Magdalena Fręch przerwała niedawno serię sześciu przegranych meczów z rzędu. Podczas rywalizacji w Strasbourgu Polka wygrała po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy. Łodzianka w pierwszej rundzie mierzyła się z Talią Gibson, którą pokonała 7:6(0), 6:3. "Drugi set to już krótsza gra przy własnych serwisach. Ale zarówno w pierwszym, jak i w drugim doszło do jednego przełamania za drugim. Gibson przełamała Fręch, prowadziła 3:2, żeby od tego momentu przegrać cztery gemy z rzędu! Australijka kompletnie nie potrafiła się odnaleźć w tej sytuacji i po 106 minutach Magdalena Fręch wygrała 7:6(0), 6:3, odnosząc pierwsze zwycięstwo od ponad dwóch miesięcy" - opisywał na łamach Sport.pl Jakub Trochimowicz.
W drugiej rundzie turnieju w Strasbourgu Magdalena Fręch mierzyła się z Leylah Fernandez (24. WTA). Kanadyjka w swoim pierwszym meczu pokonała Leolię Jeanjean (124. WTA) 6:1, 7:5. To spotkanie bardzo źle rozpoczęło się dla polskiej tenisistki. Szybko została przełamana i przegrywała już 0:2. Na szczęście rywalka nie zdołała potwierdzić tego breaka, a Fręch szybko wzięła się do odrabiania strat. W trzecim gemie odłamała rywalkę, potrzebując do tego tylko jednego break pointa.
Chwilę później na tablicy widniał już wynik 2:2. W piątym gemie Polka po raz kolejny wygrała przy podaniu rywalki - szybko wyszła na 40:0 i dopiero za trzecim podejściem dała radę wyjść na prowadzenie (3:2). W kolejnej odsłonie tego seta Polka potwierdziła przełamanie i odskoczyła na dwa gemy różnicy (4:2).
Zobacz też: Raducanu nagle zniknęła. Tak wyglądał jej powrót po dwóch miesiącach
Niestety później Fręch wpadła w dołek, a Kanadyjka przestała się mylić. Tak w zasadzie, ten czwarty gem był ostatnim, który Polka wywalczyła, bo cztery kolejne partie padły łupem wyżej notowanej rywalki, której udało się zamknąć tego seta wynikiem 4:6. Potrzebowała do tego dwóch piłek setowych.
Niewiele brakowało, by w drugim secie powtórzyła się sytuacja z początku meczu - Fernandez pewnie obroniła swoje podanie, a w kolejnym gemie miała nawet break pointy, ale tym razem Polka dała radę się wybronić. To sprawiło, że się przebudziła, dodało jej wiatru w żagle, bo w trzecim gemie dała radę przełamać rywalkę i odskoczyć na 2:1, a następnie bez większych problemów obroniła swoje podanie (3:1).
Polka zaczęła grać bardzo dobrze. Nawet w kolejnym gemie miała jedną szansę do przełamania, ale niestety wyrzuciła piłkę poza kort, co sprawiło, że jej rywalka złapała z nią kontakt. Niestety przy wyniku 4:3 Fręch znów się zacięła i musiała bronić dwóch break pointów. Tenisistce udało się wyjść z opresji i zgarnąć piątego gema. W końcówce więcej zimnej krwi zachowała Łodzianka, która na zakończenie przełamała rywalkę i zatriumfowała 6:3.
W decydującym secie bardzo dobrze zaczęła Leylah Fernandez, która najpierw przełamała Magdalenę Fręch na 1:2, a następnie po wielu wymianach w kolejnych gemach, potwierdziła przełamanie. Chwilę później zrobiło się 1:4.
Pierwszą piłkę meczową Kanadyjka miała przy wyniku 1:5. Jednak Polka udało się wybronić. Fręch nie odpuszczała, co potwierdza fakt, iż przy wyniku 2:5 jeszcze przełamała swoją przeciwniczkę. Polka robiła, co mogła, ale strata była zbyt duża. Ostatecznie ta partia zakończyła się wynikiem 4:6, a cały mecz padł łupem Kanadyjki (1:2). Ten pojedynek trwał dwie godziny i 48 minut.
W ćwierćfinale zmierzy się z triumfatorką spotkania Viktoria Mboko - Lois Boisson. Kanadyjka jest w tym turnieju rozstawiona z "jedynką", więc rozpoczęła rywalizację dopiero od 1/8 finału.