Chwalińska przemówiła po historycznym sukcesie. Mistrzostwo

Maja Chwalińska zabrała głos po meczu z Marią Sakkari. Polska zawodniczka osiągnęła największy sukces w karierze, docierając do trzeciej rundy wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. Tenisistka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. - Wiedziałam, że muszę skupić się na każdym punkcie, bo po pierwszym secie nie wyglądało to dobrze. Po prostu walczyłam dalej i wierzyłam, że nadejdzie punkt, który odwróci losy meczu - powiedziała.
TENNIS-FRENCHOPEN/
Fot. REUTERS/Guglielmo Mangiapane

Maja Chwalińska świetnie sobie radzi na tegorocznej edycji Rolanda Garrosa. Pewnie przeszła kwalifikacje, wygrywając wszystkie mecze po 2:0 - z Alice Rame, Carole Monnet i Suzan Lamens. Teraz pewnie idzie po swoje w głównej drabince.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Kapitalne występy Mai Chwalińskiej na Rolandzie Garrosie

Już osiągnęła największy sukces w karierze, bo po raz pierwszy awansowała bowiem do trzeciej rundy turnieju wielkoszlemowego. "Ba, zrobiła to w wielkim stylu, eliminując dwie wielkie rywalki. Najpierw rozprawiła się 6:4, 6:0 z Qinwen Zheng, a następnie takim samym wynikiem pokonała Elise Mertens" - opisywała na łamach Sport.pl Agnieszka Piskorz. Jednak Polka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

W sobotę stanęła przed kolejnym wyzwaniem - jej rywalką była Maria Sakkari, która w przeszłości była nawet trzecią rakietą świata. Od samego początku było widać, że Chwalińska mierzy się z topową tenisistką, mimo iż ona aktualnie nie jest w najlepszej formie, bo w pierwszym secie błyskawicznie przegrała 1:6.

Zobacz też: Dramat podczas Roland Garros. Potwierdził się najgorszy scenariusz

W drugiej pariti zawodniczka pochodząca z Dąbrowy Górniczej nie poddawała się - mimo iż została szybko przełamana na 1:2, dała radę szybko odrobić straty. Mało tego, nawet wyszła na prowadzenie 2:5, a następnie zamknęła tego seta, wygrywając 6:3.

Trzecia partia zaczęła się jeszcze lepiej dla Polki - szybko wyszła na przewagę jednego breaka (2:0). Greczynka była blisko szybkiego wyrównania do 2:2 - miała trzy break pointy, ale żadnego z nich nie wykorzystała. To tylko dodało skrzydeł Chwalińskiej, która odskoczyła na 4:1 i ostatecznie wygrała 6:2. Po ostatniej akcji pojawiły się łzy radości.

Maja Chwalińska zabrała głos po największym sukcesie w swojej karierze

Polka pokazała się z fantastycznej strony i awansowała do kolejnej rundy. Po zakończeniu spotkania zabrała głos na temat tego pojedynku. - Mam tyle emocji, że trudno mi to opisać. Chyba nie do końca wiem, co się dzieje. Czuję się trochę przytłoczona - zaczęła i podziękowała kibicom, zwracając się również do Polaków, którzy byli na korcie. - Jestem bardzo wdzięczna - dodała.

- Szczerze mówiąc, byłam "martwa". Starałam się dać z siebie wszystko. Wiedziałam, że muszę skupić się na każdym punkcie, bo po pierwszym secie nie wyglądało to dobrze. Po prostu walczyłam dalej i wierzyłam, że nadejdzie punkt, który odwróci losy meczu - podkreśliła, wracając wspomnieniami do pierwszego przegranego seta.

Chwalińska została zapytana również o relacje z Igą Świątek. - Znam ją odkąd miałyśmy po dziesięć lat. Łączy nas zdecydowanie długa historia. To wspaniała mistrzyni, inspiracja dla nas wszystkich w Polsce - wyznała.

- Na pewno to świetnie, że mamy taką zawodniczkę w kraju, z którego pochodzę. Jest dla nas zdecydowanie ogromną inspiracją - podkreśliła.

Na koniec została zapytana, czy jest gotowa, by zabukować hotel na drugi tydzień. - Mam nadzieję. Są tu jakieś trzy takie miejsca. Mam nadzieję, że wystarczy mi pieniędzy (śmiech). Bo wiem, że tutaj dużo zarobię, ale od razu tego nie dostanę. Zobaczymy. Módlcie się za mnie - zakończyła z uśmiechem.

Chwalińska wprost do polskiego dziennikarza: Nie płaczcie

Po zejściu z kortu Maja Chwalińska porozmawiała także z dziennikarzami Eurosportu. - Gdyby ktoś do mnie zadzwonił, że będzie taki scenariusz? Wzięłabym to. Szczerze mówiąc, nie wiem, co się dzieje. Mam nadzieję, że to, co powiem, będzie miało sens. Na razie naprawdę nie wiem - powiedziała.

Maja Chwalińska przebojem wdarła się do drabinki Rolanda Garrosa, a wyżej notowane przeciwniczki po prostu nie wiedziały, jak z nią grać. - Dzisiaj Maria wiedziała, jak ze mną grać. Na początku grała świetnie. Też wiem, że nie grałam poniżej swoich możliwości, ale naprawe nie pozwoliła mi dobrze wejść w mecz i brawa dla niej. Po prostu próbowałam walczyć o każdy punkt i wierzyłam, że w pewnym momencie się obróci. I tak się stało - kontynuowała.

- Nie chciałam skończyć tego Rolanda Garrosa w taki sposób, nie walcząc. Wyszłam z nastawieniem, że mogę przegrać, ale chciałam dać z siebie absolutnie wszystko - podkreśliła.

Na koniec reporter wyznał, że pojawiło się wzruszenie wśród polskich dziennikarzy. - Nie płaczcie, dajcie spokój - zakończyła, śmiejąc się przy tym.

Zwyciężczyni tego pojedynku zmierzy się teraz z triumfatorką spotkania Diane Parry - Amanda Anisimova. Faworytką jest oczywiście Amerykanka, która na tym turnieju jest rozstawiona z "szóśtką". Z kolei reprezentantka Francji zajmuje 92. miejsce w rankingu WTA.

Więcej o: