Maja Chwalińska była ostatnią Polką, która miała szansę dołączyć do Igi Świątek, Magdaleny Fręch oraz Magdy Linette i wystąpić w głównej drabince tegorocznej edycji Roland Garros. W środę z kwalifikacjami pożegnała się Katarzyna Kawa, która przegrała z Claire Liu 3:6, 0:6. Za to jej młodsza koleżanka z kadry rozprawiła się z dwiema reprezentantkami gospodarzy - Alice Rame oraz Carole Monnet. Dzięki temu awansowała do ostatniej, decydującej rundy zmagań.
O przepustkę do turnieju głównego Chwalińska musiała rywalizować w czwartek z Holenderką Suzan Lamens. Spotkanie od początku było bardzo wyrównane. Lamens rozpoczęła je od przełamania, ale Polka błyskawicznie się zrewanżowała. Sytuacja powtórzyła się niedługo później. Chwalińska po raz drugi uległa przy swoim podaniu i przegrywała już 3:4, ale znów nie dała za wygraną. W kolejnym gemie miała aż cztery breakpointy i ostatniego wykorzystała. Później set toczył się już punkt za punkt i rozstrzygnięciu zadecydował tie-break.
A ten rozpoczął się dla Chwalińskiej znakomicie. Od razu popisała się pięknym trafieniem pod linię, a potem dołożyła minibreaka. Niestety rywalka szybko wyrównała na 2:2. Później jednak Lamens zaczęła regularne popełniać błędy - uderzać w siatkę lub na aut. Polka prowadziła więc 5:3, a potem 6:4 i miała piłkę setową. Wtedy Holenderka akcję po swoim serwisie znów zakończyła kolejnym trafieniem w siatkę. Tym samym dała Chwalińskiej wygraną 7:6 (7:4) i prowadzenie w całym spotkaniu.
Zobacz też: Oto sensacyjna faworytka Roland Garros. "Jest bohaterką narodową"
O takim wyniku w tie-breaku i całym secie zadecydowały głównie niewymuszone błędy. Lamens popełniła ich aż 22, podczas gdy Chwalińska jedynie 9. Obiecująco dla polskich kibiców wyglądał też początek drugiej odsłony. Już w trzecim gemie Polka wygrywała 40:15, po czym wykorzystała drugiego breakpointa.
Nie poszła jednak za ciosem i mimo że w kolejnym prowadziła 30:0, to sama również dała się przełamać. Scenariusz powtórzył się chwilę później i wciąż mieliśmy remis - 3:3. Chwalińska dobrze grała przy siatce, ale nie radziła sobie z mocnymi uderzeniami rywalki, które stawały się coraz skuteczniejsze. Na domiar złego zaraz potem zmarnowała trzy breakpointy i to Holenderka objęła prowadzenie 4:3. Kluczowy mógł okazać się ósmy gem, który trwał ponad osiem minut. Panie aż pięć razy doprowadzały w nim do stanu równowagi. Ostatecznie jednak to Lamens wyszła z niego górą. Do zamknięcia całej partii brakował jej zatem jednego gema. Na szczęście wtedy Chwalińska nieoczekiwanie znów przełamała dzięki wysokiej piłce w sam narożnik kortu, a chwilę później wyrównała na 5:5. To kompletnie wybiło rywalkę z rytmu. Kibice byli zaś świadkami niesamowitego zwrotu akcji. Chwalińska nie zmarnowała okazji i wygrała również dwa kolejne gemy i cały mecz 7:6 (4), 7:5. Tym samym po 2 godzinach i 25 minutach wywalczyła awans.
Dla Chwalińskiej będzie to pierwszy występ w głównej drabince Roland Garros w karierze oraz trzeci w turniejach rangi Wielkiego Szlema.