćwierćfinale zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską (24 WTA). Znowu nie będzie miała nic do stracenia. Na pewno znów jej trener Jaroslav Machovsky (Czech) przygotuje odpowiednią taktykę, a Maja jest w takiej formie, że będzie umiała realizować założenia. I postawić się kolejnej tenisistce z czołówki, do której tak długo się dobijała. Teraz Maja tę czołówkę szturmuje. Po wygranej nad Parry jest już na 48. miejscu rankingu Live WTA! I zarobiła w Paryżu już 470 tysięcy euro. Zastanawiającym się, czy na więcej pozwoli jej zdrowie, Maja na pewno wkrótce powie (na konferencji prasowej), że jak najbardziej. A teraz, mimo obandażowanych ud, będzie nam w to uwierzyć tym łatwiej, że do dyspozycji Mai jest wspomniany Ryszczuk.

Chwalińska pracuje z nim od roku. I widać, jak wiele jej to dało. Mocniejsza sylwetka, większa wytrzymałość – tego Mai było trzeba. To dołożone do bazy w postaci pięknego tenisa i ogromnej inteligencji oraz determinacji daje teraz tak piękny efekt. Podziwiamy to wszyscy, prawda? I wszyscy powtarzamy w duchu: "Niech to trwa". Maja, musisz! – aż chciałoby się zakrzyknąć. Ale nie, wcale nie musisz. Teraz na pewno już wiesz, że możesz. Maja, możesz wszystko!

Więcej o: