- Myślę, że w pewnym momencie to zbojkotujemy. Czuję, że to będzie jedyny sposób, by walczyć o swoje prawa. Zdecydowanie, kiedy widzisz te liczby i kwoty, które otrzymują zawodnicy… czuję, że to my jesteśmy winni. Mam wrażenie, że bez nas nie byłoby turnieju i nie byłoby tej rozrywki. Czuję, że zdecydowanie zasługujemy na większy procent - mówiła Aryna Sabalenka (1. WTA) o turniejach Wielkiego Szlema, które zdaniem tenisistów niewystarczająco dzielą się przychodami. Już zapowiedziano protest.
Podczas Roland Garros zawodnicy wyrażą swój sprzeciw podczas Media Day. W jaki sposób? Otóż pojawią się na konferencjach prasowych na maksymalnie 15 minut - liczba jest nieprzypadkowa, odnosi się do procenta przychodów, jaki obecnie trafia do graczy (chcieliby oni zwiększenia stawki do 22 proc., jak jest to w turniejach rangi 1000). Ponadto nie będzie żadnych dodatkowych wywiadów, nawet dla stacji posiadających prawa do transmisji turnieju.
Dość wyważone stanowisko w kwestii proponowanego przez Sabalenkę bojkotu wyrażała Iga Świątek (3. WTA). Czy weźmie ona udział w proteście podczas Media Day? Jej stanowisko przedstawiła PR menedżerka Daria Sulgostowska w piśmie dla "Przeglądu Sportowego" Onetu.
"To nie jest bojkot ani strajk wobec mediów. Mamy ogromny szacunek dla dziennikarzy i roli, jaką odgrywają. Po wielu miesiącach rozmów i oczekiwań na zmiany ograniczamy jedynie czas poświęcany na obowiązki medialne do 15 minut jako wspólny sygnał ze strony zawodników. Nadal jesteśmy dostępni i odpowiadamy na pytania mediów. Fakty są jednak takie, że przychody turniejów w ostatnich latach znacząco wzrosły, podczas gdy udział zawodników w tych przychodach realnie maleje" - przekazała.
"Prosimy jedynie o bardziej sprawiedliwy podział i system, który będzie bardziej zrównoważony dla wszystkich tenisistów. Nie chodzi nam o nas samych (o czołową dziesiątkę), ale o wszystkich, którzy kształtują ten sport, zawodniczki i zawodników budujących swoje kariery, wracających po kontuzjach czy grających kwalifikacje" - dodała.
Jeszcze w środę 20 maja komunikat wydali organizatorzy. "Żałujemy tej decyzji zawodników, która szkodzi wszystkim zaangażowanym w turniej: mediom, stacjom telewizyjnym, przedstawicielom federacji i całej tenisowej rodzinie, która z entuzjazmem śledzi każdą edycję Roland Garros" - zakomunikowano.
Zobacz także: Brazylia oszalała po decyzji Ancelottiego. Wystarczyły trzy słowa
"Francuska Federacja Tenisa podtrzymuje stały dialog z graczami i w ostatnich tygodniach uruchomiła nowe inicjatywy mające na celu bezpośrednią interakcję z nimi. Już na początku maja zaproponowała spotkanie w piątek 22 maja z zainteresowanymi graczami i ich przedstawicielami. FFT jest otwarta na bezpośredni i konstruktywny dialog w kwestiach zarządzania, którego celem jest zwiększenie roli graczy w procesie decyzyjnym, zapewnienie im ochrony socjalnej i usprawnienie dystrybucji środków" - czytamy.
Odnosząc się do protestu, na interesującą rzecz zwrócił uwagę dziennikarz Ben Rothenberg na swoim blogu Bounces. Chodzi o długość pierwszych konferencji prasowych podczas tegorocznego Australian Open. Otóż w przypadku wielu gwiazd daleko było do 15 minut - przykładowo Sabalenka i Jannik Sinner, liderzy żeńskiego i męskiego touru, odpowiadali na pytania przez nieco ponad 9 minut (na podstawie długości zapisu dostępnego na oficjalnym koncie AO na YouTubie). A u Świątek? Zapis trwa 14 minut i 18 sekund, czyli byłoby to powyżej średniej z wyliczeń Rothenberga, choć dalej mniej niż kwadrans.
Rozmowy między organizatorami oraz największymi gwiazdami zaplanowano jeszcze przed startem turnieju, choć trudno przewidzieć, czy sprawy nie przeciągną się na kolejne dni. Roland Garros wystartuje w niedzielę 24 maja i potrwa do 7 czerwca.