Sport.pl +

Iga Świątek zagrała wybitnie, a potem takie załamanie. "Trudno wytłumaczyć"

Dominik Senkowski
Fot. Ciro De Luca / REUTERS

Skąd dwa oblicza Igi Świątek w Rzymie? Włoscy dziennikarze tenisowi oceniają występ Polki, analizują przyczyny półfinałowej porażki z Eliną Switoliną i tłumaczą, dlaczego puste trybuny to wina organizatorów, a nie braku szacunku dla polskiej tenisistki - pisze ze stolicy Włoch Dominik Senkowski, wysłannik Sport.pl.

Kiedy Iga Świątek wchodzi na rzymską mączkę, oczekiwania automatycznie szybują. Foro Italico, ze swoimi monumentalnymi posągami, specyficzną publicznością i kortami, które Polka w przeszłości potrafiła już trzy razy podbić, to jeden z najważniejszych przystanków przed Roland Garros. Tegoroczny turniej przyniósł jednak potężną dawkę skrajnych emocji: od zachwytów nad pokazem czystej, wręcz "nadalowskiej" dominacji, po bolesne zderzenie w półfinale z Eliną Switoliną.

Jak rzymski występ Polki oceniają włoscy eksperci? Co tak naprawdę wydarzyło się w meczu z Ukrainką w półfinale i jak wyglądają relacje Polki z lokalną publicznością? O tym wszystkim porozmawiałem w Rzymie z miejscowymi dziennikarzami tenisowymi.

Błysk Nadala i półfinałowa porażka

Włosi nie mają wątpliwości: tegoroczny Rzym w wykonaniu Igi Świątek miał dwa oblicza. Pierwsze z nich, zachwycające i bezwzględne, zobaczyliśmy w starciu z Jessicą Pegulą (6:1, 6:2), gdy pierwszy raz od listopada pokonała rywalkę z top 10 i pierwszy raz w tym roku awansowała do półfinału imprezy indywidualnej WTA. Drugie, bardziej niepokojące, ujawniło się w półfinałowym starciu z Eliną Switoliną (4:6, 6:2, 2:6).

Marco Mazzoni z serwisu Livetennis.it punktuje te kontrasty. - Naprawdę nie jest łatwo jednoznacznie ocenić występ Igi w Rzymie. W meczu przeciwko Peguli była absolutnie wybitna - jej forhend grany po linii wyglądał jak u Rafaela Nadala w szczytowej formie, z ogromną rotacją awansującą i niesamowitą precyzją! Potem, przeciwko Elinie Switolinie, popełniła zdecydowanie zbyt wiele niewymuszonych błędów. Fizycznie wydaje się w świetnej formie, ale to wygląda prawie tak, jakby w momencie, gdy zaczyna psuć kilka piłek, jej pewność siebie całkowicie znikała i pojawiało się napięcie, nad którym po prostu nie potrafi zapanować. Mistrzyni tego kalibru nie może popełnić blisko 50 niewymuszonych błędów w jednym meczu, taką liczbę trudno wytłumaczyć.

Świątek w trzecim secie ze Switoliną miała trzy break pointy już w pierwszym gemie. Mogła pójść za ciosem po wygraniu drugiej partii, ale to Ukrainka zaczęła zyskiwać przewagę. Dwa dni później zdobyła tytuł w Rzymie - w finale pokonała Coco Gauff 6:4, 6:7, 6:2.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Nieco inaczej i w szerszym kontekście na porażkę Igi Świątek patrzy Diego Barbiani z portalu OKtennis.it. Choć zauważa błędy Polki, dostrzega też w jej grze elementy, które mogą dać jej paliwo na zbliżający się Roland Garros. Barbiani uważa, że rzymski turniej był dla Igi dobrym prognostykiem. - Turniej był dobry, może nawet bardzo dobry, ponieważ w końcu była w stanie rozegrać pięć meczów z rzędu i myślę, że tego ostatnio brakowało jej najbardziej - wskazuje.

Krok do przodu

Świątek przed półfinałem ze Switoliną mówiła na konferencji prasowej, że celem dla niej na Foro Italico było rozegrać właśnie jak najwięcej spotkań z uwagi na nadchodzący turniej wielkoszlemowy w Paryżu. Wcześniej na mączce nie grała wiele: w Stuttgarcie dwa mecze (odpadła w ćwierćfinale), w Madrycie skreczowała w trakcie drugiego pojedynku w trzeciej rundzie.

- W półfinale w stolicy Włoch Iga trafiła na lepszą rywalkę, jedną z najniebezpieczniejszych i najbardziej regularnych w całym sezonie. Polka nie jest jeszcze na tym najwyższym poziomie. Za dużo psuła z forhendu i ogólnie nie wyglądała na taką swobodną, jak we wcześniejszych meczach. Ale dobrze walczyła i doprowadziła do trzeciego seta - dodaje Barbiani.

Włoski dziennikarz Oktennis.it widzi więcej pozytywów w meczu z Eliną Switoliną. - Warunki być może sprzyjały Polce w meczach z Pegulą i Osaką, ale była też na zupełnie innym poziomie niż na poprzednich turniejach. Widziałem coś pozytywnego w meczu z Eliną, kiedy oprócz bardzo dobrej obrony slajsem, w trzecim secie chętnie szła do siatki. To oraz inne uderzenia sprawiły, że pomyślałem, iż mentalnie bardziej ufała swojej grze. Może budować formę na fundamencie postawionym w Rzymie. Potrzebuje jeszcze kilku kroków, jak sama powiedziała, ale widzieliśmy też, jak nisko mentalnie była pod koniec marca, a nie da się naprawić wszystkiego i pokonać kogoś takiego jak Elina w tak krótkim czasie.

Gdy rozmawiałem z Igą Świątek tuż po ostatnim jej meczu w stolicy Włoch, mówiła m.in.: "To dla mnie krok do przodu. Wiadomo, że chciałabym więcej, ale wciąż sprawia mi przyjemność samo granie w tenisa, a w sumie to nie jest takie oczywiste".

Świątek a Włosi

Jak kibice we Włoszech traktują dziś Igę Świątek, wielokrotną mistrzynię imprezy? Jak relacjonowałem, podczas jej treningów nie brakowało widzów, a Polka po jednym z nich stała przez 12 minut, podpisywała autografy i robiła sobie zdjęcia z fanami.

Pustych krzesełek nie brakowało w trakcie jej meczów z Osaką i Switoliną, ale to przede wszystkim wina organizatorów, którzy opracowali taki, a nie inny terminarz rywalizacji.

Zwracana na to uwagę Diego Barbiani. - Jeśli chodzi o jej postrzeganie wśród Włochów, nie brałbym pod uwagę liczby kibiców na jej meczach. Pojedynek z Osaką spotkałby się z lepszym przyjęciem, gdyby plan gier był lepszy. Ostatni mecz sesji po długim dniu może zostać łatwo "poświęcony" przez kibiców, a do tego ceny biletów po prostu są za wysokie. 

Dziennikarz OKtennis.it zapewnia jednocześnie, że Świątek cieszy się w Italii dużym szacunkiem, choć nie jest to jeszcze status absolutnej legendy. - We Włoszech jest wielu fanów Igi. Może nie jest główną faworytką publiczności, jak największe gwiazdy poprzednich pokoleń, ale jej odbiór jest w przeważającej mierze pozytywny. Oczywiście są też hejterzy, co niestety jest dziś standardem, ale powiedziałbym, że to wszystko skłania się ku miłej sympatii.

"Sinnermania", drożyzna i cień męskiego tenisa

Z kolei Marco Mazzoni z Livetennis.it rzuca światło na głębszy, systemowy problem rzymskiej publiczności oraz kontrowersyjną politykę biletową Foro Italico, która bezpośrednio uderza w turniej kobiecy. Wyjaśnia, dlaczego puste trybuny na korcie centralnym kontrastują z tłumami na bocznych obiektach.

- Jeśli chodzi o publiczność, Rzym tradycyjnie był turniejem, w którym kibice znacznie uważniej śledzą drabinkę męską niż kobiecą. W przeszłości, gdy te dwie imprezy odbywały się w różnych terminach, mecze kobiet często przyciągały bardzo małą widownię, co uważałem za wstyd. Obecnie korty boczne są zawsze zatłoczone, ponieważ ceny biletów wstępu są tam nadal stosunkowo przystępne, a wiele dzieci z lokalnych akademii tenisowych może wejść niemal za darmo. Polityka biletowa w Rzymie często wzbudzała kontrowersje, ponieważ ceny biletów na korty główne, a zwłaszcza na ten najważniejszy, drastycznie wzrosły. Dzięki "sinnermanii" bilety sprzedają się dobrze, ale nie jestem pewien, na ile ta strategia cenowa będzie zrównoważona w przyszłości.

Ta uwaga tłumaczy dysonans rzymskiego turnieju. Włoscy kibice kochają tenis, ale to eksplozja formy Jannika Sinnera napędziła rynkowe szaleństwo. Organizatorzy wywindowali ceny wejściówek na kort centralny do astronomicznych kwot, nawet 800 euro. Kiedy więc w sesjach wieczornych lub w chłodniejsze dni kibice mają zapłacić fortunę za oglądanie meczu kobiet - nawet z udziałem byłej liderki rankingu - po prostu rezygnują i wybierają tańsze alternatywy lub powrót do domu. To problem ekonomiczno-organizacyjny, a nie niechęć do Świątek.

Elina Switolina, po wyeliminowaniu Polki w półfinale, poszła za ciosem i wygrała cały turniej na Foro Italico. Dla Ukrainki to już trzeci triumf w stolicy Włoch. Tym samym dokonała czegoś wyjątkowego: zrównała się z Igą Świątek pod względem liczby tytułów w Rzymie.

Ten fakt stawia przyszłoroczną edycję turnieju w niezwykle intrygującym świetle. Do tej pory to Polka była uważana w Rzymie za współczesną królową tych kortów - zawodniczką, która miała patent na wygrywanie w cieniu rzymskich posągów. Teraz na Foro Italico wyrosła jej potężna i utytułowana rywalka.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...