Sport.pl +

Oto sensacyjna faworytka Roland Garros. "Jest bohaterką narodową"

Dominik Senkowski
TENNIS-ROME/
Fot. REUTERS/Claudia Greco

Elina Switolina pokonała w Rzymie Igę Świątek, Coco Gauff oraz Jelenę Rybakinę, sięgnęła po największy tytuł w karierze. Ukrainka wyrosła na zaskakującą faworytkę tuż przed startem Roland Garros. Jej sukces jest tym większy, że wróciła do tenisa jako matka, gra nie tylko dla siebie, ale i dla rodaków, co podkreśla za każdym razem. - Mogę z całą pewnością powiedzieć, że w Ukrainie Switolina stoi na równi z najlepszymi sportowcami, takimi jak Usyk, Szewczenko czy bracia Kliczko, to bohaterowie narodowi - mówi nam jeden z ukraińskich dziennikarzy.

Kilka dni temu Elina Switolina została mistrzynią turnieju WTA 1000 w Rzymie. W zaciętym finale pokonała zeszłoroczną triumfatorkę Roland Garros, Coco Gauff 6:4, 6:7(3), 6:2. Trzy godziny bez ośmiu minut - dokładnie tyle trwał ten wyniszczający fizycznie i psychicznie spektakl. Spektakl, który pokazał, że 31-letnia Ukrainka, wracająca do czołówki po przerwie macierzyńskiej, być może osiągnęła właśnie życiową formę.

To trzeci tytuł Switoliny na kortach Foro Italico, ale tegoroczny sukces robi największe wrażenie. W finale pokonała czwartą na świecie Gauff, w półfinale trzecią Igę Świątek, a w ćwierćfinale wiceliderkę rankingu Jelenę Rybakinę. Trzy zwycięstwa nad rywalkami z top 10 rankingu WTA, z czego każde po trzysetowej, tytanicznej walce. Oglądając jej mecze w Rzymie na żywo, trudno było mi wyjść z podziwu. Podobne uczucie towarzyszy, gdy pozna się jej drogę ku największemu sukcesowi w karierze. 

W Rzymie Switolina biegała jak szalona do każdej piłki, odrabiała straty w sytuacjach pozornie beznadziejnych i pokazała niebywałą odporność. To wygrana osiągnięta za pomocą woli walki, determinacji oraz nieprawdopodobnego przygotowania fizycznego.

Niezwykły turniej Switoliny

Z perspektywy czasu ten sukces rzuca też inne światło na porażkę Igi Świątek w półfinale. Polka miała szanse, których nie wykorzystała, ale trzeba z pełną mocą podkreślić, jak genialnie Switolina walczyła, jak podniosła się po wyraźnie przegranej drugiej partii. Polka przegrała z późniejszą mistrzynią, która na Foro Italico była po prostu poza zasięgiem.

Sama Switolina po finale nie kryła wzruszenia: - To znaczy dla mnie bardzo wiele. Wygrana jako mama, bycie w Top 10, gra na tak świetnym poziomie i pokonywanie wspaniałych zawodniczek to niesamowite uczucie. I mam nadzieję, że to inspiracja dla mam na całym świecie - powiedziała.

Jej słowa idealnie oddają to, jak inspirującą drogę przeszła. Ukrainka została dopiero trzecią tenisistką w historii, która po urodzeniu dziecka wygrała turniej rangi WTA 1000, dołączając do Kim Clijsters i Wiktorii Azarenki. Co warte podkreślenia, gdy wracała do touru, nie chciała bazować na samym nazwisku i polować wyłącznie na "dzikie karty" do wielkich imprez, jak robi to wiele innych graczy. Switolina świadomie zdecydowała się zejść na niższy poziom, grać w mniejszych turniejach i tam, krok po kroku, odbudowywać pewność siebie. To była słuszna i pokorna droga, którą potem z powodzeniem naśladowała również Belinda Bencic, łącząc rolę mamy z powrotem do tenisa.

Wielkie oparcie w tej drodze Switolina ma w swoim mężu. Gael Monfils, który w tym sezonie kończy bogatą karierę, tworzy z nią wyjątkowe małżeństwo. Przed rzymskim turniejem Monfils przekazał żonie kluczowe słowa, które - jak sama przyznała - pomogły jej uwierzyć w końcowy sukces i natchnęły do walki w najtrudniejszych momentach.

Obecna wersja Eliny Switoliny to tenisistka kompletna, co potwierdza również jej ewoluujący styl gry. Z zawodniczki nastawionej głównie na defensywę, przekształciła się w tenisistkę, która wciąż genialnie broni, na tym się opiera, ale potrafi też przejąć inicjatywę i grać niezwykle agresywnie. Pamiętam takie uderzenie Ukrainki w pierwszym secie półfinału ze Świątek, w którym przyspieszyła w sposób, którego pozazdrościć mogłaby nawet Aryna Sabalenka. Przez trybuny kortu centralnego w Rzymie przeszedł wówczas szmer zaskoczenia.

Co za sezon

Do tego nowa mistrzyni Italian Open jest niezwykle regularna, co znajduje odzwierciedlenie w liczbach. W rankingu WTA Race, obejmującym tylko punkty z tego sezonu, Ukrainka jest już trzecia, ustępując jedynie Rybakinie i Sabalence. Od stycznia gra na genialnym, równym poziomie: tytuł w Auckland, półfinał Australian Open (gdzie ograła m.in. Gauff i Andriejewą), finał w Dubaju (zwycięstwa nad Gauff i Bencic), półfinały w Indian Wells i Stuttgarcie, aż wreszcie upragniony tytuł w Rzymie. Switolina podkreśla: - Jeśli chcesz być na najwyższym poziomie, musisz być regularna. Mamy wiele turniejów i musisz dawać z siebie wszystko w tych największych oraz przez cały rok, aby być wysoko w rankingu i być świetną zawodniczką. Dlatego jestem dumna z tego wysiłku, występu i formy, jaką zbudowałam.

W ogólnym rankingu WTA Switolina awansowała na siódme miejsce. I choć w 2017 roku była już trzecią rakietą świata, to obecne sukcesy, rodzące się w zupełnie innych okolicznościach, smakują wyjątkowo. Już za chwilę Roland Garros, a Switolina pojedzie do Paryża jako jedna z głównych faworytek. Dla 31-latki to może być największa, życiowa szansa na upragniony tytuł wielkoszlemowy, jeśli weźmiemy pod uwagę, że największe rywalki ostatnio nie przekonują formą.

O tym, jak gigantyczne znaczenie mają sukcesy tenisistki w jej ojczyźnie, opowiada Sport.pl Jehor Daniłow, dziennikarz sportowy ukraińskiego portalu Sportarena.ua, który na bieżąco śledzi nastroje w kraju: - Mogę z całą pewnością stwierdzić, że sukcesy Switoliny są na Ukrainie szeroko nagłaśniane. Ona niezmiennie zajmuje pozycję numer jeden w sporcie - podkreśla Daniłow.

I dodaje: - Ostatnie lata w jej wykonaniu można uznać za niespodziankę, biorąc pod uwagę, że wróciła do tenisa po urodzeniu córki. Obecnie znajduje się w końcowej fazie swojej kariery i chce zdobyć jak najwięcej trofeów. Myślę, że głównym powodem jej ostatnich zwycięstw była ogromna motywacja i chęć sprawienia radości Ukraińcom, którzy przechodzą przez trudne chwile.

Daniłow zwraca uwagę na status, jakim Switolina cieszy się w ukraińskim społeczeństwie, stawiając ją obok największych legend tamtejszego sportu. - Mogę z całą pewnością powiedzieć, że w Ukrainie Switolina stoi na równi z najlepszymi sportowcami, takimi jak Usyk, Szewczenko czy bracia Kliczko. Jest gwiazdą ukraińskiego sportu i jednym z bohaterów narodowych.

Sama tenisistka doskonale rozumie tę rolę, co potwierdzają jej słowa po finale w Rzymie: - Staram się czerpać motywację z różnych rzeczy. Dla mojego kraju te zwycięstwa i godne reprezentowanie Ukrainy są niezwykle ważne. Dlatego ten triumf jest wyjątkowy i bardzo się cieszę, że wydarzył się właśnie tutaj, w Rzymie - mówi. 

Przed nadchodzącym Roland Garros oczekiwania rosną, choć dziennikarz tonuje nastroje. - Ukraińscy kibice od dawna wyczekują wielkoszlemowego zwycięstwa Switoliny, a ona często była tak blisko celu. Trudno przewidzieć, co wydarzy się na Roland Garros, ale jeśli Switolina utrzyma obecną formę, ma duże szanse na zajście do późnych etapów turnieju. To samo dotyczy Marty Kostiuk - analizuje Daniłow. Switolina w Paryżu nigdy nie przeszła ćwierćfinału, Kostiuk czwartej rundy.

Szansa w Paryżu?

Obecny czas to złoty okres dla ukraińskiego tenisa kobiecego. Prowadzona przez Sandrę Zaniewską Marta Kostiuk niedawno triumfowała w Madrycie, reprezentacja Ukrainy w Gliwicach wywalczyła historyczny awans do finałów Billie Jean King Cup, kilka dni temu Dajana Jastremska wygrała turniej w Parmie, w finale pokonując Barborę Krejcikovą. Jak zauważa Jehor Daniłow: - Ukraiński tenis kobiecy przeżywa naprawdę dobre chwile, widać jak wiele ukraińskich zawodniczek znajduje się w pierwszej setce światowego rankingu. Kobiecy tenis jest na Ukrainie naprawdę bardzo popularny i myślę, że w przyszłości zobaczymy jeszcze kilka utalentowanych zawodniczek.

Sama Switolina również z dumą patrzy na swoje młodsze koleżanki z reprezentacji, o czym wspomniała w Rzymie. - Uważam, że poziom jest wysoki. Posiadanie siedmiu zawodniczek w Top 100 to świetna motywacja dla nadchodzącego pokolenia. To doskonały przykład, że kiedy ciężko pracujesz i masz wielkie marzenia, możesz to osiągnąć. To wspaniałe dla nas, dla ukraińskiego tenisa. Dziewczyny w Top 100 są teraz ode mnie młodsze, więc cieszę się, że wciąż mam coś do pokazania i potrafię zdobywać tytuły. 

Elina Switolina w Rzymie udowodniła, że dojrzałość, niesiona patriotyczną motywacją i rodzinnym szczęściem, potrafi przenosić góry. Czy jest w stanie pójść krok dalej i w stolicy Francji sięgnąć po pierwszy w karierze tytuł wielkoszlemowy? Do tej pory cztery razy grała w półfinałach tych najważniejszych imprez tenisowych na świecie, ale ostatnie miesiące układają się dla niej w wyjątkowy sposób.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...