Aryna Sabalenka, mimo niepodważalnej jakości sportowej, wielokrotnie trafiała na usta krytyków. Białorusinka często była oceniana negatywnie pod kątem swojego zachowania na światowych kortach. Są jednak sytuacje, w których osobiste sympatie czy antypatie schodzą na bok. Liderka rankingu WTA w swoim życiu bowiem zmagała się z dwiema niezwykle trudnymi sytuacjami.
Mowa o śmierci ojca oraz byłego partnera. O obu przypadkach straty bliskiej osoby "Saba" opowiedziała w najnowszym wywiadzie dla Vogue'a. Wspominała w nim, że jej narzeczony Georgios Frangulis już nieraz widział ją zalaną łzami, gdy oglądała nagrania przywołujące jej na myśl zmarłego tatę.
- Ludzie mówią, że czas pomaga, ale pod pewnymi względami teraz męczę się bardziej, bo wiem, ile radości sprawiłby mojemu tacie mój sukces. Najbardziej wzruszające dla mnie są filmy, gdy widzę, jak ludzie publikują reakcje rodziny na zwycięstwo swojego dziecka-sportowca, i wyobrażam sobie, jak zareagowałby na to mój tata - powiedziała.
- Płaczę jak szalona, jakbym go właśnie straciła. Jest tak wielu ojców w Tourze, a kiedy widzę zdrową relację i dumnego tatę, myślę: Dziewczyno, po prostu ciesz się tym, bo nigdy nie wiesz, co cię czeka. Masz tyle szczęścia - dodała.
Ojciec Aryny Sabalenki zmarł pod koniec 2019 roku z powodu zapalenia opon mózgowych. Ratownicy trzykrotnie przyjeżdżali do domu rodzinnego tenisistki, lecz dopiero za trzecim razem hospitalizowali fatalnie czującego się mężczyznę. Niestety, nie udało się go uratować.
Jeśli chodzi z kolei o śmierć byłego partnera, Konstantina Kołcowa, informacje o tym spadły na Sabalenkę jak grom z jasnego nieba w marcu 2024 roku. Wprawdzie para już od jakiegoś czasu nie spotykała się ze sobą, lecz białoruska tenisistka nie kryła, że to był dla niej olbrzymi cios. O śmierci Kołcowa poinformowali ją funkcjonariusze policji, którzy przybyli na kort w Miami.
- Kłóciłam się z policjantem - nie mogłam się z tym pogodzić - powiedziała. Nie była w stanie zresztą przekuć złości w sportowy sukces - w Miami Open odpadła na etapie trzeciej rundy. Wspomina jednak, że powrót do pracy był dla niej sposobem na przetrwanie trudnych chwil.
- Nie wiem, czy istnieje jakiś stereotyp na temat tego, jak powinno się przeżywać żałobę. Czuję, że w tej sytuacji nie ma dobrych i złych rozwiązań. Wszyscy potrzebujemy czegoś innego. Dla mnie powrót do pracy to jedyne wyjście. Mam 28 lat, ale czasami myślę, że przeszłam w życiu przez wszystko, co można sobie wyobrazić - podkreśliła.
Aryna Sabalenka niebawem rozpocznie rywalizację na kortach Rolanda Garrosa. Białorusinka w ubiegłym roku po raz pierwszy w karierze dotarła do finału French Open, w którym ostatecznie musiała uznać wyższość Coco Gauff. Teraz zamierza udowodnić, że nie z przypadku jest liderką światowego rankingu, a porażka w Rzymie przeciwko Soranie Cirstei była jedynie wypadkiem przy pracy.
Zobacz też: Sensacja na Roland Garros. Była liderka rankingu przegrała z 177. rakietą świata