Iga Świątek chwaliła swój drugi serwis, ale rywalki wiedziały swoje. Opowiadała, że znów cieszy się tenisem, ale my z bliska nie widzieliśmy na jej twarzy uśmiechu. Niestety, to nic dziwnego, że polskiej multimistrzyni Rolanda Garrosa już nie ma w tegorocznym turnieju. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasz Jachimiaka.
Emerson Jones ma 17 lat i w Paryżu debiutowała w Wielkim Szlemie. Na uświęconą mączkę Rolanda Garrosa Australijka wyszła bez żadnego doświadczenia, ale też bez respektu dla wielkiej Igi Świątek. Skoro nawet 136. tenisistka światowego rankingu wchodziła w kort, czekając na drugi serwis Polki, żeby atakować, o czym to świadczy? Cóż, to łatwa zagadka: dziś Igi Świątek już nikt się nie boi.
No dobrze, może to przesada. Pewnie są tenisistki, które mecz ze Świątek przegrałyby już w szatni. Ale dobrze pamiętamy, jak dwa lata temu Polka wygrywała tu Rolanda Garrosa po raz ostatni (czwarty) i jak się tamten turniej zaczynał. Gdy Francuzka Leolia Jeanjean dowiedziała się, że po przejściu kwalifikacji w pierwszej rundzie turnieju głównego spotka się z broniącą mistrzostwa Igą, w serwisie społecznościowym publikowała płaczące emotikony. A dziennikarzom mówiła, że jest rozczarowana, bo chciałaby mieć chociaż trochę szczęścia w losowaniu i choć minimalne szanse na korcie.
Świątek i Roig wcale tego nie wypracowali. To były pobożne życzenia
Z Jeanjean dwa lata temu Świątek wygrała 6:1, 6:2 i teraz z Jones też wygrała 6:1, 6:2. Ale wtedy zaczynała turniej z myślą o wygraniu go trzeci raz z rzędu i czwarty w życiu. A teraz przyjechała do Paryża nie jak do siebie, choć widzieliśmy, jak bardzo chciała wierzyć, że znów będzie pięknie.
W kompletnie nieudanym meczu z Martą Kostiuk w czwartej rundzie Świątek (5:7, 1:6) zrobiła aż 39 niewymuszonych błędów. Przy zaledwie 13 winnerach. Czyli jej pomysłem znów było ryzykowanie. Jak to możliwe, że nie sprawdziło się raz, drugi, trzeci i dziesiąty, ale Świątek znów spróbowała? To chyba nie takie proste.
Bardziej wygląda na to, że życiowej perfekcjonistce Idze Świątek na korcie często włącza się syndrom prymuski. Od długiego już czasu ma taki problem, że raczej chce poprawić to, co robi źle, niż całkiem zmienić pomysł i spróbować inaczej. W końcówce pracy z Wimem Fissettem psuła na potęgę, idąc właśnie taką ścieżką. Od dwóch miesięcy jej trenerem jest Francisco Roig i już wydawało się, że Hiszpan przekonał Igę, żeby grała spokojniej, ale teraz okazało się, że to były tylko nasze pobożne życzenia.
Alarmowaliśmy. Było widać, że Świątek ma poważne kłopoty
Skoro przywołujemy statystykę niewymuszonych błędów Polki w meczu z Kostiuk, to dodajmy, że Ukrainka dostała od Igi niemal równo połowę swoich wygranych punktów (39 z 79). I tu podkreślmy, że alarm włączył się już dobrą chwilę wcześniej. I że był powszechne bagatelizowany.
W drugiej rundzie, przeciwko Sarze Bejlek, Świątek popełniła 38 niewymuszonych błędów. A Czeszka wygrała w całym meczu 48 punktów (czyli sama wypracowała 10). Po tamtym występie Igi pisaliśmy, że błędów jest niepokojąco dużo, a Iga mówiła, że to w sumie nieważne, bo rywalka grała trudne do ataku piłki, a w tych najtrudniejszych momentach ona, czyli Iga, i tak podjęła dobre decyzje.
Przyjrzymy się statystykom Świątek z tego Rolanda Garrosa trochę bliżej. Zacznijmy od winnerów i niewymuszonych błędów. Mecz po meczu:
- 17:16 z Jones
- 17:38 z Bejlek
- 13:17 z Linette
- 13:39 z Kostiuk
W sumie to 60 uderzeń kończących i 110 niewymuszonych błędów. Czyli Świątek zagrała w tym Rolandzie na minus 50. Czy trzeba mówić więcej? Przecież to się samo komentuje.
A teraz popatrzmy na liczbę przegranych przez Świątek własnych gemów serwisowych:
- 2 z Jones
- 4 z Bejlek
- 3 z Linette
- 6 z Kostiuk
To w sumie 15 przełamań. Czyli średnio Świątek traciła prawie cztery podania na mecz. Przypomnijmy, że kiedy wygrywała Wimbledon 2025, była przełamywana średnio 0,8 raza na mecz.
Wimbledon 2025 to chyba ostatni turniej, w którym Świątek miała naprawdę dobry serwis. W trakcie Rolanda Garrosa 2026 sama uśmiechała się zdziwiona, gdy jeden z zagranicznych dziennikarzy nazwał ją jedną z najlepiej serwujących zawodniczek świata. Zrobił to z grzeczności, takim stwierdzeniem poprzedził pytanie o gorszy serwis Igi w którymś z meczów. Bodaj tym z Bejlek. Wtedy Świątek przyznała, że nazajutrz na treningu będzie musiała nad serwisem popracować. Ale już rundę później wprawiła nas w zdumienie, gdy i w anglo-, i w polskojęzycznej części konferencji opowiadała, że szczególnie jest zadowolona ze swojego drugiego podania.
Kostiuk do drugich serwisów Świątek wchodziła w kort tak głęboko, że czasami aż sobie tym ultraofensywnym nastawieniem przeszkadzała. Bo bywało, że znajdowała się zbyt blisko piłki. I bywało, że zbyt mocno atakowała te niezbyt jakościowe podania. Ale generalnie wiedziała, co robi, doskonale znała słabą stronę rywalki i po prostu ją wykorzystywała. Do bólu.
Świątek mogła zagrać przełomowy mecz w 25. urodziny. Los podsuwał prezent
Tak naprawdę boli to, co widzieliśmy w wykonaniu Świątek w jej niedzielnym meczu. Boli, bo w swoje 25. urodziny mogła zagrać mecz przełomowy, a zupełnie nie wykorzystała tej szansy.
Po drugiej stronie siatki miała rywalkę, która wygrała w tym sezonie wszystkie swoje mecze na mączce (aż 15, teraz już 16). Ta rywalka była początkowo usztywniona stawką i okazją, bo czuła, że może pierwszy raz pokonać Świątek (wcześniej miała z nią bilans 0:3). Ale Iga koncertowo marnowała okazję za okazją, żeby wygrać pierwszego seta. A później na to, żeby odskoczyć z wynikiem na początku drugiej partii.
Cóż, Świątek wyraźnie nie była gotowa, żeby postawić pewny krok do przodu na niedawno rozpoczętej wspólnej drodze z trenerem Roigiem. A dlaczego nie była gotowa? Kostiuk zaraz po meczu w wywiadzie udzielonym na korcie powiedziała, że wstała rano i cieszyła się, że wystąpi w wielkim meczu na wspaniałym Court Philippe Chatrier. Po Świątek nie widzieliśmy, żeby się tym cieszyła.
Przez cały ten turniej raczej na siłę, życzeniowo, wypatrywaliśmy u Igi uśmiechu, luzu, niż rzeczywiście to widzieliśmy. Z tego Rolanda zapamiętamy Igę przede wszystkim zamkniętą w twierdzy, czyli trenującą z dala od kibiców i dziennikarzy, na "najbardziej prywatnym korcie w Paryżu". I zapamiętamy, że treningi z Roigiem jeszcze niewiele jej dały. Oby - "jeszcze".