Pod koniec lutego 2022 roku Rosja przy pomocy Białorusi zaatakowała Ukrainę. Wojna trwa do dziś, a w tenisie Rosjanie i Białorusini mogą występować na kortach tylko pod neutralną flagą. Aryna Sabalenka w przeszłości zdawkowo odpowiadała na pytania dotyczące wojny, ale teraz zdecydowanie się otworzyła.
Liderka światowego rankingu udzieliła wywiadu magazynowi "Vogue". W rozmowie pojawił się wątek zachowania ukraińskich tenisistów po meczach przeciwko Rosjanom i Białorusinom. Osoby z Ukrainy nie podają im ręki. Sabalenka podkreśliła, że nie ma z tym większego problemu.
- Szanuję to stanowisko. Wiem, że to nic osobistego. Wysyłają w ten sposób sygnał. Ale to było trudne, ta ilość nienawiści, jakiej doświadczałam od ludzi podczas turniejów. Jeden z trenerów wpadł w szał i powiedział mi, że to ja zrzucam bomby. To oczywiste, że chcę pokoju dla wszystkich. Nie chcę, żeby ta wojna miała miejsce. Powinni usiąść do stołu i w drodze negocjacji rozwiązać to gówno - powiedziała, cytowana przez profil "Z kortu - informacje tenisowe" na platformie X.
- Uważam jednak również, że sport to platforma i miejsce, w którym możemy się zjednoczyć, a nie walczyć ze sobą, jakbyśmy toczyli własną wojnę. Zbierzmy się, bądźmy razem, pokażmy pokój. Przez tak długi czas Ukraińcy i Białorusini byli jak bracia i siostry. Jesteśmy tacy sami. Wszyscy jesteśmy ze sobą blisko związani. A teraz jest między nami ogromny mur i nie wiem, czy kiedykolwiek zniknie - dodała.
To pierwsza od dawna taka wypowiedź Sabalenki. Liderka światowego rankingu należy do ulubionych sportsmenek Alaksandra Łukaszenki, prezydenta Białorusi. Stąd też zazwyczaj ostrożnie wypowiadała się na tematy związane z wojną.
Teraz przed nią występ w wielkoszlemowym turnieju Roland Garros. W Paryżu jeszcze nigdy nie triumfowała. W poprzednim roku w półfinale trafiła na Igę Świątek. Wygrała spotkanie z Polką, lecz w finale musiała uznać wyższość Amerykanki Coco Gauff.